poniedziałek, 31 marca 2014

Kreatywne budżetowanie

Do tej pory myślałem, że kreatywna księgowość i wyciąganie wniosków z nieuprawnionych źródeł to domena idiotów i polityków. No i oczywiście złodziejskich korporacji. Nigdy nie przypuszczałem, że instytucja, która powinna składać się ze specjalistów i ma niebagatelny wpływ na polską gospodarkę sięgnie po narzędzia, które każdy rozsądny człowiek wie, ze nie sprawdzają się nawet na poziomie domowego budżetu. Nikt z głowa na karku nie robi takich rzeczy. Jednak GUS zdecydował, że to uprawnione. O co chodzi?

Perspektywa osobista

Załóżmy, że masz stały dochód i kilka rzeczy, które robisz długoterminowo i ma to perspektywę zarobku. Nie wiesz jednak ile zarobisz ani kiedy to będzie. Plus oczywiście nie możesz tych zarobków ujawnić, bo musiałbyś zapłacić podatek.

Niezależnie co to jest, nigdy nie założysz, że zarobisz na tym 10 000 złotych i w związku z tym wpisujesz to do PITu i płacisz podatek. Nawet nie wiesz czy te pieniądze dostaniesz, nie mówiąc już o tym, że nie wiesz ile ich będzie.

Jak tak robisz, to jesteś idiotą.

GUS

GUS stwierdził, że do PKB będzie wliczał szacunki z prostytucji i handlu narkotykami. Chce w ten sposób podnieść PKB. Czym to się różni od kreatywnej księgowości w korporacjach, które wpisują w swoje obroty fikcyjne wydatki, żeby na tym zarobić? Niczym.

Zwłaszcza, że to co sobie oszacuje GUS nigdy nie będzie wpływem do budżetu ani nigdy nie zostanie udokumentowane. Czyli GUS może sobie wstawić dowolne kwoty i dowolnie manipulować wskaźnikiem PKB przy pomocy dwóch fikcyjnych dźwigienek.

Co to oznacza? Oznacza to sztuczne kreowanie fikcyjnego zysku Państwa, sztuczne podkręcanie wskaźników gospodarczych i kreatywną manipulację danymi, które mają wpływ na gospodarkę, stopy procentowe i milion innych pośrednich wskaźników gospodarczych.

Oprócz władzy absolutnej nad danymi statystycznymi, GUS zyska jeszcze jedną rzecz. Będzie można go lobbować, bo będzie pole do manewru. Bo jeśli ja sobie wymyślę, że prostytutki w 2015 roku wypracują 20 milionów złotych a dealerzy obrócą narkotyków na 100 milionów, to może ktoś do mnie przyjść i powiedzieć – „Hej stary, masz tutaj kopertkę i podnieś/obniż te liczby o 20%”. Co się stanie? To co do tej pory było mniej lub bardziej oparte na faktach i danych realnych, stanie się niczym więcej niż wróżeniem z fusów albo z wnętrzności kozy. Bo jak sprawdzić skąd GUS weźmie dane na ten temat i jak zapewnić, że dane te nie są wyznaczane pod naciskiem grup interesów? Nie ma opcji.

W tej sytuacji są dwa wyjścia:
  1. GUS z instytucji dostarczającej faktyczne dane, musi zostać przemianowany na instytucję dostarczającą prognozy. Bo PKB w dwoma fikcyjnymi składnikami, które nie podlegają weryfikacji oraz mogą być dowolnie wyznaczane przestanie być wyznacznikiem faktów. Stanie się tak samo wiarygodne jak prognoza pogody czy horoskopy w prasie codziennej.
  2.  Legalizacja prostytucji i części rynku obrotu narkotykami. Jeśli to co robi GUS jest wymuszeniem, tylnymi drzwiami, wpisania tych obszarów do legalnych i przynoszącego zyski Państwu dziedzin gospodarki, to jestem jak najbardziej za. Bo od zawsze powtarzam – jeśli jakaś działalność usługowa, handlowa lub produkcyjna jest konsumpcyjnie dobrowolna i nie powoduje krzywdy osobom które nie chcą z nich korzystać, to powinna być legalna i Państwo ma prawo do jej opodatkowania. Poza tym nie widzę zagrożeń dla struktury społecznej w legalizacji prostytucji czy obrotu narkotykami. Wprost przeciwnie – same plusy, i to nie tylko finansowe…

Zatem dla fikcyjnego poprawienia wskaźników skazujemy instytucje na śmieszność. Bo ja mogę zadeklarować, że na dziwki to nie chodzę, a dragów kupie za 1000 złotych w tym roku. I nic z tego nie zrealizować. Na tej podstawie powinienem wliczyć do domowego budżetu? Chyba ktoś w GUS odgniótł sobie mózg podczas drzemki nad pasjansem. Ponadto jeśli poprawiony w ten sposób wskaźnik PKB miałby kogokolwiek skłonić do inwestowania w Polsce, to powinien poprosić o uruchomienie szacunkowego mechanizmu płacenia podatków -  W pierwszych 10 latach nic nie zarobię, więc nie płacę podatku. Skoro opieram swoją inwestycję na wyssanym z palca wskaźniku PKB, to powinienem móc zapłacić szacunkowy podatek. Czyli zero.


Jeśli po wprowadzeniu tej kreatywnej statystyki świat nadal będzie poważnie traktował to co mówimy o swoim budżecie i wskaźnikach, to będzie świadczyło jedynie o totalnej kompromitacji systemów fiskalnych i bankowych na świecie. Wiemy już dziś, że kasę banki tworzą z powietrza, jak jeszcze będą dodatkowo wspierane przez napełniany gównem balonik statystyk urzędu państwowego to chyba przyjdzie czas do powrotu do obrotu barterowego. Wtedy za prace dostaniesz to co jest potrzebne. Nie nic nie warte papierki, które system bankowy może jednym przyciskiem na komputerze zamienić w papier toaletowy…