wtorek, 14 stycznia 2014

No kurwa, przyjaciółmi?

Wrócę do tematu, który chyba wszyscy lubicie, czyli relacji damsko-męskich. Konkretnie chce się podzielić z Wami, jak to jest z tą całą przyjaźnią. Oczywiście moim ułomnym i super-subiektywnym spojrzeniem.

Skupiamy się na relacjach w sytuacjach osób heteroseksualnych. Nie wnikam, bo nie znam psychiki ani sposobu działania homosiów...i tak naprawdę nie jestem tym zbyt zainteresowany...nie mam planów z tym związanych...;)

Start


Czy w ogóle jest możliwa przyjaźń między kobieta i mężczyzną? Pytanie wydaje się proste, a odpowiedź oczywista. Ale tak nie jest. Otóż są pewne warunki, które muszą zostać spełnione, żeby facecik z babeczką mogli zostać kumplami.

Po pierwsze: muszą się poznać. Niby banał, ale nie dla wszystkich. Bo mamy nieco różne podejścia do przyjaźni. Naprawdę. Facet może nie znać w stu procentach drugiego faceta, żeby szczerze nazwać go swoim powiernikiem i przyjacielem. Tak już mamy, że to wystarczy. Dlaczego? Bo faceci nie włączają spraw seksualnych i intymnych w swoje przyjacielskie relacje. Oczywiście o tym rozmawiamy, ale nie chodzimy razem do ubikacji i nie opowiadamy sobie o nowym gatunku grzyba organów płciowych jakby to była rozmowa o muzyce. Babeczki taką rozmowę z przyjaciółką uważają za normę, a pójście z najlepsiejszą psiapsiółą do kibelka jest wręcz rytuałem i wymogiem. "Jak to poszłaś z nią do kibla! Przecież to ja jestem Twoją najlepszą kumpelą?!".
Dlatego właśnie pierwszą rzeczą ważną w powstaniu przyjaźni między płciowej jest poznanie siebie. Zawsze sobie stawiamy w takich sytuacjach pytanie: Czy naprawdę chcemy wiedzieć wszystko? Przecież i tak musimy w mniej więcej tym samym czasie zrobić...
Po drugie: wyeliminować napięcie seksualne. Teraz pewnie wszyscy się zastanawiacie o co chodzi. Otóż w relacji każdego mężczyzny z każdą kobietą występuje pewien poziom napięcia wywołanego poczuciem własnej seksualności. Uwierzcie mi, że facet, rozmawiając nawet ze strasznie ohydną i odpychającą dziewczyną, gdzieś tam w głowie przetwarza kwestię: "Czy bym ją przeleciał? Może ma fajne cycki, lub chociaż sutki..." lub coś w tym stylu. Powoduje to napięcie u faceta, a kobiety zawsze to intuicyjnie, podświadomie wyczuwają. Żeby mogła zapanować harmonia przyjaźni, to napięcie musi zniknąć. Nie twierdzę, że pójście ze sobą do łóżka to jedyne wyjście, chociaż na pewno jest najbardziej skuteczne i szybkie...no może nie wszyscy chcemy, żeby było szybkie, nie aż tak...
Możemy to załatwić zwykłą ale szczerą rozmową na ten temat, jasnym postawieniem sprawy lub innymi metodami. Ale musimy to załatwić, bo inaczej będzie to zawsze języczkiem u wagi w naszej relacji. Czy tego chcemy, czy nie. Jak tego nie zlikwidujemy, to samo nie odejdzie.
Po trzecie: musimy sobie zaufać. Żeby to zrobić musimy wyznaczyć sobie pewne granice naszej relacji. O ile w przyjaźni między kobietami granic nie ma, a między facetami są jasne i nie trzeba o nich rozmawiać, to przy zderzeniu tych dwóch światów najlepiej jednak to ogarnąć. Jak to załatwimy to możemy powiedzieć, że mamy fajnie. Mamy przyjaciółkę/przyjaciela.

