wtorek, 27 maja 2014

Czarna msza to jak macanie i gwałcenie dzieci…chyba nie?

Normalnie nie uwierzyłem jak to usłyszałem…i to z ust papieża. Tak. Ten ukochany przez media, miękki Franciszek porównał szkody wyrządzone podczas czarnej mszy do tych, jakie wyrządzane są dzieciom poprzez molestowanie.

Jako, że żywo interesowałem się swojego czasu koncepcjami satanizmu, zwłaszcza w odsłonie laveyańskiej, to chyba jednak papieża popierdoliło.



Artykuł z całą wypowiedzią papieża - TUTAJ


Czarna msza może mieć kilka oblicz.

W „czystym”, religijnym satanizmie jest odwróceniem rytuału mszy katolickiej. Czyli mamy zaśpiewki i recytacje do szatana, symbole odwróconego krzyża i bezczeszczenie hostii. Tyle!

W satanizmie laveyańskim jest bardziej psychodramą odwołującą się do wydobycia własnych instynktów i rytuałem psychologicznego spajania koncepcji tego nurtu satanizmu.

Istnieje oczywiście skrajny przejaw pseudo-satanistycznego rytuału i tam może mieć miejsce branie narkotyków czy ofiary ze zwierząt. To jest jednak wersja bardzo rzadka i raczej praktykowana przez niekumających niczego gówniarzy i kultystów, którzy raczej chcą skupić wokół siebie uwagę niż funkcjonować, jako liczące się i rozpoznane wyznanie religijne. Swoja drogą takie opcje są mocno tępione, zarówno przez laveyańśki Kościół Szatana, jak i przez nowojorską Świątyni Szatana (nie wspominam o Świątyni Seta, czy Zakonie Dziewięciu Aniołów, bo są one niszowe i bardzo hermetyczne i nie liczą się w dyskursie religijnym w USA).

Cała wypowiedź pojawiła się w kontekście ostatnich wydarzeń na Harvardzie, gdzie Klub Studiów Kulturowych chciał zaprosić satanistów z nowojorskiej Świątyni Szatana, aby odprawili czarną mszę. Oczywiście święte oburzenie zapobiegło temu wydarzeniu na terenie kampusu. Organizatorzy zapowiedzieli, że nie dojdzie podczas ceremonii bezczeszczenia świętego wafelka, a mimo to katolicy podnieśli wrzask i zorganizowali kontr-mszę. Całość wydarzenia odbyła się poza kampusem i przeszła bez orgii, szalów po narkotykach czy spływającej posoki.

Zastanówmy się czy czysto symboliczne odwrócenie jakiegokolwiek rytuału może wyrządzić jakąkolwiek szkodę. Poza oczywiście wrażliwością religijnych zelotów i jednostek, które ze względu na swoje zaburzenia prawdopodobnie mogłyby zostać skrzywdzone przez wszystko, co jest inne od ich wizji rzeczywistości.
Ja nie widzę takich szkód, zwłaszcza w czarnej mszy, która ma być odwróceniem, parodią i kpiną z katolickiego rytuału. Tym bardziej, że na takie wydarzenia nie są zapraszane ani zaciągane na siłę żadne osoby nieletnie lub takie, które sobie tego nie życzą. Czego o kościele katolickim powiedzieć nie można i jest to normą.

Zatem porównanie czarnej mszy do molestowania dzieci jest przegięciem. I to mocnym.
Bo możemy przeczytać o tym, że do orku 2008, stwierdzono blisko 12 000 zgłoszonych przypadków rytualnych nadużyć, ale po pierwsze – nigdy nie były one związane z krzywdzeniem dzieci; po drugie – albo były to czyny pseudo-satanistów, albo nie znaleziono żadnych dowodów na postawione zarzuty [źródło].

Ale wróćmy do papieża i jego wypowiedzi.

Wiecie, czym mi to śmierdzi? Zalatuje to, i to ostro, propagandą z wieków mrocznych. Bo przecież nie można wziąć za mordy zboczeńców i zaprowadzić porządku. Trzeba poszukać czegoś, co według nas jest poza kościołem straszne i złowrogie i przeciwstawić to naszym problemom. Odwrócimy w ten sposób uwagę i zyskamy na czasie. Takiej taktyki nie stosują ludzie ani organizacje, które chcą posprzątać. To jest tak jak mama nad Tobą stoi jak zamiatasz i odwracasz jej uwagę, żeby wepchnąć kłaczki pod szafę albo pod łózko; „Tak dostałem jedynkę, ale zobacz – inni tez dostali”. To nie jest postawa ani wypowiedź osoby, która żałuje błędów i zrobi wszystko, żeby je naprawić. To jest sarkanie i jęczenie kogoś, kto chce ubić temat.

Poza tym porównanie pogwałcenia wszystkich praw jednostki, do jakiego dochodzi podczas aktu molestowania dziecka, do kontrowersyjnego rytuału, który nie krzywdzi realnie nikogo, jest po prostu krzywdzące i niesprawiedliwe.


Tą wypowiedzią papież pokazał, że wbrew wizerunkowi jest po prostu poduszeczką na betonie. I dlatego jest groźniejszy niż jawna konserwa JPII czy cichy i usłużny B16. Bo kościół zaczął grać mocno PR-em nie robiąc de facto nic. Z resztą oni są w tym najlepsi – teatr, zasłony i dym…a za tym wszystkim ręka wyciągnięta po kasę. I tej kasy będą bronić do upadłego. Przyznanie się do winy, bowiem, oznaczało będzie konsekwencje i to poważne. A przecież dla katolickich hierarchów nie dobro wiernych jest ważne tylko pełne konto w baku watykańskim…i srał pies tego całego Boga czy Jezusa...