poniedziałek, 9 czerwca 2014

„Miękka” okupacja Polski

Noszę się z tym tekstem od jakiegoś czasu, bo wiem, że w niektórych kręgach wzbudzi kontrowersję. Jestem tego prawie pewny. Chcę się, bowiem zastanowić nad tym czy można połączyć polski patriotyzm z wiarą i oddaniem kościołowi katolickiemu. I nie będę się odwoływał do tradycji, historii czy osobistych odczuć. Chce się przyjrzeć stanowi faktycznemu. Czy rzeczywiście kościół katolicki może służyć sprawie polskiej, jak to głośno wykrzykuje?






Struktura kościoła katolickiego



Od tego musimy wyjść, żeby wyciągnąć wnioski dotyczące najważniejszego pytania w takich rozważaniach – kto tym wszystkim trzęsie i kto zyskuje?

Skupię się na głównej linii w strukturze kościoła. Wiem, że istnieją różne gremia biskupie, rady i tytuły. Na potrzeby tego tekstu nie musimy zagłębiać się w to, jak poprzez biurokrację jest komplikowana podstawowa struktura działania kościoła.


Najniższą jednostką administracyjną w kościele jest parafia. Skupiona wokół kościoła parafialnego zrzesza ludność pod względem terytorialnym we wspólnotę. Zwierzchnikiem parafii jest proboszcz, któremu mogą pomagać wikariusze, kapelani lub księża rezydenci.

Wyżej mamy dziekanat, który obejmuje kilka do kilkunastu parafii. Na jej czele stoi dziekan. Kontroluje on i zarządza parafiami według wytycznych biskupa diecezjalnego.

Biskup zarządza diecezją. Diecezja składa się z kilku dziekanatów. Możemy mieć zwykłą diecezję lub jeśli na jej czele stoi arcybiskup – mamy archidiecezję.

Zlepek kilku diecezji i jednej archidiecezji tworzy metropolię. Od archidiecezji przyjmuje nazwę i zarządza nią metropolita, który równocześnie jest arcybiskupem ordynariuszem.

Wyżej od metropolity jest kardynał, który jest księciem kościoła i ma nad sobą tylko papieża.

Papież rządzi i dzieli, ma przypisany dogmat nieomylności i jest jednoosobowym rządem całego kościoła. Rządzi kościołem z Watykanu.

Trzeba zaznaczyć jedną rzecz. Wszystkie stopnie hierarchii kościelnej muszą raportować do zwierzchnika i oczekiwać instrukcji. Poza kardynałami, którzy są wyłączeni z oficjalnych procesów decyzyjnych. Nie otrzymują oni raportów od niższych stopniem funkcjonariuszy kościoła, chyba, że papież deleguje na nich jakieś uprawnienia. 

Także proboszcz nie może podjąć żadnej ważnej decyzji bez zgody dziekana, dziekan bez błogosławieństwa biskupa, biskup musi słuchać metropolity, a ten raportuje i otrzymuje polecenia bezpośrednio ze Stolicy Apostolskiej. Metropolita, żeby wizytować parafię musi mieć zgodę Watykanu!

Możemy, zatem bez żadnych ogródek i bezpośrednio powiedzieć jedną rzecz – niezależnie od tego, na jakim szczeblu drabinki hierarchicznej siedzi ksiądz, jak papież powie „Skacz”, to wszyscy skaczą. Oczywiście nie wszystkie decyzje są podejmowane osobiście przez papieża. Ma do dyspozycji Kurię Rzymską i deleguje swoje uprawnienia na urzędników kościelnych. Tak jak król na doradców czy ministrów. Ma jednak władzę absolutną i każdą urzędniczą decyzję, niezależnie czy jest czy nie jest zgodna z prawem kanonicznym, może podważyć, zablokować lub podjąć inną. Nie ma ograniczeń władzy papieskiej.

Zatem wszystko, co znajduje się w rękach kościoła jest de facto w rękach papieża i Stolicy Apostolskiej. I teraz dochodzimy do głównego tematu moich rozważań.