"Ale" numer 1 - facet

Tylko czy facet tego chce? W ogóle i kiedykolwiek? Dla mężczyzny, słowo "przyjaźń" z ust kobiety brzmi gorzej i groźniej niż "pedale" i "impotencie". Jeżeli jakiś facet mówi o swojej koleżance, że jest jego przyjaciółką to od razu zapalają się dwie bramki: albo już ją wyruchał, ruchają się bez zobowiązań i jest git; albo nie dał rady, został odrzucony i ona dyktuje warunki, bo on ma nadal nadzieję.
Tak myślą faceci. I trudno im sie dziwić.
Dlaczego jednak tak jest? Dlaczego facet będzie spierdalał, od chcącej się zaprzyjaźnić z nim kobiety, jak od zarazy?
Moim zdaniem chodzi po prostu o to, że przyjaźń z kobietą oznacza w świadomości większości mężczyzn koniec. Koniec nadziei na seks, koniec związku, koniec wszystkiego. To kobiety zamiast powiedziec facetowi, że jest chujem i nie spełnia jej oczekiwań, mówią "zostańmy przyjaciółmi". To nas warunkuje. Bo kobiety nie mają takiego zamiaru. Jak kobieta to mówi, to nie ma tego na myśli. Chce go wykreślić ze swojego życia na jakimś poziomie. Facet nabierze się na to tylko raz. Później już nie zaufa, nie kupi tego. Dlatego malutka, niezobowiązująca sugestia dla Pań. Nigdy nie mówcie facetowi, że chcecie się z nim przyjaźnić. NIGDY. Facet zawsze potraktuje to jak odtrącenie. Jesli chcecie zostać z nim w dobrych relacjach, chcecie mieć powiernika czy partnera do okazjonalnego seksu - to powiedzcie dokładnie to. I być może to będzie przyjaźń, ale nie mówcie facetowi o pozostaniu przyjaciółmi.

"Ale" numer 2 - babeczka

Czy jakakolwiek kobieta wpuści faceta, z którym nie jest silnie intymnie związana do kibla jak sra? Chyba nie. Czyli dla kobitki to nie będzie to, czego ona oczekuje od przyjaźni. Dla faceta przyjaźń to przede wszystkim więź umysłowa, wsparcie, czasem powiernictwo emocjonalne. Nigdy relacja intymna, fizyczna. Dla kobiety przyjaźń to full albo nic. Bo o pierdołach można pogadać z każdym, ale płacze się w kiblu, w rękaw, siedząc na kiblu tylko przyjaciółce. Sorki, że się przyczepiłem tego kibla, ale z mojego punktu widzenia to najbezpieczniejsze i zaobserwowane miejsce układania relacji przyjaźni damskiej.
Facet, jeśli nie jest seksualnie związany z kobietą nie pozwoli na taką intymną relację. Tak mamy w systemach.

Czyli co?

Nie twierdzę, że przyjaźń między kobietą i mężczyzną jest niemożliwa do zbudowania. Uważam jedynie, że bardzo trudno ją zbudować bez przetarcia granicy intymności.
Dla faceta ta granicą jest seks. Konsumpcja albo wykluczenie z relacji. Po seksie z faceta odpadają kompleksy, pytania i autocenzura. Wtedy może sobie pozwolić na intymność na poziomie jakiego oczekuje kobieta. Gdy eliminacja napięcia odbywa się poprzez jego intelektualne wykluczenie, to też jest git i może rozkwitnąć z tego przyjaźń. Tylko wtedy kobieta nie powinna liczyć na taką intymność jak w relacjach z przyjaciółkami.

