sobota, 26 kwietnia 2014

Mały Wkurw No. 16

Jedna dzisiejsza pozycja jest oczywista, druga jest refleksją o długoterminowym podłożu. Zatem jedziemy.

41. Święta kukła


Tak, wiem, piszą o tym wszyscy. Ale mnie to naprawdę wkurwia i jednocześnie przeraża. Cała Polska kwili i jęczy z zachwytu, bo Wojtyła zostanie papieżem. Telewizje kipią od propagandy, Internet wali wirtualnego konia nad wszystkim z inicjałami JP2. I nikt nigdzie nie napisze ile ta euforia będzie podatników kosztować. Sejm (lewica się wyłączyła z tej orgii) zrobił już bukake nad uchwałą o kanonizacji, a wszyscy (lewica też) lecą do Rzymu na festyn „kandyzacyjny”. Oczywiście wszystko za pieniądze podatników.
Chciałbym, żeby ktoś poza Urbanem i pojedynczymi wyjątkami w Internecie, napisał i powiedział w mediach cokolwiek więcej o prawdzie na temat JP2. O tym, że tuszował pedofilię, wynosił na ołtarze zbrodniarzy i zwyrodnialców i przyczynił się do śmierci setek tysięcy, jeśli nie milionów ludzi w Afryce.
I żeby ktoś wziął ołówek i na stronie Rządu wywiesił kartkę z sumą kosztów tej błazenady. To, co robią sobie w ramach swojego kultu katole, mi wisi. Wkurwia mnie to, że mieszają do tego politykę i narażają budżet, do którego ja tez się dokładam płacąc podatki, na starty. Starty wynikające z finansowania fiesty na rzecz zmarłego dyktatora innego państwa. Takie wydarzenie w najnowszej historii chyba nie ma precedensu…

42. Nieomylni krytykanci


Najważniejsza rzeczą, jakiej powinniśmy się nauczyć w życiu jest to, ze nie jesteśmy perfekcyjni. Ja to wiem. Zdarza mi się czasem jakaś literówka we wpisie, błędnie postawiony przecinek czy zaklopsuję się podczas pisania długiego zdania i walnę stylistycznego babola. Pracuje nad swoim stylem i swoimi wadami, ale się ich nie wstydzę. Są częścią mnie i mogę nad nimi pracować albo nad nimi płakać.

Wkurwia mnie jak ktoś, kto ni ma pojęcia o tym, kim jestem, co robię, ani tym bardziej nie może wiedzieć, jakie mam intencje i podstawy wygłaszanych opinii wjeżdża z agresywną krytyką. Nie mam nic przeciwko zwróceniu uwagi na błędy (kilak osób zwracało mi na to uwagę i bardzo im za to dziękuje), nie obawiam się jak ktoś wskaże mi błąd logiczny czy inny. Z taką krytyką czy oceną nie mam problemu. Jeśli natomiast czytam teksty w stylu – „koleś w pierwszym zdaniu zrobił błąd ortograficzny, jest dupkiem i nie będę go czytał”, albo „on napisał >>coś<<, ja się z tym nie zgadzam, a on jest dupkiem i nietolerancyjną szują”, to mnie krew zalewa. Ludzie! Nikt Wam nie każe wchodzić na mojego bloga, stronę czy profil. Nikt Wam nie każe tego czytać i nikt Was nie prosi o korektę czy ocenę merytoryczną lub interpretację moich wypocin. Chcecie gadać, pogadajmy o tym, co piszę, o moich tezach i pomysłach. Może mnie przekonacie, że się mylę. Jestem na to otwarty. Tylko pamiętajcie o jednym – jeśli stosujecie „quote mining”, żeby ocenić wartość tekstu, to nie jesteście warci mojej uwagi. Bo ja mogę wziąć dowolny tekst i przy pomocy tego narzędzia udowodnić każdą tezę. Nawet najbardziej nieprawdopodobną.

Zatem jeśli chcecie mnie oceniać, to najpierw przejrzyjcie swoje wszystkie teksty, posty, czy nie macie tam tych błędów, o które mnie oskarżacie. I po raz setny wypowiem jedną prawdę – jak ktoś popełni błąd, nie znaczy, że wszystko, co robi jest błędem; jak ktoś zrobi coś głupiego, nie znaczy, że jest głupkiem. I zawsze jak oceniasz innych, to przede wszystkim wystawiasz sobie świadectwo. Zapamiętajcie to i mnie nie wkurwiajcie…


I z ostatniej chwili…

43. Medal za debilizm


Pomiędzy powyższymi punktami poszedłem do komnaty z porcelanowym tronem i wziąłem ze sobą nowy numer „NIE”. I szczerze mnie rozbawił, ale też zdenerwował artykuł z okładki – „Kły Tuska”. Otóż według rządu, usprawiedliwieniem zbrojeń jest potęga armii rosyjskiej. Premier i szef MON mówią, że armia rosyjska to 3 miliony uzbrojonych po zęby wojaków. Podczas gdy zarówno Izba Obrachunkowa Federacji Rosyjskiej (odpowiednik polskiego NIK) jak i brytyjski Instytut Studiów Strategicznych wskazuje, że realna liczba żołnierzy w czynnej służbie wojskowej to nie wiele ponad 750 000 ludzi z możliwością mobilizacji
około 700 000. Czyli jakby nie liczył to mamy połowę tego, co nasze światłe umysły na stanowiskach władzy nam wciskają. Skąd mają informacje o tej liczbie? Nie uwierzycie! Z Wikipedii! Tak! Polski Rząd podejmuje decyzje o wydaniu miliardów złotych na podstawie informacji z Wikipedii. CO ciekawe, redaktorzy „NIE” sprawdzili te informacje i wytropili, co następuje:

Liczebność rosyjskiej armii była prezentowana właściwie aż do 5 stycznia 2013. W tym dniu jakiś koleś z Chicago (według danych z IP), anonimowo dokonał edycji tych liczb. Dodatkowo ten sam kolo 24 stycznia zmienił dane dotyczące liczebności polskiej armii. I zmiana 105 pozycji zajęła mu dwie minuty!

Pomijam kwestie tego czy to zwykłe zżarty, czy ktoś robił to na zlecenie jakiś ciemnych mocy. Podstawowe pytanie, jakie się nasuwa jest takie: Czy wszystkie decyzje mające wpływ na nasz kraj są podejmowane na podstawie informacji z Wikipedii? Bo sorki, nawet ja pisząc czasem na jakiś temat startuje z Wiki, bo to najszybsze. Ale staram się weryfikować informacje i klikać i czytać odnośniki. Lub szukać alternatywnych źródeł potwierdzających informacje tam podane. Wikipedia jest dobrym narzędziem startowym, dającym świetny ogólny zarys tematu i czasem jest wystarczająca…ale do kurwy nędzy, nie powinna być wystarczająca dla decyzji na poziomie państwowym! Nigdy! Teraz to mnie Tusk z całą reszta podkurwili…muszę poczytać więcej Wikipedii, może uda mi się wywnioskować albo wpłynąć na kolejne decyzje naszego Rządu…



Tyle na dziś. Jako, że uciekam z całą zapalczywością przed obchodami bałwochwalczej adoracji JP2, to pewnie nie będę siedział cały czas na portalach, tylko się odetnę.
Jutro czytam Koran, ale jak mnie dopadnie coś mimo blokady treści, to pewnie coś wściekłego jeszcze dziś wrzucę J


Amen…