środa, 5 marca 2014

Emocjonalno-racjonalny szach-mat

Dziś będzie bardzo emocjonalnie i bez obrazków. Znalazłem się w wyjątkowej i dość trudnej dla mnie sytuacji. A, że mam potrzebę emocjonalnego ekshibicjonizmu i mi on pomaga…zrzucam to tu i na Was.

Rozdroże

Znalazłem się w takim miejscu życia, gdy człowiek już wie, w większości, kim jest i co chce robić. I łapię się na tym, że coraz częściej po prostu brakuje mi kogoś, z kimś mógłbym to dzielić. I nie chodzi mi o przyjaciela/przyjaciółkę. Potrzebuję kogoś więcej, kogoś bliżej. Nie tylko psychicznie, ale także fizycznie. Z drugiej strony mam racjonalne obawy i powody, dla których budzi się we mnie irracjonalny strach przed zaangażowaniem i może przede wszystkim – przed zranieniem kogoś. Bo jak sam sobie zapodam emocjonalny wpierdol, to po prostu będę musiał z tym żyć. Perspektywa sprawienia komuś krzywdy czy bólu z osobistych, wewnętrznych powodów wydaje mi się po prostu obrzydliwa. Ale po kolei…

…chcę…

Szukam kobiety, która mnie przede wszystkim zaakceptuje w całości, takiego, jakim jestem dziś. Ze wszystkimi wadami i wizualnym horrorem, jaki mogę powodować. Nie to, żebym uważał się za brzydala, ale wiem, że mógłbym wyglądać lepiej i te kilkanaście kilo mniej zrobiłoby duża różnicę. Chcę, żeby kobieta dzieliła część moich pasji…ale na pewno nie wszystkie. Chcę się uczyć od niej nowych rzeczy! Chce ją poznawać. Chcę żeby dała się pokochać.
Nie szukam sex-bomby, ale mam kilka wymagań J
Musi o siebie dbać. Nie ma nic gorszego niż ładna i niezadbana dziewczyna.
Nie może mieć brzucha większego od cycków, bo to może się komuś podobać, ale mi…niekoniecznie.
Kolor włosów, wzrost, sylwetka – nie mają większego znaczenia. Styl – idealnie jak ma swój, ale nie jestem wybredny. Akurat styl to jedna z rzeczy, która się może zmieniać jak w kalejdoskopie. I nie ma w tym nic złego.
Najważniejsze – musi wiedzieć, kim jest i czego oczekuje. I nie może bać się o tym mówić. W każdej sferze swojego życia.
No i coś, co zawsze powtarzam. Seks musi być normalną i zwykłą czynnością. Nie nagrodą, celem czy obiektem chorej gry. Jeśli się Tobą zainteresuję, to chce jak najszybciej uprawiać z Tobą seks.
Inaczej nie zacznę budować emocjonalnego kontaktu, bo dla mnie to jest bariera blokującą emocje.
Dlatego nie szukam dziewczynek, co to nie wiedzą czy lubią seks, nie mają krytycznego podejścia do rzeczywistości i nie potrafią myśleć same za siebie.
Jeśli nadal liczysz się bardziej z opinią Twoich psiapsiółek niż w własnymi odczuciami i emocjami, to pozostań w piaskownicy. Nie marnuj mojego czasu.
I jeszcze jedna rzecz – jeśli oczekujesz, że będę Cię traktował jak księżniczkę, to zapomnij. Jeśli okażesz się moja wymarzoną partnerką to zapewne zaskoczę Cię więcej niż raz swoją szczodrością, pomocą i miłością. Ale nie oczekuj tego na start. Na specjalne traktowanie trzeba zasłużyć…

…oddam w dobre ręce…

Nie jestem typem imprezowicza, ale potrafię znaleźć się w każdym towarzystwie i sytuacji. Mimo to zamiast łazić po klubach czy knajpach wolę jednak zorganizować upojny wieczór z fajnymi filami i zostać w domu z fajną dziewczyną obok, niż łazić z nią po mieście i szukać przygód i intryg towarzyskich.
Lubię poznawać nowych ludzi, natomiast nie lubię robić tego w sytuacjach, gdy tylko grają. A w większości właśnie tak się zachowują na imprezach w klubach czy knajpach. Oszukują, bo chcą wygrać tylko sobie znane nagrody. Dlatego preferuję imprezy w kontrolowanym otoczeniu i w określonym gronie.
Do oddania mam wiele, przynajmniej według mnie. Po pierwsze, całe niewykorzystane pokłady pozytywnych emocji. W pakiecie mam też duże i nadal aktywne zasoby seksualne czekające na odkrycie, pobudzenie i obdarowanie.
Oprócz tego mogę zaoferować unikalne spojrzenie na świat, dzielenie się wszystkimi moimi możliwościami i umiejętnościami intelektualnymi.
Jak mnie zapytasz o kasę albo mieszkanie, to znaczy, że jednak masz jeszcze nie do końca wyczyszczone pazurki od zabawy w piaskownicy…

…ale…

Mam obawy. I to przychodzą z dwóch stron:
  • Jestem skłonny zrezygnować z części moich obecnych działań, ale są takie, których nie porzucę. Problem nie leży w tym, że nie będę miał czasu albo energii na to, żeby do wszystkiego, co robię wpuścić druga osobę. Taki jest cel. Ale obawiam się, nauczony doświadczeniem, że jeśli zacznę coś racjonalnie warunkować będąc w związku z kobietą, to ona tego może nie zrozumieć. Nie spotkałem jeszcze kobiety, która potrafiłaby nie wykorzystać faktu posiadania zupełnie jej nieinteresującej działalności swojego faceta, jako argumentu przeciwko niemu (no może spotkałem, ale to było dawno i byliśmy oboje dzieciakami). I to jest moja obawa. Ze kobieta może spróbować, świadomie lub nie, zdominować moje pasje swoją osobą. Lub próbować mnie zmieniać na siłę lub dominować zamiast rozmawiać. A przed tym mogę się bronić nawet do upadku…a upadnie najpewniej związek…
  • Jeśli związek nie jest podtrzymywany przez oboje partnerów to wygasa. Najgorsze jest w takiej sytuacji, że po fakcie tak naprawdę nie wiadomo, kiedy się to zaczęło, kto pierwszy odpuścił. I to powoduje we mnie narastający żal i gniew, co dokłada tylko oliwy do ognia. I czuję się z tym bardzo źle. Kilkukrotnie próbowałem ze swoimi dziewczynami o tym rozmawiać, jak zauważyłem pierwsze tego symptomy. Ale zawsze było „Nie, wszystko jest OK”. Jak jest Ok, to znaczy, że jest OK…i PACH, nagle ona ma kogoś, wszystko się kończy i się rozchodzimy. I ja nie wiem czy to było coś we mnie, czy to może ona. Tego się boję najbardziej. Nie końca związku, bo każdy związek się prędzej czy później kończy, ale tej niepewności, braku gruntu i utratę pewności, co do swoich zachowań. Niepewność jest największym wrogiem rozwoju…


Czyli…

Szukam kobiety. Pewnie będzie mi to szło opornie po ostatnich kilkunastu miesiącach pewnej izolacji i zagłębienia się we własne ja. Ale pierwszy krok już zrobiłem, potrzebuję teraz tylko wziąć dupę w troki i zrobić kolejny, i kolejny…konsekwentnie do celu J