Dlatego wygłoszę teraz własny manifest do wszystkich Pań:


Jeżeli jesteś zainteresowana na jakimkolwiek poziomie facetem - idź z nim do łózka. Nie żyjemy w średniowieczu pod pręgierzem opinii wsiowego proboszcza.
To, co masz najcenniejsze do oddania facetowi, to nie jest Twoja cipka. Żaden facet tego w ten sposób nie traktuje. Chyba, że sama spowodujesz, że uzna to za nagrodę, ale wtedy raczej nie wróżę sukcesu w związku. Facet musi chcieć poszukać w Tobie czegoś więcej. Nie zacznie szukać, dopóki seks będzie jego celem.
Im dłużej wodzisz go za nos, tym bardziej się on fiksuje na Twoim tyłku, cyckach. Na fantazjach jak to mu robisz laskę i wypinasz swój jędrny tyłeczek. Jak do tego dochodzi, to on osiąga sukces, na który pracował tyle czasu...i traci zainteresowanie. Osiągnął co chciał.
Jak zrobicie to od razu i będzie super, to możecie pójść dalej. Szukać czegoś więcej i budować coś fajnego. Jak się okaże że było chujowo, to przynajmniej zamykacie ten temat i możecie pozostać w czystej relacji, a to już jest start do budowania przyjaźni.

Zapytacie:
Czyli co, jak poznaję fajnego faceta to zaciągam go do łóżka? To zależy od Ciebie, zawsze. Tylko zastanów się. Jeśli jesteś wolna, co masz do stracenia? Ktoś będzie gadał, że jesteś łatwa? Jak to powiedzą kobiety, to raczej z zawiści niż z nienawiści. Jak to powiedzą faceci, to znaczy, że ich nie chciałaś i z Tobą nie spali. Znam kilka kobiet, które jak mają ochotę na seks z kimś, to po prostu to proponują i to robią. Nigdy nie słyszałem, żeby jakikolwiek facet, który z nimi był powiedział o nich złe słowo. A kobiety...jak nie sypiasz z kim chcesz i kiedy chcesz i tak gadają głupoty, jak Cię nie lubią to i tak dla nich jesteś szmatą, a przyjaciółki wiedzą prawdę i rozumieją. To się chyba liczy najbardziej.
Dlatego powtórzę:
Chcesz mieć przyjaciela - prześpij się z nim - być może zyskasz zajebistego kumpla, a może kogoś więcej.
Chcesz mieć faceta, związać się z nim - prześpij się z nim - to test ostateczny i postawienie priorytetu na coś innego, nie na dupę.
Jak chcesz mieć niewolnika, pieska kanapowego - wódź go za nos póki możesz, bo jak finalnie pójdziecie do łóżka, to on i tak pójdzie gdzie indziej. Osiągnie to o co się starał.

Od razu 
Przepraszam wszystkie pruderyjne paniusie i osoby, które uważają, że moje podejście jest zbyt liberalne, mizoginistyczne i w ogóle to jestem libertyno-dekadento-nihilisto-satanistą. No i do tego wszystkiego jestem ateistą...o zgrozo!
Przepraszam, że jesteście takimi debilami i nie kumacie na czym polega życie.
Przepraszam za to, że jak będziecie zdychać to będziecie żałować, że nie wykorzystaliście swojego czasu.
Przepraszam, że tutaj trafiliście, chuja zrozumieliście i uważacie, że puste i pozbawione ryzyka i wyzwań życie jest wszystkim co się Wam należy.
Skoro tak uważacie to tak jest...a teraz wypad stąd...to jest mój blog i lubię jak moi czytelnicy myślą po swojemu.

Całej reszcie dziękuję za uwagę i mam nadzieję, że moje refleksje dały Wam chociaż trochę do myślenia. Nie liczę na przestawienie Waszych systemów wartości, bo do tego musicie dojść sami. Mam nadzieję, że szturchnąłem Was w fajnym kierunku :)

Czekam na propozycje od Was. 

Instrukcję co zrobić, żebym napisał coś na temat, który Was interesuje znajdziecie TUTAJ.