czwartek, 28 maja 2015

Ateizm „skażony”

Jak to skażony? Co to znaczy?

Znaczy to, że w dzisiejszej rzeczywistości ateizm przestał być tym, czym z założenia być powinien i idzie długimi krokami w kierunku, który jest mocno niepokojący.

I muszę przyznać, że przez spory czas sam ciągnąłem ten wózek w takim kierunku.

Przychodzi jednak czas refleksji, któremu sprzyja zdystansowanie się do tematu. I mam kilka uwag do tego jak, zwłaszcza on-line, jest proponowany, promowany i przedstawiany ateizm.

Definicja

Milion sto dwudziesty raz – ateizm to brak wiary w Boga. Koniec kropka!


Ateizm to nie jest wiara w nieistnienie Boga/bogów; ateizm to nie jest światopogląd, ideologia, filozofia. Może być elementem tych zjawisk, może być ich wynikiem lub źródłem. Ale nie jest na tyle silną, pojedynczą ideą by stanowić o czymkolwiek.


Dlatego pisanie o ateizmie, jako postawie życiowej jest po prostu głupie. To tak, jakbyśmy owijali samych siebie wokół tego, że nie lubimy piłki nożnej, albo nie akceptujemy przykrego zapachu. TO ZA MAŁO!

I prowadzi to, do nieco niepokojących działań, które niosą za sobą dodatkowe treści, których dyskusja o zaprzeczeniu jakiejkolwiek tezy, mieć nie powinna. I czy w ogóle mozemy i powinniśmy dyskutować o tym, że coś odrzucamy? Dyskutować o przyczynach odrzucenia jakiejś tezy i o konsekwencjach takiej decyzji - tak. Ale budować na pojedynczym oświadczeniu cały system? Często pojawiają się nadbudowy ateizmu, które pachną nieładnie…bardzo nieładnie, bo zalatują dogmatyzmem…

Dogmaty

Budowanie wokół tezy odrzucającej pewną propozycję czegokolwiek jest według mnie nadużyciem. Nadużyciem, które jest o tyle groźne, że nie ma, w jaki sposób domknąć zakresu, granicy tematu…bo nie wytycza się granicy wokół punktu! I dlatego ciągle dookoła słyszymy – „...ateizm to to! Ateizm to tamto! Jak jesteś ateistą to powinieneś, nie możesz, musisz…”.

Wyobraźmy sobie inną propozycję. Na przykład „asmoczyzm”, czyli odrzucenie wiary w smoki. Czy to, że powiem, że nie wierzę w smoki powoduje coś jeszcze, poza samym stwierdzeniem? Albo nie powoduje nic, albo powoduje bardzo niewiele. 


Na pewno wkładam opowieści o smokach na półkę z fantastyką, na pewno krytycznie będę słuchał opowieści o smokach…poza tym…raczej nie ma to wpływu na moje życie. Ponadto fakt, że smoki są według mnie fikcją nie ujmuje niczego bohaterom mitów i baśni…oni nadal są odważni, mężni i nieustraszeni, wobec czegoś znacznie silniejszego od nich. Czy mam wszystkie te cechy wyrzucić na śmietnik, tylko, dlatego, że opowiadamy o nich w kontekście fikcyjnego bytu? Nie mogę tego zrobić. Zwłaszcza w czasach, gdy poruszamy się w świecie iluzji, złudzeń i internetowej fikcji.

Przegięciem totalnym byłoby zbudowanie wokół niewiary w smoki ideologii, postawy, która mówiłaby, że wierzący w nie to idioci, że duże jaszczury to mit, że postaci z eposów to oszuści i kłamcy. Czy nie widzicie w tym zwykłej głupoty? Przegięcia w kierunku, w jaki taka prosta i jednoznaczna propozycja iść nie powinna.

Wróćmy do ateizmu.

Widzę wokół pojęcia ateizmu budowanie, może nie religii, ale dogmatyzmu – jak najbardziej. I to jest hipokryzja.

Bo intelektualnie uczciwa osoba, która odrzuca wiarę w Boga, czary-mary czy inne niestworzone rzeczy jako nielogiczne, niespójne i wewnętrznie sprzeczne, nie powinna jednym zamachem wygłaszać poglądów przeciwko tej wierze. Działa tutaj zasada, że odrzucenie jakiegoś pomysłu to nie jest automatycznie przyjecie postawy przeciwnej do niego. To, że nie wierzę w smoki, nie oznacza, że powinienem atakować tę koncepcję.

