poniedziałek, 17 marca 2014

Dlaczego cieszę się z tego filmu?

Do polskich kin wchodzi film Darrena Aronofsky’ego o tajemniczym tytule „Noe”. Opowiem Wam z grubsza, o czym ten film jest.


Otóż jest sobie koleś, Noe. Ma 500 lat i stwierdza, że chce mieć dzieci. I produkuje trójkę. Potem, gdy ma 600 lat (jego synowie po około 100) objawia mu się Bóg. Ten Bóg jest wkurwiony na samego siebie, bo dał ciała, gdy tworzył świat. Wkurwia go, że ludzie się ruchają dla przyjemności, że są pedałami i nader wszystko, że go nie słuchają. No i ten wściekły Bóg mówi Noemu, że zabije wszystko, co żyje, oprócz niego i tego, co on uratuje. I że ma zbudować wielką łódkę, bo sposobem na zabicie wszystkich na ziemi będzie potop, i chuj. Z całego wachlarza możliwości, jakie ma wszechmocny i wszechmogący Bóg, jakoś tak sobie wymyślił, że zamiast po prostu pstryknięciem palców zakończyć istnienie, nacisnąć reset, wszystkich utopi. Ale, jest Bogiem, wolno mu wszystko.

No i Noe zaczyna budować swoją łódkę według danych, jakie przekazał mu Boguś. Łódka jest zajebiaszcza, bo musi pomieścić wszystkie zwierzęta na ziemi. Serio! Trzy miliony gatunków, zarówno drapieżniki jak i roślinożercy. No i dla tego wszystkiego żarcia na rok, bo na tyle zaplanował sobie topienie Bożek.

Nie będę Wam palił całego, zapewne zajebistego filmu, ale jak ktoś jest niecierpliwy to może sobie zerknąć na oryginalną historię. Napisaną kilka tysięcy lat temu i dziś dystrybuowaną, jako jedna z opowieści w zbiorze bajań z epoki brązu, czyli tak zwanym „Piśmie Świętym”, czyli potocznie – „Biblii”. Z resztą polecam te książkę. Jest tam mnóstwo ciekawych historii o ludobójstwie, morderstwach, ludziach żyjących w brzuchach ryb, aniołkach, diabełkach i milion innych historyjek. Z tym, że muszę zrobić zastrzeżenie.  Niektóre historie nie nadają się dla dzieci. Bo chyba nie przeczytacie dzieciom o tym, że ukamienowano kogoś, kto w święto zbierał drwa na opał, że córki zgwałciły po pijaku ojca, że ojciec w delirce chciał złożyć w ofierze swojego syna, czy że niedźwiedzie rozszarpały dzieci, bo śmiały się z łysego pana. Także ostrożnie, ale polecam.

Nieco poważniej…

Film został oprotestowany przez środowiska chrześcijańskie i muzułmańskie za to, że historia nie jest dokładna, zawiera uproszczenia i zakłamania. Dlatego zarówno chrześcijanie jak i islamiści nie powinni oglądać tego filmu.

Mnie cieszy nie tylko sam fakt tego protestu, ale także to, że ludzie, którzy pójdą na ten film, zobaczą, jaką doskonałą bajką jest ta historia. Tak, bajką. I niczym więcej. Nic, co znajduje się w tej historii nie może być faktem, bo po prostu rzeczywistość jest nieco inna i odbiega znacznie od wizji nie tylko biblijnych autorów, ale nawet nie jest możliwe do odtworzenia bez efektów specjalnych i magii kina.

Tymczasem, co wprawiło mnie w pewne osłupienie, aż 60% mieszkańców Ameryki wierzy, zę potop i historia o Noe jest prawdziwa i miała miejsce. Mało tego. Jest w USA taki oszołom, który nazywa się Kevin Ham i on zbiera pieniądze, żeby zbudować replikę Arki zgodnie z danymi z Biblii. Oczywiście chce to zrobić w ramach promocji swojego Muzeum Kreacjonizmu, gdzie możemy obejrzeć takie cuda jak osiodłane i ujeżdżane dinozaury. Tylko dla tego samego warto poświęcić kilka minut na pooglądanie zdjęć z tego przybytku bredni w Internecie. Nikomu, kto chociaż trochę szanuje swój czas i pieniądze nie polecam osobistej wizyty. Zwłaszcza jak szanuje swój mózg i jego pofałdowaną powierzchnię. W tym muzeum, Fred Filntstonę wjeżdża pod skalp na walcu ciągniętym przez triceratopsa i zaczyna prostować korę mózgową.

Dlatego właśnie ten film polecam i sam go zapewne obejrzę. Przede wszystkim, dlatego, że liczę na mokrą Emmę Watson. No i zapewne Russell Crowe i Anthony Hopkins nie zawiodą swoją grą aktorską.
Wszystkim wierzącym w historie z Biblii polecam ten film zwłaszcza. Niech go obejrzą i powiedzą sobie sami – czy to naprawdę mogło się wydarzyć?

No i może najważniejsze to morał z historii Noego. Bo każda bajka musi mieć morał. Tylko ja jakoś nie mogę z tej historii wyciągnąć żadnego morału, który byłby nauką dla kogokolwiek…ale w sumie nic dziwnego. Biblia jest pełna historii bez morału. Czyli nie są to ani bajki, ani nawet dobra literatura. To zapewne, dlatego została uznana za świętą…bo na kogo zwalić winę za głupie przypowiastki bez sensu? Ja bym się nie przyznał! Więc dlatego – Bóg…


Zapraszam do kin!