wtorek, 13 maja 2014

Podatek od aktywności spermy i sprawności jajników

Nasz dyżurny siewca mądrości wszelakich, niejaki pan Tomasz P. Terlikowski znowu uraczył nas tekścikiem. Oczywiście tekst jest receptą na wszystkie problemy w Polsce i jeśli ludzie zrobiliby tak jak Tomaszek chce, to w Polsce dzieci byłoby miliardy i wszyscy ruchaliby się bez prezerwatyw.
źródło: fronda.pl

Dlaczego? 

Otóż pan Terlikowski w swojej mądrości proponuje podatek zależny od wkładu społecznego. Czyli, jeśli jako osoba, obywatel nie wkładasz nic do społeczeństwa, to płacisz większe podatki. Zwłaszcza w odniesieniu do par małżeńskich. Bo według pana Tomaszka, nie ma nic złego i patologicznego w tym, że to młodzi ludzie pracują na bieżące wypłaty emerytur dla starych ludzi. Nie ma nic nagannego w tym, że mimo zapierdalania całe życie, stary człowiek nie może sam zapewnić sobie bytu, kupić lekarstw czy wyjechać raz w roku do uzdrowiska czy na normalne kurwy. Według niego tak powinno być i trzeba leczyć objawowo, a nie zwalczać przyczyny. No, bo przy okazji można strzelić w koncepcję związków partnerskich i moralne zepsucie zachodu.

Według tego oszołoma, pary, które pragną najpierw się ustabilizować, zbudować dom i osiągnąć coś zawodowo są pasożytami. Żerują na tkance społecznej, bo nie chcą, świadomie, mieć dzieci. Bo według Terlikowskiego każdy obywatel ma jasno określone i narzucone zobowiązanie wspólnotowe. Ja powiem Panu Tomaszowi jedno – gówno prawda! Każdy, w wolnym kraju, może sam zdecydować, co będzie jego wkładem w społeczność. Czy będzie się angażował tylko lokalnie, w gronie najbliższych, czy będzie oddawał połowę swoich pieniędzy na cele dobroczynne – to jest tak samo ważne. I żaden pismak, polityk czy kapłan nie ma prawa temu umniejszać. Bo każdy wkład buduje społeczność, społeczeństwo. Nie wystarczy tylko wysokopoziomowa zależność społeczna. To jest totalitaryzm. Masz się przysłużyć krajowi, ogółowi i gówno nas obchodzi to, że wolałbyś pomagać i robić coś dla swoich dwóch kolegów, którzy tego potrzebują. Gówno nas też obchodzą Twoje poglądy, zasady i światopogląd – jeśli nie robisz tego co my chcemy żebyś robił dla ogółu, to jesteś pasożytem. Nie przypomina Wam to czegoś? Bo mi bardzo…

I idąc za tą światła myślą, że każdy ma mieć takie samo zadanie, Terlikowski proponuje wyższy podatek dla par, które nie chcą mieć dzieci. Ja się zapytuję, Panie Tomaszu, jak pan to sprawdzi? Jak pan zweryfikuje czy para nie chce, czy nie może mieć dzieci? Bo ja nie widzę tutaj dobrego mechanizmu, poza takim, który ingerowałby w sfery życia obywateli, w które państwo nie powinno i nie może mieć wglądu.

Dalej pisze on już nie o małżeństwach, ale o „podwójnych singlach”. Toż to potworek myślowy. Czyli jeśli dwoje ludzi się spotyka to maja mieć wyższe podatki? Ile czasu mają się spotykać – miesiąc, rok, dwa lata? Jaki jest minimalny okres czasu dla stwierdzenia, że się spotykają i pasożytują, bo nie chcą mieć dzieci? Bo ja sobie liczę tak: jeśli poznaję dziś (w maju) dziewczynę i zaczynamy ze sobą być, to powiedzmy po trzech miesiącach trzymania się za rączkę i chodzenia na spacerki lądujemy w łóżku. Czyli jeśli zaczniemy się spotykać w maju i do maja następnego roku nie będzie dziecka albo podjętych prób leczenia bezpłodności…to ciach – domiar podatkowy, wy zasrane pasożyty. Jest to możliwe tylko przy założeniu, że każda para musi się zarejestrować w urzędzie i ze urząd podatkowy będzie miał dostęp do danych medycznych.