A to się dzieje w dzisiejszym „ateizmie” i przybiera formy bliższe wojującemu teizmowi, fanatyzmowi, niż rzekomo wyzwolonemu, pozbawionemu wiary w bóstwa życiu. Budowane są całe cytadele pojęciowe, które okalając ateizm, wypaczają go, naddają założenia, nadbudowują ideologię i światopogląd. Nie będę sypał przykładami, bo tych można znaleźć setki w sieci, także na moim blogu. 

Alternatywne do teologicznych wykładnie świętych pism, krytyka dziecinnych koncepcji Boga, ostre ataki na ludzi wierzących czy instytucje. I to wszystko jest przyklejane do ateizmu. Przypinanie do najmniejszych nawet problemów społecznych czy politycznych "spiskowej" lub bardzo luźno powiązanej przyczynowości wywodzonej z religii czy wiary w Boga, podczas gdy przyczyny są prozaiczne, proste i nieskomplikowane.  Ludzka chciwość, apatia, żądzą władzy…

Przez to, w naszej świadomości ateizm przestaje funkcjonować, jako pojedyncza teza…staje się zlepkiem postaw, podyktowanych wykładniami samozwańczych wojowników…o nie wiadomo, co…

I ciągłe czujemy i widzimy jeszcze jedno - nieustające korzystanie z tych samych mechanizmów, które taka postawa powinna odrzucać jako wrogie, szkodliwe. Ambicjonalne sztuczki, granie na kartach intelektu i godności. Manipulacje, które mają miejsce po obu stronach teistycznej batalii są powszechne i prawie identyczne...i są postrzegane jako wojna...tylko o co?

Zmiana

Odrzucenie tezy nie daje siły, nie daje wiedzy, nie proponuje nic w zamian. I jeśli miałbym być szczery, (a chcę być szczery) to jestem tym zmęczony. Zwłaszcza tym, że osoby funkcjonujące w środowisku związanym i okalającym ateizm, mają dogmatyczne wręcz wymagania wobec swoich domniemanych „współwyznawców”. I nie używam tego określenia bez powodu… Bo ateizm, zwłaszcza w swoim medialnym wydaniu, zaczyna przypominać religię. Nie sensu stricte, ale po bliższym przyjrzeniu się…nosi jej znamiona. 

Zawiązują się kółka niewiary, grupy ludzi podzielających taką, a nie inną wykładnię ateizmu, zgromadzenia osobników akceptujących danych zestaw nadbudowy braku wiary w Boga…i to wszystko przypomina odłamy ideologiczne. Zwłaszcza, gdy ateizm miesza się z polityką.

I sam nie pozostaje bez winy, bo leciałem długi czas po tych trendach, wchodziłem w te tematy…aż znalazłem dystans i udało mi się spojrzeć krytycznie na te sprawy. Widzę, co się dzieje, wiem, że ludzie potrzebują akceptacji w społecznościach i są w stanie wiele poświęcić by taką akceptację uzyskać…włącznie z poświęceniem własnej intelektualnej integralności i uczciwości. Idą po najmniejszej linii oporu, podpisując się pod gotowymi, dogmatycznymi koncepcjami. 

I muszę powiedzieć jedno – mi to nie pasuje, męczy mnie i zniewala wewnętrznie. Nie wierzę w żadne czary-mary, nie oddaje czci żadnym abstrakcyjnym bytom, nie przepadam za religiami. I zaczyna mi być szkoda czasu na dyskusje z rzeczami i ideami, którymi gardzę, które powinienem po prostu ignorować. 


Pominę już temat, ilu spośród tak zwanych ateistów on-line, wierzy w Boga...tylko po prostu się na niego obrazili. Albo ze względu na krzywdy osobiste, albo ze względu na swoje religie, kościoły, które wyrządziły im jakieś szkody...to nie jest dojrzała niewiara...to foch małolata, który obraża się na mamę za zakaz wyjścia na imprezę...i ją obgaduje z rówieśnikami na przerwach w szkole, jaką to jest niesprawiedliwą kobietą, ...nie mniej, nie więcej...

Nie spodziewajcie się zatem, że szybko wrócę do tego tematu. Mierzi mnie to całe zamieszanie, które sami nakręcaliśmy wokół tematu, który dla racjonalnie myślącego człowieka nie powinien istnieć...bo jest miałki, pusty, bez znaczenia.

Tak jak zapewne bez znaczenia będą powyższe słowa dla tych co nie skumali...cała reszta...smacznego :)