poniedziałek, 5 stycznia 2015

Głos Ateisty

 Często, w swojej aktywności, jako ateista głośno mówiący o swoich poglądach, spotykam się z pytaniami – po co? Po co głośno mówię o swoim ateizmie? Po co krytykuję religie? Po co w ogóle angażuje się w to wszystko? Przecież mógłbym być ateistą i zachować to dla siebie, tak jak tysiące ludzi wierzy w Boga, ale o tym nie opowiada. Więc, po krótce powiem, dlaczego to robię, dlaczego to dla mnie ważne i dlaczego powinno być ważne dla każdego ateisty. Przynajmniej według mnie.

Rozkalibrowana mniejszość
Jesteśmy mniejszością. I w Polsce i globalnie. I to mniejszością tak bardzo zróżnicowaną i nastawioną na indywidualizm, jak tylko można być. Dlatego ważne jest mówienie o ateizmie. Publicznie i głośno. Bo jeśli ateizm jest jedną tezą, która może nas w jakikolwiek sposób połączyć, to trzeba o niej mówić. Wśród ateistów są zwolennicy i przeciwnicy chyba każdej możliwej kwestii społecznej czy politycznej. To, co nas łączy, ze odrzucamy wiarę w Boga i w wielu przypadkach idziemy za ciosem do kolejnych, wynikających z tego poglądu opcji. Antyteizmu, antyklerykalizmu, racjonalizmu i wielu innych „-izmów”, które gdzieś w swoich definicjach zakładają brak wiary w zjawiska nadprzyrodzone, w tym Boga, lub wymagają twardych, namacalnych dowodów na takie twierdzenia.
Dlatego mówienie o ateizmie, jego pochodnych oraz o tym, że ateizm jest egalitarny, nikogo nie wyklucza i można pozostać sobą na poziomie większości poglądów, jest ważne. Bo widzimy, na co dzień jak wiele kłopotów w strukturze społecznej powodują pochodne wiary w Boga. Mówienie o tym, ze te problemy można rozwiązać poprzez zwykłe odrzucenie pierwiastka nadnaturalnego, nieudowodnionego – jest bardzo ważne.
Mówienie o swoim ateizmie pokazuje wszystkim, że ateizm nie jest demonem, na jakiego go kreują wszyscy prawie religijni propagatorzy. To prowadzi nas bezpośrednio do kolejnego powodu.

Edukacja
Ilu z Was tak naprawdę zagłębiło się w to, czym jest ateizm. Czy sięgnęliście po definicję zanim przestaliście wierzyć, czy to właśnie ta definicja Was do tego skłoniła? Sądzę, że raczej uczymy się o tym poglądzie post factum. I wszyscy wiemy jak dużo jest zamieszania, mylnych interpretacji i zwykłej manipulacji w tym zakresie. Dlatego ważne jest, żeby mówić głośno o tym, czym dla mnie jest ateizm, dlaczego podzielam ten pogląd na wiarę i gdzie mnie on prowadzi. Nawet tylko po to, żeby samemu sobie to poukładać w głowie. Bo mówienie, ze ateizm to pojedyncze stanowisko wobec pojedynczego problemu jest prawdą. Ale nie mówienie o tym, dokąd to stanowisko nas prowadzi, co powoduje w naszym życiu, sposobie myślenia – jest błędem. I to poważnym. Przede wszystkim, dlatego, że jeśli określisz się, jako ateista, to bez dodatkowego kontekstu, twoje zachowania i decyzje zostaną przypisane właśnie do tego terminu. I właśnie, dlatego trzeba mówić o całym pakiecie, nie tylko o „byciu ateistą”. To załatwia zwykłe „nie wierze w Boga”. Jeśli pojawia się cokolwiek więcej – trzeba o tym mówić. Tak jak w poprzednim punkcie – można być lewicowym ateistą i ateistą konserwatywnym, można wspierać środowiska LGBT i być ich stanowczym przeciwnikiem. Tylko skąd nasi rozmówcy mają o tym wiedzieć skoro o tym nie mówimy?


Wstyd
A często nie mówimy, bo ateizm w opinii publicznej jest traktowany jak coś wstydliwego, coś godnego pogardy. Niestety siedząc cicho i nie mówiąc o tym nic nie zmienimy. Nie będzie nadużyciem powiedzenie, że żadna mniejszość, czy to seksualna czy też etniczna, nie zyskuje na byciu w ukryciu. Zwłaszcza, jeżeli ich milczenie wynika z emocji, publicznie budowanych, sztucznych emocji.
Nie chodzi o chodzenie po ulicach i krzyczenie „jestem dumnym ateistą, nie wstydzę się tego”, bo to, co najwyżej zostanie rozpoznane, jako drobne wariactwo. Chodzi o zabieranie głosu, obecność i głośne mówienie o tym, że mój ateizm nie powoduje we mnie wstydu, jest jedną ze składowych mojego światopoglądu. Bo ateizm nie kreuje nikogo, jako człowieka. Tak samo jak wśród prawicy są kretyni, idioci i inteligentni ludzie, identycznie jest w przypadku ludzi mających ateizm, jako jeden z poglądów na rzeczywistość. I nie ma w tym nic wstydliwego.
Jednak media, kościoły i inne opiniotwórcze instytucje wciskają ludziom przekrzywiony obraz społeczeństwa. Przekrzywiony w taki sposób, żeby służył ich interesom. I ateiści, siedząc cicho, bo jakiś ksiądz powiedział, że nie wiara w Boga jest upośledzeniem, nigdy nie przełamią tego wizerunku. Bo takich tekstów słuchają wszyscy i dopóki nie spotkają na swojej drodze kogoś, kto odbiega od tej wizji, będą w nią wierzyć. Niestety tak jesteśmy skonstruowani, a systemy edukacji uczą nas powtarzania zamiast krytycznej analizy. Dlatego nie możemy pozwolić by wstyd czy inne emocje wbijane w społeczeństwo kierowały naszą wolą do prezentowania swoich poglądów.

