wtorek, 20 stycznia 2015

Głos Ateisty: Oni o nas

Zapewne jest to zawracanie kijem rzeki, ale trzeba o tym powiedzieć. Bo zapewne wielu z Was się spotka z tym zjawiskiem. Otóż chodzi o to, jak wiele razy ktoś Wam mówi, że wie, kim są ateiści, jakie mają poglądy i jaki mają cel. I nie ważne, że to, o czym mówią nie ma nic wspólnego z tym jak wy postrzegacie swój ateizm. Nazwą Was wyjątkiem od reguły lub wręcz – „nie ateistą”.
Oczywiście mamy tutaj do czynienia z podwójnym błędem logicznym (sofizmat rozszerzenia i „Żaden prawdziwy Szkot”), ale wytkniecie tego nie rozwiąże problemu. Na czym polegają te błędy? Otóż pierwszy jest błędem przypisywania cech na podstawie wymyślonej lub hipotetycznej postaci, nieistniejącego wzorca. Drugi mówi o tym, że dana grupa posiada pewne cechy lub wykonuje pewne działania i jeśli nie masz tych cech, lub nie robisz tego – to nie jesteś tak naprawdę członkiem tej grupy. I można tym szafować dowoli, jeśli pozwalamy na tak rażące błędy w argumentacji.
Takie zagrywki łatwo zbić i obalić, ale chyba nie o to chodzi, aby się wzajemnie antagonizować. Ja zawsze, gdy ktoś wyjeżdża z tekstem, na przykład, „Jesteś ateistą, czyli nienawidzisz Boga”, pytam – „Gdzie to powiedziałem? Gdzie o tym napisałem w ten sposób? Rozmawiasz ze mną, z żywą osobą, na konkretny temat – trzymajmy się tego – OK. Chcesz porozmawiać o mojej postawie wobec koncepcji Boga – porozmawiajmy. ZAPYTAJ mnie o to. Ale nie wkładaj mi stereotypów i bajań w usta.”
Bo możemy się zapluć próbując tłumaczyć błędy logiczne, zasady prowadzenia dyskusji…problem w tym, że to nic nie zmieni. Dlatego, jeśli ktoś wsadza Cię na stereotypowego konia – po prostu przenieś rozmowę na siebie. Nie walcz za całe środowisko, bo tylko utwierdzisz rozmówcę w tym, że mamy jakieś organizacje, wykładnie, instytucje i dogmaty. Co najwyżej przesuniesz ciężar na nieco inne wartości…ale nie oczekuj, że mówiąc w imieniu środowiska coś ugrasz. Bo nie ugrasz. Bo środowisko jest tak zdywersyfikowane, niejednolite i indywidualistyczne, że Twój głos o ateizmie, zginie. Dlatego mów o swoim ateizmie, swojej postawie, swoich opiniach, poglądach i przemyśleniach.
To moim zdaniem jest klucz do nawiązania normalnej rozmowy z osobą wierzącą. Jeśli zaczyna sypać frazesami – oderwij temat od definicji i szablonu. Zapytaj, co ta osoba sama sądzi na temat ateizmu, nie, co usłyszała od innych; zapytaj czy rozmawiała kiedyś z ateistą, zna jakichś ateistów. Bo przeważnie okazuje się, że nie. I zaproponuje siebie, jako źródło wiedzy o ateizmie. Ale ateizmie indywidulanym, osobistym…bo czy tak naprawdę jest coś ważniejszego dla ciebie, niż twój własny ateizm, to jak ty go postrzegasz? Pewnie jest. Ale jak mówimy o niewierze w Boga, to chyba punktem wyjścia powinna być osoba, która nie wierzy, nie osoba, która wierzy.
I tutaj dochodzimy do drugiej ważnej sprawy, ale bądźcie ostrożni w jej stosowaniu, bo potrafi skutecznie odstraszyć rozmówcę lub wręcz spowodować jego atak. Otóż większość ateistów już była tam, gdzie są wierzący. Ateista to często osoba, która w wyniku różnych sytuacji, czynników czy argumentów, z tej wiary zrezygnowała lub ją utraciła. Zatem ateista, który kiedyś wierzył w Boga będzie w sensie dyskusji na ten temat o jeden krok do przodu przed wierzącym. Dlatego to niebezpieczne, bo może uchodzić za pychę, wyniosłość. Osoba wierząca często nie potrafi postawić się w sytuacji odrzucenia wiary. I warto ją o to zapytać. Czy próbowała kiedyś postawić się w takiej pozycji? Czy uważa, że byłaby w stanie to zrobić? Bo ateista może rozważać akceptacje wiary w Boga, może postawić się w pozycji osoby wierzącej. Czasem to tylko kwestia powrotu do przeszłości. Oczywiście zdarzają się przypadki, gdy ktoś traci wiarę, staje się ateistą, a potem do tej wiary wraca. Powody mogą być różne i nie będę teraz roztrząsał ich natury, ale nie zawsze są pozbawione chęci zysku własnego.
Ale odchodzimy od tematu :)
Jeśli spojrzymy na to jak przebiegają dyskusje, zwłaszcza w Internecie, miedzy ateistami a osobami wierzącymi, to zauważymy jedną rzecz. Większość z nich kręci się wokół definicji, teorii i frazesów. To się musi zmienić, jeśli chcemy, jako ateiści być traktowani, jako poważni rozmówcy, nie jak przedłużenie Wikipedii. Dlatego właśnie należy o swoim ateizmie mówić głośno, nie bać się swoich poglądów i postaw. I zawsze mówić o tym, czym dla ans jest ateizm, co dla nas znaczy, jak się objawia. Słowniki są ogólnie dostępne i jak ktoś jest zbyt leniwy, żeby poznać definicje, czy naprawdę jest wart waszego czasu i energii. Czy naprawdę warto się denerwować podczas dyskusji z osobą wierzącą, która atakuje Was, a nie wie o Was nic…ba! Często nawet nie czytała swojej własnej świętej książki…często nie warto. Czasem jednak odrobina cierpliwości i dystansu potrafi wpłynąć na taką osobę. Zwłaszcza, gdy zaczniecie z nią rozmawiać o Was, nie o oderwanych od rzeczywistości definicjach, teoriach, stereotypach i w kółko powtarzanych frazesach o jednej i drugiej stronie. I często ktoś musi zrobić pierwszy krok w ściągnięciu dyskusji w tym właśnie kierunku.


I powinniście to być właśnie Wy.