poniedziałek, 27 października 2014

Świadectwo zatracenia - jak zamienić jeden kult na drugi?

Fronda, za katolickim kwartalnikiem „Miłujcie się” opublikowała w piątek „świadectwo” Wiesława. Bardzo emocjonalne i …no właśnie… nie wiem czy słowo głupie jest na miejscu. Przytoczę je i spróbuje się do niego odnieść w swoim stylu komentowania w biegu J.


Kiedy miałem 23 lata, poznałem dziewczynę. Była niepraktykująca, a jej matka była rozwódką, systematycznie korzystającą z usług tarocistki.

Ale czego nie praktykowała? Bo była praktykującą tarocistką. I co ma do tego jej rozwód? Czy to, że ktoś trafi w swoim życiu na jakiegoś kretyna albo idiotkę i idąc za naukami kościoła, nie pozna dobrze tej osoby, tylko od razu ślub, bo narządy swędzą, a bez ślubu – potępienie, a potem się okazuje, że on bije, albo ona pije (Może odwrotnie albo pakietowane) i się rozchodzą – to jest od razu zły? Co to ma do rzeczy? Od kiedy po jednostkowych decyzjach osądzamy człowieka? Dlaczego nie weźmiemy pod uwagę całego kontekstu? Dlaczego się rozwiedli, z czyjej winy, jakie były powody…na początek.

Nie wiedziałem wtedy, że grzech rodziców, szczególnie grzech bałwochwalstwa, często przenosi się na dzieci.

WTF? „Grzech bałwochwalstwa” przenosi się na dzieci tylko wtedy, gdy ktoś wierzy w jakąś religie lub przesąd i wpaja go dziecku, jako prawdę. Co swoją drogą katolicy robią nagminnie i masowo. Poza tym, że sama koncepcja bałwochwalstwa opiera się na wymuszonej autorytarności systemu religijnego, samo pojęcie grzechu przenoszonego z rodziców na dzieci jest głupie i szkodliwe. Jakiegokolwiek „grzechu” czy winy. Rodzice są winni swoich czynów, dzieci swoich. Koniec kropka.

Wzięliśmy ślub i mieszkaliśmy pod jednym dachem z teściową. Urodziło nam się dwoje kochanych dzieci, jednak po pięciu latach małżeństwa żona stwierdziła, że kocha innego i że między nami wszystko skończone. Wziąłem walizkę i wyprowadziłem się. Przeżyłem załamanie nerwowe, uciekałem w alkohol i leki. Nie chciałem pić, a musiałem; chciałem się zapić na śmierć – nie mogłem…

To oznacza, że jesteś słabym człowiekiem. Nie ma w tym winy nikogo poza Toba. Zatem jeśli wcześniejsze implikowanie winy na teściowej (czarownica i bezbożnik plus córka rozwodniczka – tfu!) miało być usprawiedliwieniem, dlaczego nie potrafisz zmierzyć się z przeciwnościami losu – to trochę nie wyszło. Zacząłeś chlać i ćpać, bo nie wierzyłeś w siebie, zbyt dużo własnego życia położyłeś w rękach innych ludzi. A może się mylę i po prostu jesteś wrażliwym człowiekiem, który nie radzi sobie w życiu. Ale trzeba sobie z tego zdać sprawę, żeby zacząć nad tym pracować. Obwinianie innych lub nadprzyrodzonych bzdur nie pomaga…

W 1991 r. w audycji radiowej usłyszałem ogłoszenie: „Joga, relaks, dobre samopoczucie. Zajęcia pod wskazanym adresem”. Po mniej więcej trzech miesiącach uczestnictwa w zajęciach relaksu, medytacji wschodnich, ćwiczeń jogi czułem się znacznie lepiej.

Czyli pomogło. Po co jęki. Oczywiście nie jest to chyba dobra droga – zamieniać jedną zależność na drugą…ale jak działa…

Nauczyciel był bardzo miły; podarował mi nawet koszulkę, która mi się bardzo podobała, czym zdobył sobie moje bezgraniczne zaufanie.