Opinia publiczna
Opinia publiczna kieruje się tym, o czym ludzie rozmawiają. Oczywiście, media w dużej mierze sztucznie kreują opinię publiczną, ale dzięki mediom społecznościowym, coraz częściej widzimy, że opinia publiczna może być kreowana także oddolnie, przez ludzi. I media nie mogą tego ignorować. Obserwujemy to niemal codziennie, a gdy śledzimy zachodnie media, nawet częściej niż w Polsce. Media się robi w dużej mierze w oparciu o to, jakie tematy wzbudzają najwięcej dyskusji; które tweety maja najwięcej udostępnień; jakie posty na Facebooku osiągają setki tysięcy polubień; które filmy na YouTube mają największą oglądalność w krótkim czasie. To są trendy mające coraz większą siłę medialną, coraz częściej przebijają się do mediów głównego nurtu. I kreują opinie publiczną.
To tutaj, moim zdaniem leży potencjał do szerzenia poglądów ateistycznych i związanych z nim ideologii politycznych czy społecznych. To media społecznościowe powinny odegrać największa rolę w szerzeniu ateizmu, sekularyzmu czy laicyzmu, jako postaw pożądanych przez ludzi. Tutaj powinien mieć miejsce języczek uwagi.
Ale to nie odbędzie się, ani nie będzie miało miejsca, jeśli ateiści nie będą w tym uczestniczyli. Czy to ze strachu, czy ze wstydu. Bo nie da się wyprodukować społecznościowego trendu bez ludzi, którzy taki trend polubią, rozpowszechnią i zasila kolejnymi ludźmi. Dlatego ważne jest mówienie o swoim ateizmie także w ten sposób. Poprzez dzielenie się ważnymi dla nas treściami, uczestnictwo w akcjach czy nawet zwykłe polubienie postu. Twój głos nie musi pochodzić z Twoich ust. Możesz po prostu powiedzieć – POPIERAM, klikając na wpis na blogu, post na FB czy przesyłając dalej coś na Twitterze. W ten sposób budujesz trend, który mówi o Tobie coś więcej niż tylko to, że masz taki pogląd.
Jest oczywiście grupa ludzi, którzy mówią – działanie w sieci nie ma wartości. Dla nich pewnie nie ma i dlatego przegrają walkę o młode pokolenie, które w większości wyraża się właśnie w sieci.
Dlatego Twój głos w rozmowie na grupie na FB czy na forum jest ważny. Bo gdzieś tam w tle czy na drugiej warstwie całego Internetu chodzą szperacze dziesiątek lub setek firm i szukają gorących tematów. I jeśli nie będziemy otwarcie i publicznie mówić o tym, co nas boli, co nam przeszkadza – nigdy nas nie znajdą, nie sprawdza, o czym rozmawiamy i nie powiedzą swoim właścicielom – „ta dyskusja przyciągnęła kilka tysięcy osób – może warto coś o tym napisać w naszej gazecie, albo na naszym portalu”.
Dlatego każdy głos jest ważny. Dlatego ważne jest, aby nie poprzestawać na dyskusjach w zamkniętych, zablokowanych grupach. Trzeba mówić otwarcie o swoim ateizmie i namawiać do tego innych.
Bo jak inaczej chcecie się stać ważnym głosem w debacie publicznej? W jaki sposób mniejszości wywalczyły sobie swoje miejsca. Nie poprzez siedzenie cicho w domu, nie poprzez zaszywanie się we wstydzie swojej odmienności. Oni zaczęli krzyczeć. A dziś, coraz częściej o tym jak donośny jest to krzyk decyduje nie ilość gardeł, a ilość udostępnień, polubień i interakcji…

Oczywiście możecie mieć swoje powody, dla których mówicie o swoim ateizmie. I to dobrze. Im więcej zróżnicowanych motywacji dla tego typu działań – tym lepiej.
Możecie mieć też powody, dla których nie chcecie o nim mówić. Jeśli to powody osobiste – nie mi je kwestionować czy obalać. To Wasz wybór. Jeśli są jednak spowodowane, czym innym – to trzeba je zwalczyć i zacząć brać udział w tym, co się dzieje. Chociażby on-line. A dzieje się sporo i wystarczy chwila na FB z wyszukiwarką, żeby znaleźć dla siebie miejsce do dyskusji, znaleźć innych ateistów i po prostu włączyć się w walkę o normalność.

Bo chyba o to nam wszystkim chodzi? Czy nie…? J