Ciekawe, co jeszcze mądrego Terlikowski wymyślił.

Ano wymyślił, że w Irlandii dzieci się rodzą, a w Polsce nie. I to, dlatego, że na zielonej wyspie rodziny wielodzietne dostają lepszą pomoc niż w Polsce. Niestety pan Tomasz nie widzi tego, że na wyspach brytyjskich rodzi bardzo dużo Polaków. Nie, dlatego, że mają tam lepsze świadczenia, bo to jest tylko ułamek potrzeb. Polki rodzą na zachodzie, bo tam można godnie żyć i dobrze zarabiać. I nikt bez Twojej woli, ani ksiądz ani polityk, nie zagląda Ci w portfel czy w majtki. Możesz być po prostu WOLNY! NA pewno w większym stopniu niż w Polsce.

No i nazwanie rodzin patchworkowych patologicznymi. Czyli jak samotny ojciec zejdzie się z samotną matką, to jest to automatycznie patologia. Bardzo ciekawe podejście do rodzin i do ludzi.

Ja bym poszedł nieco dalej na miejscu Terlikowskiego, bo widać, że się hamował w tym tekście.

Oto moje postulaty:

Każdy, kto wszedł z wiek prokreacyjny (biologicznie i w zgodzie z prawem) i w ciągu maksymalnie dwóch lat nie będzie posiadał potomka – uruchamiamy linię osobistego długu społecznego. Jak pracuje to od razu mu potrącamy odpowiedni procent czy kwotę z wynagrodzenia. Jak się uczy, to ma zamrożony dług, ale ma świadomość jego istnienia. Jak nie pracuje i się nie uczy to w skali miesięcznej albo może dziewięciomiesięcznej rośnie mu dług zależny od PKB i inflacji. Każda para musi się zarejestrować (niezależnie czy formalna czy nieformalna) i wtedy ich dług jest uśredniany i mają wspólny dług. Zabronione jest spotykanie się z osobą przeciwnej płci bez rejestracji – grożą za to obozy pracy i ciężkie więzienia. Obywatele z długiem, którzy postarają się o potomka za pierwsze dziecko mają wstrzymane narastanie długu, ale nadal muszą spłacić to, co już im narosło. Każde kolejne dziecko powoduje automatyczne zmniejszenie się kwoty długu o wskaźnik procentowy ustalony na podstawie danych demograficznych. Przywilejem byłoby otrzymanie pełnej wypłaty i wyjście z długu. Każde dziecko ponad dług byłoby premiowane procentowym udziałem w zyskach z długu bezdzietnych obywateli. Długi obywateli nie powodują ich osadzania w więzieniach, ale są dziedziczone, także poziomo w górę, (więc rodzeństwo lub rodzice mogą zostać obciążeni długiem). Jeśli obywatel umrze bez dzieci i bez rodziny to jego dług rozkłada się równo pomiędzy wszystkich, którzy mają aktywny dług, czyli bezdzietnych. 

Dług można pomniejszać podejmując pracę na rzecz państwa. Wskaźnik takiej pracy wobec faktu posiadania potomstwa wynosiłby jeden do stu. Czyli za każda złotówkę długu za brak dziecka trzeba by odpracować społecznie sto złotych.


Z długu może zwolnić jedynie choroba dziedziczna uniemożliwiająca prokreację. Choroby cywilizacyjne czy niepłodność spowodowana czynnikami środowiskowymi lub używkami nie zwalniają z tego obowiązku – obywatel ma obowiązek dbać o swoje zdrowie w celu rozmnażania społeczeństwa.



Moja koncepcja na pewno wymaga jeszcze pracy i dotarcia detali, ale już teraz można by ogrodzić Polskę wysokim płotem pod prądem i z drutem kolczastym i nad bramą zawiesić wielki znak z tekstem:  

POLSKI PAŃSTWOWY OBÓZ ROZPŁODOWY

FICKEN und GEBÄREN MACHT FREI


Myślę, że wtedy pan Terlikowski, jeśli nie byłby szczęśliwy, to pewnie zrozumiałby, jakie głupoty pierdoli…


Amen!