Tanio sprzedajesz dupę. Zaufanie za koszulkę…jak ten człowiek w ogóle przeżył, to nie wiem…

Byłem nieświadomy tego zła, na zewnątrz ładnie wyglądającego i dającego pozytywne efekty (przestałem pić i palić), brnąłem więc dalej w to bagno.

Przestał pic i palić, ale to było złe, bagno? Nie rozumiem tej logiki…albo raczej jej braku…

Dużo medytowałem. Po wyjeździe na szkolenie do Holandii sam zacząłem prowadzić zajęcia z relaksu i dopiero wtedy odkryłem, dlaczego jest on taki skuteczny. Otóż prowadzący wykonuje mantrę, która naprawdę otwiera człowieka na działanie złego ducha. Celem tych zajęć jest „oświecenie” – stan równy Bogu (100% pychy!).

Zaczyna się czary-mary. Mantra otwierająca na złego ducha. A wiesz to, bo? Pomijam kwestię tego, że praktyki medytacyjne są dużo starsze niż jakikolwiek kult jezusowy, bo wiek nie nadaje wagi żadnej bzdurze. Natomiast jak spojrzymy na historię inspirowanych religijnie dokonań, to nie da się ukryć, że jednak kulty chrześcijańskie wyrządziły dużo więcej zła niż jakikolwiek buddyjski system. Ale przecież nie mówimy o obiektywnie złych czynach, tylko o źle w ujęciu katolickim. Czyli wszystko, co jest spoza naszego czary-mary jest złe.

Bywały okresy w moim życiu, że chciałem się z tego wycofać, bo zaczynałem widzieć zło, jakie się pod tym wszystkim kryje, jednak nie potrafiłem, gdyż działa to gorzej niż nałóg.

Tak jak każdy polegający na podległości system religijny. I nie ważne czy mówimy o podległości doktrynom czy osobom – wszystko prowadzi do tego, ze uzależniasz się od funkcjonowania w takich systemach i wyjście z nich jest bardzo trudne.

Dopiero w 2002 r. modlitwa mojej mamy została wysłuchana.

Bo wszyscy wiedzą, że modlitwy działają…na 100%...

Był taki moment, kiedy na oczach guru ukląkłem i poprosiłem Boga: „Boże, powiedz, co tu jest grane, gdzie ja jestem?”. Pan zlitował się nade mną i otrzymałem światło dla umysłu. Dotarło do mnie, że to jest sekta, że guru kieruje naszymi umysłami i że jesteśmy ubezwłasnowolnieni.

Sam do tego doszedłeś. Nie było to objawienie od Boga tylko przebłysk wiedzy. Co z tym zrobiłeś?

Moja decyzja była natychmiastowa: muszę stąd uciekać! Wówczas prysnął mit dobrego samopoczucia, a zaczął się horror. Szatan zabrał mi siły, energię i chęć do życia.

Normalny syndrom wyjścia z sytuacji uzależnienia i podległości. Żaden szatan!

Zostałem bez pieniędzy i jakiego­kolwiek dowodu tożsamości. Te dziesięć lat w sekcie, setki godzin medytacji o różnych bóstwach i mocach szatańskich, studia sufizmu, buddyzmu i tarota dały szatanowi przystęp do mojej duszy. Miało być oświecenie, a skończyło się ruiną duchową, psychiczną, fizyczną i materialną…

Bo na to pozwoliłeś, poświęciłeś to wszystko i jak wyszedłeś to to, co zainwestowałeś po prostu przepadło. Ale to wynika z Twojej głupoty, nie z działania sił nieczystych.

Po spowiedzi odbytej w krakowskich Łagiewnikach, w sanktuarium Bożego Miłosierdzia, przez pół roku walczyłem sam ze sobą, żeby móc wejść do kościoła i normalnie się modlić, szczególnie na różańcu, który jest bronią atomową przeciwko szatanowi.

Padłem i nie wstaję! Naprawdę? Czy ludzie są tak głupi i słabi, ze po wyrwaniu się z jednej sekty od razu lecą w objęcia drugiej? Bo kościół katolicki jest sektą. Po prostu im się udało, osiągnęli to, o czym większość sekt marzy. Nie zmienia to faktu, że są sektą i noszą znamiona niebezpiecznego kultu z własnym systemem wartości, kultem jednostek, indoktrynacją i przymusowych wcieleń na zasadzie dziedziczności. Ciekawe jest podejście, gdzie ktoś wmawia Ci, że masz wroga i wszystko, co złego Cię spotyka to jego wina, a potem oferują Ci jedyne możliwe rozwiązanie, które może go zwalczyć. I ono kosztuje. Jeśli nie realną kasę, to czas, zasoby oraz przyczynia się do pogłębienia Twojej zależności od instytucji.

