poniedziałek, 17 lutego 2014

Bohaterowie Stand-up’u

Dziś chce się z Wami podzielić moimi inspiracjami. Tym razem nie muzycznymi i jeszcze nie filmowymi. Część z niżej wymienionych osób oczywiście grywała lub grywa w filmach, ale chcę się skupić na ich innej działalności. Mianowicie na stand-up comedy. Zapewne wiecie, o co się rozchodzi. Powoli zaczyna ten rodzaj komedii wchodzić do Polski, ale póki, co nie znalazłem nic specjalnie się wyróżniającego…dlatego skupię się na moich komediowych idolach z zachodniej (z naszego punktu widzenia) strony kuli ziemskiej.

To nie będzie ranking, więc nie stawiam punktów, kolejność przypadkowa J

George Carlin

Odszedł w 2008 roku, co bardzo przeżyłem. Serio! Jeden z najbardziej błyskotliwych i inspirujących komików. Nie było dla niego tabu i łamał to sacrum z niesamowitą inteligencją i humorem. Jego teksty na temat religii, dziesięciu przykazań, kary śmierci, ekologii czy ogólnie – krytyki amerykańskiego społeczeństwa, przeszły już do kanonu komedii. Laureat 5 nagród Grammy, w tym jednej pośmiertnie za ostatni show „It’s Bad For Ya”. Każdy, kto kiedykolwiek chciałby zacząć przygodę z tym gatunkiem komedii powinien jako jedną z pierwszych pozycji rozważyć to, co zostawił dla nas w swojej spuściźnie George…

Doug Stanhope

Doug jeszcze żyje i ma się dobrze, chociaż biorąc pod uwagę jego tryb życia, to nie potrwa długo. Żartuję. Człowiek, który nie uznaje żadnej świętości. Pijak i okazjonalny ćpun – jak siebie sam nazywa. Jeśli chcecie posłuchać dowcipów o seksie z karłami, aborcji, pedofilii i bezgranicznej głupocie ludzi – Doug jest Waszym prorokiem. Człowiek, który nie boi się zagrać wszystkim o wszystko. W 2013 roku wkurwił się na telewizję FOX za relację z miejsca po tornadzie w Colorado (chodziło o kobietę, która wyszła z domu i dzięki temu uniknęła śmierci. Reporter powiedział do niej: „Zapewne dziękowała Pani Bogu za ten łut szczęścia”, na co ona odpowiedziała „Właściwie to jestem ateistką”) i założył dla jednej z poszkodowanych (właśnie tej kobiety) fundusz na którym zebrał razem z Pennem Jillete i Ricky Gervaisem ponad 125 000 $. Tylko po to, żeby pokazać chrześcijanom, że dobroczynność to nie ich monopol. Nieustannie upijający się na swoich występach, Doug jest w odczuciu wielu uznawany za jednego z największych żyjących komików. Niestety mało znanym i ciągle niedocenianym.

Billy Connolly

Wielki Yin. Facet, który oprócz tego, ze jest wielki, jest szkotem to ma jeszcze zajebiste poczucie humoru i chce się nim dzielić. Zaczynał jak spawacz (robił bojlery) w Glasgow, ale na nasze szczęście rzucił to w diabły i zajął się muzyką folk. Po kilku latach brzdąkania zajął się komedią i robi to do dziś. Pamiętacie Il Duce w filmie „Święci z Bostonu”? To właśnie on. Więc mały nie jest. Dla mnie jego występy to czysty rock’n’roll na scenie. Billy z fantastyczną ogładą i charakterystycznym szkockim akcentem opowiada historie w jakie nigdy byśmy nie uwierzyli gdyby opowiadał o nich ktokolwiek inny. Jemu wierzymy. Bo oprócz tego, że opowiada je tak, że idzie szczać po nogach, to jeszcze na każdym kroku pokazuje, że potrafi śmiać się z samego siebie. To on wymyślił dwie sentencje, które dość mocno wbiły mi się w głowę: „Kobieta, żeby uprawiać seks musi czuć się kochana; facet, żeby czuć się kochany musi uprawiać seks…żeby pójść do łóżka po raz pierwszy, ktoś musi skłamać” oraz „Rekiny podobno bardzo nie lubią ludzkiego mięsa…szkoda tylko, że się o tym przekonują jak już leżysz na trzech łóżkach”. Szczerze polecam tego skaczącego po scenie w NewRockach wariata!


Bill Maher

Gospodarz programu HBO „Real Time with Bill Maher”. Krytyka w jego komedii skupia się głównie wokół polityki i religii. Na pierwszy rzut oka jest takim śliskim telewizyjnym dupkiem, jakich wielu w amerykańskiej telewizji. Jednak jak poznacie jego pracę lepiej, to zrozumiecie, dlaczego jest w nim więcej tego wszystkiego, co kochamy w gwiazdach telewizji. Plus oczywiście to, co pokazuje podczas swoich autorskich stand-up’ów. Uwielbiam jego cięty i inteligentny dowcip, serie „New Rules” w programie na HBO (oglądam na YT…niestety), a sceny z jego filmu „Religulous” już dziś są kultowe (zwłaszcza rozmowa z emerytowany księdzem, który na placu świętego Piotra w Watykanie przyznaje, że diabeł i piekło bajeczki). Polecam wszystkim, którzy co nieco obserwują politykę międzynarodową oraz kumają trochę polityki USA…boki zrywać.



