czwartek, 17 kwietnia 2014

Gdy tatuś posuwa mamusię…

Tak, znowu doniosę się do kwestii, która roztrząsałem wczoraj w gorącej dyskusji na FB. Zaczęła się od wypowiedzi Michalczewskiego w Przeglądzie Sportowym i Polska The Times. Otóż Michalczewski powiedział:

Co Adamka obchodzi, czy ktoś zmienia płeć, albo że facet z facetem uprawia seks? Dopóki nikogo nie zaczepiają, nie robią nikomu krzywdy, dajmy im spokój” i „Z dwojga złego, jeśli miałbym wybrać adopcję przez parę homoseksualną lub wychowanie dziecka w rodzinie patologicznej, gdzie dzieci się bije, głodzi, a czasem wykorzystuje, wybieram adopcję przez parę homoseksualną”.

I ja się zgodzę z Darkiem. Już tłumaczę jak sobie to poukładałem w mojej głowie.

Majty i dupa

 
Jedyną seksualnością, która mnie interesuje jest moja własna. No i mojej partnerki, gdy wchodzi to w grę. To czy Ty albo ktokolwiek inny się masturbuje, lubi w tyłek lub ssanko, to Twoja sprawa. Prywatna, osobista i intymna. Jeśli chcesz się tym podzielić, to ja mogę Cię wysłuchać, możemy o tym pogadać, nie ma problemu. Ale nigdy nie będę Cię przekonywał, że to, co ja lubię jest lepsze, ważniejsze czy bardziej naturalne niż to, co Ty lubisz. Bo to zwyczajnie bzdura. Dopóki swoimi aktywnościami seksualnymi nie wyrządzasz nikomu krzywdy, rób sobie, co chcesz.

I chciałbym, żeby w tych kwestiach nie tylko inni ludzie mieli podobne podejście, ale także instytucje. Zwłaszcza rząd czy kościół. Troszkę inaczej wyglądałaby nasza polityka i relacje społeczne, nie uważacie?
Bo w moim odczuciu to właśnie instytucje nakręcają nagonkę na inność seksualną. Na poparciu albo krytyce homoseksualistów politycy budują swoje portfele ideologiczne. Kościół poprzez kontrolę seksualności chce rządzić ludźmi. To jest patologiczne. Nie to, że te instytucje to robią. Tylko to, że ktokolwiek się na to łapie.

Bo jak się zastanowić to nie ma racjonalnego argumentu przeciwko homoseksualizmowi. Naprawdę. Uwierzcie mi, bo chwilę nad tym myślałem. Nawet to, że nie mogą mieć dzieci jest, co najmniej myśleniem na skróty. Bo jeśli to miałby być argument za tym, że homoseksualizm jest zły, to powinniśmy z równą pogardą patrzeć na pary bezdzietne, kawalerów i panny bez dzieci i wszystkich, którzy z wyboru albo z przyczyn niezależnych się nie rozmnażają. Tymczasem wysuwamy to działo na środowisko LGBT i odpalamy karabiny tej hipokryzji. Jak macie jakikolwiek poza religijny argument przeciwko homoseksualizmowi to chętnie o tym podyskutuję…obawiam się jednak, że jak spojrzycie szerzej na sedno swojego argumentu, to zrozumiecie, że jest bzdurą. Ale mogę się mylić, wiec zapraszam do dyskusji…

Tata i tata


Teraz druga kwestia.

Zanim wejdę w detale mojej postawy, odpowiedzcie sobie na pytania. W jakim stopniu seksualność Waszych rodziców wpłynęła na Waszą orientację seksualną? Czy fakt, że Wasi rodzice się ruchali miał wpływ na to, że dziś jesteście seksualnie tym, kim jesteście?

Bo według mojego doświadczenia nie ma to żadnego wpływu.