Polak-katolik


Czyli komu tak naprawdę służy wierny katolicki? Odpowiedź jest jedna. Jeśli w jakikolwiek sposób popierasz, wspierasz pracą lub finansowo kościół katolicki, to wspierasz tak naprawdę instytucję zarządzaną i kontrolowaną przez obce państwo. I nie ma w tym przesady. Bo możesz na poziomie parafii nie zdawać sobie z tego sprawy; lokalny proboszcz może być dobrym człowiekiem i pomagać swojej społeczności. W ostatecznym rozrachunku jednak służy on przede wszystkim kościołowi watykańskiemu. Nawet, jeśli posługa kapłańska jest dla niego środkiem do celu, to i tak pracuje na rzecz, nie bójmy się tego słowa, okupanta. To tak jakby popierać pomagających Polakom podczas okupacji hitlerowskiej nazistom. Nie wszyscy byli źli, niektórzy pochylali się nad losem zgnojonych jednostek. Jednak zawsze współpraca z nimi była karana, jako zdrada. I możecie mówić, że przesadziłem porównując okupację hitlerowską z obecnością kościoła w Polsce. Ale zastanówcie się…


  • Kościół jest jednym z największych właścicieli ziemskich w Polsce.
  • Kościół cieszy się przywilejami, jakich nie mają inne instytucje, nawet krajowe.
  • Kościół ingeruje w politykę naszego kraju.
  • Kościół poprzez odwołania do długiej tradycji zmusza obywateli do wcielania dzieci w ich szeregi.
  • Kościół jest obecny ze swoją ideologią we wszystkich instytucjach państwowych. Od szkół, przedszkoli, po wojsko, policję i służbę zdrowia.

Nie uważam, żeby słowo okupacja było przesadą. Jesteśmy okupowani przez kościół. Trwa to na tyle długo, że większość Polaków nie zauważa tego i uznali, że to norma. I kolaborują z okupantem traktując go jak swojego. Kościół nigdy nie służył, nie służy i nie będzie służył sprawie polskiej. Czasem będzie to udawał, tak jak okupanci wspierają okupowaną ludność przed zagrożeniami z zewnątrz. Prawdziwymi i urojonymi w toku propagandowego prania mózgów. Nie zmienia to jednak faktu, że są okupantami. Swoją manipulacją i mechanizmami propagandowymi tak głęboko weszli w strukturę narodu polskiego, że stali się niczym szum ruchu drogowego, gdy mieszkamy przy ulicy. Na początku nas irytuje, potem się przyzwyczajamy, ostatecznie, gdy go brakuje nie możemy zasnąć. Nie ulega jednak wątpliwości, że ma zły wpływ na nas. I tak jest z kościołem w Polsce i wielu innych silnie katolickich krajach. Kościół jest cierpliwym, „miękkim” i niezwykle skutecznym okupantem.




Dlatego śmieję się zawsze, gdy słyszę jak ktoś chodzący do kościoła nazywa siebie narodowcem, nacjonalistą.
Jak ktoś wierzący w katolicką mafię mówi o groźbie ze strony Unii Europejskiej czy globalizacji.
Jak ktoś mówi o utracie polskości, a co tydzień rzuca na tacę ciężko zarobione pieniądze.
To jest czysta hipokryzja.

Nigdy nie mów mi, że jesteś patriotą, jeśli pozwalasz na okupację kraju, bo trwa ona tak długo, że zapomnieliśmy, kiedy i jak przebiegał jej początek. 

Dopóki kościół będzie miał w Polsce jakąkolwiek władzę, dopóty Polska nie będzie naprawdę wolna!
To właśnie, dlatego katolicyzm tak bardzo mnie drażni. Bo nie mam nic przeciwko temu, żebyście wierzyli sobie, w co chcecie, ale jak popieracie działania kościoła katolickiego w Polsce, to dla mnie jesteście zwykłymi zdrajcami.

Teraz czekam na hejty…


Amen!