Bill Hicks

To zestawienie bez niego nie byłoby pełne. Podczas swojego krótkiego życia zatrząsnął całą sceną komediową w Stanach Zjednoczonych. Do dziś inspiruje innych (poczytajcie chociażby o związku między muzyką Tool i Billem – cały album „Ænima” jest jemu zadedykowany). Zmarł w 1994 roku na raka trzustki. Podczas swoich występów głównie skupiał się na krytyce pop-kultury, amerykańskiej polityce, seksualności i narkotykach. Jego wypowiedź – „Życie jest tylko przejażdżką” znają chyba wszyscy, którzy kiedykolwiek sięgnęli po teksty lub filmy związane z rozwojem osobowości lub samodoskonaleniem. Jego teksty o tym, że małpy wyewoluowały do ludzi dzięki trawce i że MC Hammer ssie szatanowi pałę to już klasyka. Absolutna pozycja obowiązkowa.


Joe Rogan

Uwielbiam tego gościa. Jest komentatorem sportowym, komikiem, autorem i mistrzem sztuk walk. Oprócz tego jest fanem tatuaży. Nie ma na swoim koncie wielu stand-up’ów, ale te, które zrobił są doskonałe. Oglądam też pasjami jego podcasty na YT gdzie robi dwu-trzy godzinne wywiady z każdym, kto może mieć coś ciekawego do powiedzenia (zrobił wywiad z Maynardem z Tool, z Dougiem Stanhope gadają bite trzy godziny i jest naprawdę zabawnie). Postać raczej niszowa, ale warta polecenia.




Ricky Gervais

Od razu się przyznawać, kto nie zna Rickiego, będę walił w ryj! Tuz brytyjskiej komedii, człowiek instytucja. Komik, scenarzysta, reżyser, producent, muzyk, aktor…Jeżeli kiedykolwiek widzieliście „The Office” albo film „The Invention of Lying” to już wiecie o kogo chodzi. Zrobił cztery DVD ze stand-up’ami, jako jeden z dwóch komików wystąpił, jako on sam w grze Grand Thief Auto IV (drugim był Katt Williams). Jego komedia to głównie komedia obserwacyjna i tak zwana insult comedy, czyli po prostu komedia obrażania. Jest tylko jeden problem…jak nie znacie dobrze angielskiego, to raczej się nie pośmiejecie z jego stand-up’ów. Ma dość ciężki, brytyjski akcent. Ale warto, naprawdę.



Jimmy Carr

Jego odkryłem stosunkowo niedawno, ale już znalazł miejsce w moi panteonie. Jego „jednozdaniówki” to po prostu mistrzostwo. Łamie wszystkie zasady i jest mistrzem topienia hecklerów. Hecklerzy to tacy krzykacze; wiecie tacy goście, co na występach nie potrafią siedzieć cicho, tylko muszą wykrzykiwać swoje uwagi na głos. Jimmy ich po prostu zabija swoimi błyskotliwymi i bardzo ciętymi odpowiedziami. Podczas jednego z występów po prostu rzucił wyzwanie publiczności i zgasił wszystkich krzykaczy na bieżąco wymyślając przycinki. Mistrz improwizacji i szybkich ripost. Jak nie boicie się dowcipów, które obraziłyby samego księcia ciemności, to szczerze polecam…



Uwagi na koniec…

Pewnie zauważyliście dwie rzeczy. 

Po pierwsze nie ma na tej liście kobiet. Mi jakoś, poza niektórymi numerami Sary Silverman, kobieca komedia nie wchodzi. Nie musi.

Po drugie: nie ma czarnych. Zapewne jak ktoś zna amerykańską komedię to zauważy brak Richarda Pryora, Eddiego Murphy’ego, Katta Williamsa, Chrisa Rocka czy innych wielkich w czarnej komedii. Ja ich cenię, lubię i płaczę niekiedy ze śmiech podczas oglądania ich występów. Z drugiej strony wiem, że żeby skumać afro-amerykańską komedię, trzeba dość mocno kumać kulturę społeczną w USA. No i czasem wkurwia mnie to ciągłe gadanie o sukach, czarnuchach i dragach…zwłaszcza przez czarnych komików. Troszkę tego za dużo.

Nie polecam też póki, co polskiego stand-up’u. Chłopaki idą w dobrym kierunku. Roasty są zabawne i niektóre solówki naprawdę niezłe. Żeby jednak postawić ich obok wyżej wymienionych postaci, muszę zobaczyć godzinny występ polskiego stand-upera, który po dwudziestu minutach nie stanie się nudny, powtarzalny i przewidywalny. Jeszcze mi się to nie udało…


Oczywiście wszystko powyższe jest czysto subiektywne i możecie się nie zgadzać lub mieć swoich faworytów. Na to liczę i czekam na strzały...a może propozycje na poznanie kogoś, kogo nie znam z komediowej sceny. Zobaczymy…