piątek, 2 maja 2014

Jaum al-dżuma: Biblia II

Witajcie w kolejnym, piątkowym odczycie bestsellera wszechczasów – Biblii.
Dziś sięgamy do kolejnego rozdziału Księgi Rodzaju i będzie się działo, bo Bóg odpoczywa, a później modeluje Eden i okazuje się, że nie jest taki bystry, na jakiego wygląda. Jedziemy!

Księga Rodzaju Rzdz 2

1 W ten sposób zostały ukończone niebo i ziemia oraz wszystkie jej zastępy [stworzeń].
2 A gdy Bóg ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął.
3 Wtedy Bóg pobłogosławił ów siódmy dzień i uczynił go świętym; w tym bowiem dniu odpoczął po całej swej pracy, którą wykonał stwarzając.

Oj się zmęczył. Czyli co? Ma ograniczone moce czy potrzebował naładować swoją energię? Tak czy inaczej jest to zaprzeczenie jego wszechmocy. I nawet, jeśli powiemy: to nie chodzi o literalne odpoczywanie, po prostu przestał pracować, to i tak nie poprawiamy jego sytuacji. Bo jeśli od zwykłego stanu nic nierobienia musiał przenieść się na poziom pracowania, to oznacza, że posiada ograniczone zasoby, które musiał alokować w celu wykonania pracy. Czyli nie jest wszechmocny i wszechmogący. Bo jak ja bym był takim Bogiem, to wszystko, co on stwarzał sześć dni, aj bym zrobił jednym pierdnięciem i nawet bym tego nie odróżnił od leżenia na chmurce. Intencja, tylko tyle by potrzebował Bóg gdyby rzeczywiście był istotą o przymiotach, jakie mu się przypisuje.

4 Oto są dzieje początków po stworzeniu nieba i ziemi. Gdy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo,
5 nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi, ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła - bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię
6 i rów kopał w ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby -
7 wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą.

No to już się dowiadujemy, dlaczego jest on takim opierdalaczem i leniem – jest facetem. To także tłumaczy, dlaczego jest takim chujem strasznym w dalszej części książki. Dziwne w tym fragmencie jest to, że to Bóg musi zesłać deszcz na ziemię. Rozumiem, że w czasach tworzenia tego tekstu nikt nie słyszał nawet o cyrkulacji wody w atmosferze – OK. Ale jak ktoś mógł wymyślić, że żeby nawodnić ziemię to trzeba rowy kopać? Przecież to bzdura. Widać, że autor nawet o rolnictwie nie wiedział nic, a na pewno mniej niż ja wiem.
O Bóg wziął tę suchą ziemię i „tchnął” w nią „duszę”. Abrakadabra…ale poczekajcie. „Ulepił”? Jak to kurwa ulepił? Biorę suchą ziemię i coś z niej lepię? Nie mogę. O ile to nie przejęzyczenie, to chyba autor tego tekstu nigdy nie był dzieckiem, bo nie wie, że żeby coś ulepić potrzebna jest wilgoć, chociaż trochę…ale spoko. Bóg jest przecież arcymagiem…

8 A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił.
9 Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła.

Gdzie jest ten wschód? Skąd go liczymy. I jak umieścił człowieka? Wziął go za rączkę i wsadził, teleportował go, czy jak? A zapomniałem…magia…
Wiemy dwie rzeczy – wszystko się dzieje na rozkaz Boga i ziemia jest sucha w chuj. Z tej suchej ziemi nagle wyrasta zajebisty ogród i drzewa z owocami. A co, jak ktoś ma piąty albo szósty poziom magii natury, to może wszystko, no nie?

10 Z Edenu zaś wypływała rzeka, aby nawadniać ów ogród, i stamtąd się rozdzielała, dając początek czterem rzekom.
11 Nazwa pierwszej - Piszon; jest to ta, która okrąża cały kraj Chawila, gdzie się znajduje złoto.
12 A złoto owej krainy jest znakomite; tam jest także wonna żywica i kamień czerwony.
13 Nazwa drugiej rzeki - Gichon; okrąża ona cały kraj - Kusz.
14 Nazwa rzeki trzeciej - Chiddekel; płynie ona na wschód od Aszszuru. Rzeka czwarta - to Perat.

Jakiś czas temu rysowałem sobie różne mityczne krainy i wymyślanie nazw nie jest łatwe. Tutaj oddaje pokłon autorom. Mam jednak zajebisty problem z tym złotem. O co chodzi? Czyżby Bóg lubił złoto tak jak jego późniejsi wyznawcy? Po co komu złoto w Raju? Po co o tym pisać, gdy mamy do czynienia z kimś, kto tworzy z niczego cały wszechświat. Po kiego grzyba mu złoto na ziemi, skoro pstryknięciem palca może sobie stworzyć ile chce. No chyba, ze było to ważne z punktu widzenia gromadzenia bogactwa przez kapłanów. Bo skoro złoto zostało dane w Raju przez Boga, to do niego należy. Czyli trzeba oddać złoto kapłanom, a oni już zrobią z nim, co Bóg im w telegramie napisał, żeby zrobili.