Dziś wiem, że byłem wtedy głęboko w piekle i że dopiero po moim nawróceniu zaczął się proces mojego oczyszczania i przywracania do życia w Chrystusie. Wyrzuciłem wszystkie posążki Buddy, wszystkie tzw. talizmany szczęścia, a książki innych religii i sekt spaliłem. Przestałem też kupować kolorowe śmieci z horoskopami i pornografią.

Posążki nie znaczą nic – to człowiek nadaje im moc. Same w sobie są kawałkiem surowca, z którego są wykonane. To samo z horoskopami. Co do pornografii – litości…skoro kościół katolicki może zarabiać na pornografii, to chyba nie jest ona tak zła (wygooglujcie sobie historię TV1000)? No chyba, że jest jakiś ukryty myk i katolicka pornografia jest inna, lepsza. Piętnowanie pornografii jest typowo katolicką (i religijną w ogóle) taktyką reglamentacji nie tylko samego seksu, ale nawet związanych z nim emocji – pożądania, miłości, bliskości, empatii…kościoły narzucając głupie reguły na seks chcą kontrolować Wasze emocje.

Trafiłem do Odnowy w Duchu Świętym, gdzie kapłani i animatorzy modlili się nade mną. Pan Jezus na modlitwie pokazał mi moje zranienia: od dziecka byłem przeklinany, a więc duchowo poraniony. Poświęcone zostało również moje mieszkanie, w którym działy się różne dziwne rzeczy, tak że nie mogłem w nim spać. Jezus Chrystus podczas Eucharystii, adoracji Najświętszego Sakramentu dawał mi nieskończenie więcej wszystkiego, niż szatan zabierał. Doświadczałem też, czytając codziennie Pismo św., że słowo Boże jest żywe i zawsze aktualne. Zacząłem poznawać naukę Chrystusa, czytałem wiele religijnych książek i nastąpiła we mnie przemiana. Jest to proces wymagający czasu i konsekwencji. Ale nareszcie zaczynam budować swoje życie na Skale. Na pierwszym miejscu w moim życiu jest teraz Pan Bóg, a nie jakieś bożki.

Czyli zamieniłeś jednego bożka innym – brawo! To tak samo jak terapie AA – zamieniasz zależność od substancji na zależność wobec grupy terapeutycznej. To nie jest wyjście! I to, że jakaś bzdura jest powszechnie akceptowana nie świadczy o tym, że jest dobra. Często jest równie szkodliwa, ale jak wszyscy dookoła podcinają sobie żyły, to wydaje Ci się, że jak sam to robisz to jest to OK. Nie jest! Czujesz się lepiej, bo nie jesteś sam, ale nie znaczy to, że to, co robisz jest dobre dla Ciebie!

Wszystkim ludziom poranionym przez grzech proponuję cierpliwość i systematyczność w życiu duchowym. Ja odrodziłem się fizycznie, psychicznie i duchowo – trochę jak św. Augustyn. Skoro więc on został wielkim świętym, to i ja – stary grzesznik – też chcę zostać wielkim świętym! I Wy też bądźcie wielkimi świętymi!

Wiesław

Wszystkim ludziom, niezależnie od wyznania i ideologii proponuję naukę sceptycznego i rozumowego pojmowania rzeczywistości. Poznawajmy samych siebie i innych, jako ludzi, nie, jako ich poglądy; jako ludzi, nie ich seksualność; jako ludzi nie ich wierzenia. W tym, że jesteśmy inni, różni, jest siła. Każdy z nas jest wyjątkowy i nie powinniśmy pozwalać systemom religijnym i ideologiom na zniszczenie tego. I nade wszystko – myślcie zamiast powtarzać głupoty; krytykujcie i sprawdzajcie zamiast wierzyć.


Kuba J