wtorek, 28 października 2014

Papieski bullshit!

Fot. Giulio Napolitano / shutterstock.com
Papież dziś powiedział, że teoria ewolucji i wielkiego wybuchu nie jest sprzeczna z modelem Boskiego stworzenia.


„Big Bang, umieszczany dziś u początku świata, nie zaprzecza Bożej interwencji stwórczej, ale jej wymaga. Ewolucja natury nie jest przeciwna pojęciu stworzenia, bo zakłada stworzenie bytów ulegających ewolucji.(…) Stworzył wszystkie byty i dał im się rozwijać zgodnie z wewnętrznymi prawami, które każdemu z nich dał, aby się rozwijały, aby osiągnęły swą pełnię. Dał bytom wszechświata autonomię, a jednocześnie zapewnił je o swej stałej obecności, dając istnienie każdej rzeczywistości”

I wszystko pięknie ładnie, ale…

To czysty bullshit!

Teoria ewolucji nie dopuszcza prawdziwości istnienia Adama i Ewy, jako osobniczych przodków rodzaju ludzkiego. Gdyby papież rzeczywiście akceptował ewolucję, to musiałby zanegować mit o grzechu pierworodnym. Tym samym uciąłby powody, dla których Jezus przyszedł na ziemię by odkupić ten grzech.

I dobra – teraz mogą odezwać się teologowie i zacząć wymyślać, że Jezus nie przyszedł oczyścić nas z grzechu pierworodnego i robić różne inne wolty. Nie zmienia to faktu, że ewolucja nie dopuszcza prawdziwości mitu stworzenia, a ten powoduje brak grzechu pierworodnego, zaprzecza mitowi o potopie i całym tym bajkowym uniwersum.

Ja widzę tutaj sprytny zabieg marketingowy papieża. Nic więcej!

Gdyby papież powiedział – ewolucja jest prawdziwa (zainicjował ją Bóg) i w związku z tym – nie ma grzechu pierworodnego i Jezus przyszedł po to, by zbawić nas od innych tematów wymyślonych przez tego Boga – wytrąca sobie oręże z ręki. Jakie? Chrzest dzieci! Dogmatycznie - to grzech pierworodny jest powodem tego, że kościół katolicki nakazuje chrzest dzieci. Bez tego, kościół katolicki nie istnieje lub ginie za kilka pokoleń.

Dlatego nie kupuję tego pełnego fałszu skłonu w kierunku nauki.


Papież kreuje się na wolnomyśliciela, liberała i dobrego wujka, ale nie ma wystarczających jaj, żeby skonfrontować swoją władzę i dogmat o nieomylności z betonem kardynalskim. I jak zawsze – nic z tego nie będzie! Bicie piany i miłe miny. A zaraz zmienią papieża i wszystko wróci do normy. Lub będzie gorzej….Bo liberalizacja nie przysłuży się kościołowi i obawiam się, że hierarchowie to wiedzą. Przynajmniej, jeśli chcą zachować status quo