15 Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał.
16 A przy tym Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: «Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania;
17 ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz».

Po co uprawiać Eden? Przecież tam wszystko rośnie, owoce są zajebiste i nie wymagają pracy. I co tu doglądać? Banialuki.
I się zaczyna. Bóg w swojej małostkowości wsadza do Raju drzewo i zakazuje z niego jeść.
Po pierwsze – po co je tam umieszcza. I to jeszcze w takim miejscu, że człowiek ma do niego dostęp. Ja jestem mądrzejszy od niego i jak nie chcę, żeby ktoś coś mojego ruszał to to schowam tak, że sam musze tego poszukać.
Po drugie – skoro jest wszystko wiedzący, to chyba wiedział, że człowiek osra jego przykazanie i zje. Po co zatem to zrobił. Chyba, że jest jebanym sadystą i bawi go zabawa człowiekiem.
Po trzecie – czy dla Ciebie groźne byłoby gdybym CI powiedział, że jak coś zrobisz, to z całą pewnością zostaniesz zblobulbulowany? Raczej nie, bo nie wiesz, co to jest. Tak jak człowiek nie wiedział, co to śmierć. To trochę tak jak mówić dziecku ze jak nie będzie odrabiało lekcji to będzie bezrobotne. Dopóki dziecko nie odczuje bezrobocia i jego konsekwencji, to dla niego jest abstrakcyjna kara. Sama słyszałem jak dzieci mówiły, że w przyszłości chcą być bezrobotne. Taką siłę ma ta kara w Raju.

18 Potem Pan Bóg rzekł: «Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc».
19 Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką on da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę "istota żywa"
20 I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny

Znowu! Przecież już je stworzył! Po co robi to po raz drugi. Przecież wystarczyłoby żeby to, co już zrobił w pierwszym rozdziale przeniósł do Edenu. Co za debil.
Problemem tutaj jest tez inna, nieco głębsza sprawa. Otóż ujęcie istoty zwierząt w ten sposób powoduje, że człowiek do dziś uważa się za władcę zwierząt. Bo przecież Biblia mówi, że zwierzęta powstały by pomóc człowiekowi. Czyli człowiek nimi rządzi. To prowadzi do sytuacji, w której usankcjonowane może się wydawać każde wykorzystywanie zwierząt. Bo przecież jesteśmy koroną stworzenia, Bóg nam kazał rządzić zwierzętami i to robimy. Więc nie dziwmy się, że zwierzęta są traktowane jak przedmioty – wińcie za to te bzdury.

21 Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem.

No, no...chirurg polowy. Tylko, po co? Przecież może wszystko…

22 Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. (…)

Jak to „zbudował”? Stworzył wszystko z niczego, swoją wolą, a kobietę zbudował? To już wiem, dlaczego kobitki są tak cudownie zbudowane. Ale serio – dla mnie to jedynie zabieg literacki, który ma usankcjonować podrzędną pozycje kobiet. Bo w pierwszym rozdziale już stworzył zarówno mężczyznę i kobietę. Teraz robi to ponownie, ale w taki sposób, zęby kobieta przypadkiem nie podskakiwała.

(…)A gdy ją przyprowadził do mężczyzny,
23 mężczyzna powiedział:
«Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!
Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta».
24 Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem.
25 Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu.

Treść jest jasna. Ja mam tylko pytanie, do kogo to powiedział i w jakim języku. Jak powiedział to do niewiasty, to pewnie się na niego spojrzała jak na idiotę, którym był; jak powiedział to do Boga, to on pewnie zrobił facepalma aż się niebo zatrzęsło – on to wie, zrobił to, po chuj się odzywasz. I co to za język!
No i kolejny przykład miękkiego wpajania patriarchatu. To mężczyzna inicjuje małżeństwo, bo to on na nim traci. Kobieta nic nie traci, bo nic nie ma. To facet opuszcza rodziców…chlip! Bidulek…
Wiem, że te bajeczki były pisane nieco później, nie z pierwszej ręki, ale jak mogli czuć wstyd skoro nie znali tego uczucia. Po co o tym wspominać? Żeby zaszczepić wstyd w ludziach? Żeby wiedzieli, że musimy się wstydzić swoich ciał stworzonych na obraz i podobieństwo Boga. Niezła retoryka, która się sprawdziła. Bo skoro nie czuliśmy wstydu przed kara boską, to wstyd musi być konsekwencją złamania prawa Boga. Tylko trzeba sobie zadać pytanie – czy wstyd, w takim wypadku, jest dobry czy zły…

…ale o tym w następnej części gdzie spotkamy gającego węża, anioły z mieczami i poznamy przyczynę gnębienia kobiet przez setki pokoleń idiotów, którzy uznawali te bajki jako prawdę…


Do następnego!

Amen.