Po pierwsze – Homoseksualizm nie jest skłonnością czy cechą nabytą lub chorobą, którą można się zarazić. To chyba jest dla wszystkich jasne. Zatem to, w jakim otoczeniu seksualnym się wychowujesz nie ma wpływu na to, jaką orientację seksualną masz. Oczywiście, jeśli nie jesteś pewny swojej orientacji to możesz mieć skłonność do eksperymentów, które w jakimś stopniu mogą wpłynąć na Twoje postrzeganie seksu. Ale jeśli będąc heterykiem kiedyś spróbowałeś seksu homo i dziś masz z tego powodu wyrzuty sumienia, to tylko dlatego, że dałeś się złapać w pułapkę społecznej, religijnej i politycznej kontroli seksualności. przecież i tak wiesz czy wolisz damskie czy męskie tyłki. To nie podlega dyskusji. Naturalnie mozesz lubić obydwa i to też jest OK :)

Po drugie – dużo większy wpływ na Ciebie, jako młodego człowieka miały relacje między Twoimi rodzicami. Jeśli byli dla siebie wsparciem, okazywali sobie uczucia w otwarty sposób i byli po prostu dla siebie życzliwi i mili, to te zachowania ukształtowały Cię w sferze kontaktów międzyludzkich. Nie fakt czy Twoja mama uprawiała z Twoim ojcem seks tylko, bo bożemu, czy czasem szli na całość. Dlaczego zatem, skoro seksualność opiekunów nie ma wpływu na seksualność dziecka, uznajemy, że świetne relacje między rodzicami tej samej płci nie mają tej samej wartości, co pary „klasycznej”, reprodukcyjnej? Czy jeśli dwóch przyjaciół (heteroseksualnych) wspiera się wzajemnie w czasie kryzysu, to mówimy – „E tam, te emocje nie są prawdziwe, są sztuczne i chujowe. Kobieta by mu dała prawdziwe wsparcie”. Chyba nikt tak nie myśli. Ale gdy mowa o identycznych relacjach rozszerzonych o pociąg seksualny, to raptem się okazuje, że to jest obrzydliwe, straszne i destrukcyjne. Dla mnie to wyraźny przykład hipokryzji cechującej środowisko opozycyjne wobec środowisk gejowskich czy szerzej - LGBT.

Dlaczego zatem taki ostry sprzeciw wobec adopcji dzieci przez pary homoseksualne? Nie ma on podłoża racjonalnego. Zarówno wśród par heteroseksualnych jak i homoseksualnych zdarzają się sytuacje dla dziecka niebezpieczne pod względem fizycznym czy psychicznym. Dlaczego zatem para heteroseksualna może adoptować dziecko, a homoseksualistom z urzędu się odmawia i piętnuje. Przecież procedury są identyczne, uniwersalne, tylko trochę nacechowane klasycznym modelem. Poczytajcie przepisy adopcyjne i zadajcie sobie pytanie czy para homoseksualna nie mogłaby ich spełnić. Bo według mnie mogłaby. I powinna mieć prawo do tego, żeby próbować zapewnić dziecku porzuconemu lub zabranemu z patologicznej rodziny, szczęśliwe i normalne dzieciństwo. Normalne, czyli wolne od przemocy i ucisku, za to wypełnione miłością, szacunkiem i możliwością rozwoju.

Zatem moja konkluzja jest prosta.

Seksualność nie jest sprawą państwa ani kościoła. Jest prywatną i osobistą sprawą każdego człowieka i jeśli atakujesz kogoś, dlatego ze ma inną orientację niż ty, to jesteś zwyczajnym idiotą i półmózgiem, co to nie potrafi zająć się swoim życiem. Skup się na sobie i swoich jazdach i przestań zaglądać innym do łóżka.
Jeśli para homoseksualna spełni wszystkie przepisowe wymogi adopcyjne, to nie powinniśmy im odmawiać objęcia opieki nad dzieckiem. Obecne kryteria są już bardzo ostre i jeśli para przechodzi przez sito i procedury, to naprawdę ciężko znaleźć przykład patologii. Jeśli natomiast uważasz, że dwóch mężczyzn czy dwie kobiety nie mogą wychować dziecka, bo są homo i dziecko tez będzie homo albo będą je gwałcić, to mam radę – jebnij się czymś ciężkim w głowę, później weź jakąś dobrą książkę w temacie i poczytaj, pogrzeb w Internecie i jeśli posiadasz zdrowy rozsądek to wyciągnij wnioski. I przestań powtarzać polityczne bzdury i religijną propagandę. Naucz się czytać i wyciągać własne wnioski, wtedy pogadamy…

W kwestii homofobii zgadzam się z Joe Roganem (sparafrazuję) –


Faceci, którzy są homofobami, zapewne bardzo się boją, że penis jest bardzo smaczny.