piątek, 31 stycznia 2014

Wagary = śmierć



Wrzucił to znajomy na FB. Obejrzałem i spadłem z krzesła...naprawdę. Nie wiem czy to jest żart, ale podobno jest to film australijskiej fundacji Learn for Life. Jest na ich głównej stronie więc chyba to prawilne.

Dramat jak chuj

Kilkoro znajomych ucieka ze szkoły. Jadą VW ogórkiem, po drodze wywalają mapę i uderzają na plażę. Surfing, figle i takie tam. I nagle koleś wybucha, później panienka. potem następny koleś wzbija się w niebo...niestety nie w całości i zostawia krwawy podmuch. Okazuje się, że trafili na wagarach na pole doświadczalne materiałów wybuchowych.
Czemu ma to pomóc albo czemu zapobiec nie wiem, ale spróbuję odpowiedzieć.

Przemysł zbrojeniowy

Przede wszystkim widzę tutaj poważne zarzuty względem producentów broni i okolic. Bo jak mogą zrobić poligon na plaży i nie zabezpieczyć od każdej możliwej strony do niej dostępu. Jak ja bym planował zrobić takie miejsce, to wokoło byłyby trzymetrowe zasieki, z podwójną strefą bezpieczeństwa i elektrycznymi pastuchami. I zajebiaszcze, wielkie czerwono - żółte tablice ostrzegawcze co 3 metry. Większość ludzi to idioci i wziąłbym to pod uwagę podczas pracy z takim tematem. Tymczasem wygląda to tak:
Olejmy ten biały napis po prawej stronie.
Jeden porządny kopniak i po bramie.
Zastanawiam się też, kto do kurwy nędzy, testuje miny (bo wszystko wskazuje, że takowe tam były) i nie ogląda efektów. Żadnych kamer, oddziału interwencyjnego. No chyba, że eksperyment polega na tym, że minujemy plażę i czekamy aż ktoś przyjdzie i zostanie naszym obiektem testów. Na ochotnika, tylko że on o tym nie wie...

Szkoła

Sorki, ale jeśli placówka oświatowa ma takie problemy z wagarującą i eksplodującą na plaży młodzieżą, to ja bym wnioskował o jej zamknięcie.
Po pierwsze - spieprzają przez okna. Nie wiem jak w Australii czy w Stanach, ale ja nigdy nie uciekałem z lekcji przez okno. Rozumiem, że tam bardzo poważnie podchodzą do kwestii bezpieczeństwa dzieci i nauczyciele oraz dyrekcja głowami odpowiadają za to, co się dzieje z uczniami w czasie zajęć. Więc szkoły na czas lekcji zamieniają się w małe, lokalne więzienia. Podejrzewam, że to jeden z większych problemów tak zwanych "slack off", czyli po naszemu, urywki z lekcji.
A wystarczyłoby zrobić identyfikatory i bramki i jak wyłazisz to musisz się odbić i jak nie wrócisz w ciągu, powiedzmy 10 minut, do Twoich starych idzie SMS, że wyszedłeś ze szkoły. Kible dla uczniów zrobić tylko na pierwszym piętrze. Na parterze zostawić tylko dla tych co nie mogą wejść po schodach (niepełnosprawnych itd.) i dostęp na kartę z monitem do opiekuna, że inwalida poszedł do kibla. Wiecie, jak by długo nie wychodził (nie 30 minut, które jest potrzebne na zwalenie na pół martwego penisa), to alarm, że coś jest nie tak.
Przy zamknięciu szkoły i ostatnim obchodzie robimy raport czy wszyscy wyszli i jak ktoś się nie odbił to znaczy, że wyszedł kanałami w czasie lekcji i powiadamiamy starych, a jak nie potwierdzą w ciągu godziny, że ich bachor jest w domu, zgłaszamy na psy.
Zasady jasno wykładamy uczniom i rodzicom i wtedy jak chcesz wyjść, droga wolna, ale wiedz, że nie zostanie to niezauważone i w najlepszym przypadku dowiedzą się o tym Twoi opiekunowie.
Trochę poleciałem, ale jak widzę na filmach, że po dzwonku zamyka się na klucz drzwi do szkoły i korytarze patroluje ochrona, to sam bym spierdalał dwa razy częściej niż to robiłem za mojej edukacji.

Debile

Poza tym ta czwórka to debile pełną gębą. Nie wiem czy Australia ma wyższy poziom edukacji niż USA, ale po tym filmiku nie odróżnisz.
Wsiadasz w samochód (możesz prowadzić czyli zgodnie z australijskim prawem masz skończone 16 lat, nie widzę na samochodzie znaczków L czy P, czyli na 100% masz ponad 17 lat, chętnych do zgłębienia tematu kieruję na stronę) i jedziesz gdzieś. Patrzysz trochę na mapę ale mówisz, a chuj tam, jedziemy gdzie nas opony zawiodą. I wyrzucasz oczywiście mapę, bo przecież pamiętasz jak dojechałeś, to wiesz jak wrócisz.
Wbijasz na pustą plażę i oczywiście od razu wpierdalasz się do wody, bo na 100% nie ma tam nic groźnego. Pomijam często pojawiające się u wybrzeży Australii rekiny, ale nawet z zapyziałym polskim morzu, nie sprawdzając co jest w wodzie, można się nieźle urządzić. Dlatego nie poleca się kąpieli na dzikich plażach. Ale widocznie w Australii tego nie uczą. A nawet jak uczą, to i tak mamy do czynienia z debilami, więc nie spodziewałem się olśnienia.

Skuteczność

Pomijając powyższe absurdy, to takie reklamy i kampanie trochę przypominają mi retorykę religijną. Wiecie o co chodzi?
Jak będziesz przeklinał, myślał o złych rzeczach i deptał trawnik to pójdziesz do piekła i będziesz się tam smażył w kotle gorącego oleju przez całą wieczność.
Jak będziesz chodził na wagary to wybuchnie Ci dupa a Twoim przyjaciele utracą kończyny i zdrowie psychiczne.
Nie wiem czy ktoś myślał o tym czy takie gówno dziś działa. Nie mam nic do twórców, oni wykonali zlecenie. Ale zleceniodawca jest chyba z dekadę do tyłu. Biorąc pod uwagę co dziś młodzież ogląda w sieci, filmy i inne gówno, ten film to po prostu żart.
Pokażcie dzieciakom, że jak będą wagarowały, to przyjdzie Pan w ślicznym garniturze i zabierze im iPhona, konsolę, tablet i zablokuje komputer, wtedy może wpadną w panikę. Rzeczywistość i zderzenie z nią przeraża dzieciaki...efekty specjalne...nie sądzę...

***

Na weekend dostałem od Roberta na FB dużą kwestię, więc poza tradycyjnym małym wkurwem jutro, będę cisnął kwestie kościelną :)