poniedziałek, 30 marca 2015

Ewolucja uwiera katoli…

Temat pewnie już wałkowany wiele razy, ale czemu by nie wziąć go na tapetę jeszcze raz…dla utrwalenia.
Jak wszyscy wiemy, jakiś czas temu papież Franek, powiedział, że ewolucja jest cool i ogólnie OK i że nie ma konfliktu w tej sprawie miedzy nauką i religią. I ludzie krzyknęli – HURRA! Mamy papieża z mózgiem, trochę liberała i myśli w ogóle chłopina normalnie. Nie ma, o co kruszyć kopii. Jest gitarka!
Ja mam z tym poważny problem z dwóch powodów.

Adam i Ewa
Otóż nasi mityczni prarodzice, według teorii ewolucji nie istnieli. Nie było żadnej pierwszej pary homo sapiens. I ktoś powie, jak to nie było, a mitochondrialna Ewa i Y-chromosomalny Adam? Szach mat!
Otóż to są hipotezy, czyli nieudowodnione naukowo propozycje wysnute na podstawie poszlaków pochodzących z dowodów. W przypadku Ewy, hipoteza została wysnuta po zbadaniu DNA mitochondriów kobiet, z różnych grup etnicznych i znalezieniu wspólnego mianownika. Więc zaproponowano, że kiedyś wszystkie grupy etniczne były jedną „rasą”. Podobnie, jeśli chodzi o Adama. Dowodów na to, by uznać te hipotezy za naukowy fakt nie ma, więc nie jest to żaden argument za opowieścią z biblii. Pomijając fakt, że Adama datuje się na około 340 tysięcy lat temu, a Ewę na około 200 tysięcy lat temu…wiec Adaś długo bzykał inne Ewunie, zanim trafił na tę, którą nazywamy naszą mitochondrialną poprzedniczką.
Skoro, zatem biblijny Adam i Ewa nie istnieli, to pojawia się poważny problem. Mianowicie bez nich nie ma mitu o zakazanym owocu, gadającym wężu, wygnaniu z Raju i grzechu pierworodnym! Czyli nie ma Kaina i Abla, nie ma potopu, nie ma Jezusa i jego oczyszczenia tego grzechu. Cała mitologia wali się w fundamentach. Co na to katolicy i inni chrześcijanie? Nie wiem, bo nie widziałem, by ktoś się bezpośrednio do tak postawionej kwestii odniósł…ale w domyśle mają to w bani, gdy mówią – „Ewolucja to bzdura! Nie ma na nią dowodów! To taka sama historyjka jak z biblii!”. I naprawdę mam dość takich argumentów. Dowodów jest całe 150 lat naukowych badań, skamielin, danych genetycznych, biologicznych, geologicznych i w cholerę jeszcze innych. Tylko trzeba sięgnąć po nie, chcieć je znaleźć i się z nimi zapoznać, zamiast reagować jak entomofob na dźwięk bzyczenia (to osoba, która bezpodstawnie boi się owadów). Zawsze mnie zadziwiało, że ateiści i antyteiści studiują religijne pisma i wszelkie produkcje, żeby rozmawiać z wierzącymi, a teiści nie mają takiej skłonności…czyżby wierzący mieli sofofobię (od greckiego sophíā – mądrość, uczenie się)?

Papież kłamie…
…albo uprawia słaby PR. I to jest drugi powód. Słyszeliśmy już z ust aktualnego papieża wiele słów, które publicznie miały ugłaskać publikę, a tak naprawdę były szybko odszczekiwane lub prostowane przez hierarchów. Już gadał, że ateiści mogą pójść do nieba jak są dobrymi ludźmi; już słyszeliśmy słowa pocieszenia wobec homoseksualistów i słowa nagany wobec opasłych, bogacących się biskupów……i co? I gówno! Hierarchowie mają go w poważaniu, doły mafijne też. Traktują go jak pociesznego dziadka, który ma złagodzić publiczny wizerunek kościoła w czasach, gdy ludzie wiedzą coraz więcej i nie jest nimi tak łatwo manipulować. A to wszystko jedna wielka ściema. Zagrywka medialna. Gra pod publikę. Populizm bym rzekł…
Bo kościół nie może popuścić teraz swoich dogmatów. Zostało mu ich tak niewiele, że cokolwiek teraz coś odda, z czegoś zrezygnuje, to na dupie spodnie się rozprują…bo trzyma je tylko kilka nitek i każda jest na wagę złota.
Dlatego mimo ciepłego gadania, nominalnego szefa Watykanu – kościół się radykalizuje. Bo musi. Inaczej upadnie. Ale robi wszystko, żeby ta radykalizacja szła oddolnie, to stymuluje. Z góry leci ciepły deszczyk, a doły kościelne robią swoją robotę, coraz bardziej polaryzując społeczeństwo, wiernych… Czysty przykład mamy w Polsce, gdzie biskupi i cały kler sra na słowa Franciszka i coraz silniej chce wchodzić w politykę, ma pretensje o ustanowienie państwa wyznaniowego.
I nie wierzę w żadną schizmę. Wszyscy rozumni widzą, że to Franciszek jest samotną wyspą, marionetką i pajacykiem w rękach hierarchii. Im jest dobrze, bogato i wygodnie, ale musieli pokazać łagodną buziuchnę, żeby im się publika nie dobrała do dupek. Dlatego papież dużo bredzi, ładnie i liberalnie opowiada, a reszta robi swoje…po staremu, ku chwale kościoła, nie wiernych.
I dlatego słowa Franciszka trzeba traktować z bardzo dużą dozą wątpliwości i prawie stuprocentową pewnością tego, że zaraz będą odszczekiwać…albo nie skomentują tylko osrają nieomylnego papieża…