środa, 28 września 2016

Dziecko trojga

Właśnie przeczytałem news o tym, że w Meksyku urodziło się pierwsze dziecko trojga rodziców. I nie mowię o trójkącie, tylko o nowej metodzie in-vitro. Matka cierpi na zespół Leigha, który doprowadza do śmierci każdego dziecka nosiciela. Dlatego do zestawu genów rodziców, dołożono 0,1 procenta DNA od dawczyni i dzięki temu mogło się urodzić zdrowe i żyjące dziecko.

Co ciekawe, naukowcy musieli opuścić rodzime USA, gdzie tego typu badania są nielegalne.

Ciekawi mnie za to, jak się do tego odniesie teologia. Nie ważne. Katolicka, chrześcijańska czy też jakaś inna. Bo przecież mają jasną wykładnię czym jest życie, kto jest jego dawcą, jak powstaje i kiedy. Tymczasem mamy do czynienia z precedensem, który na pewno nie zrewiduje tych poglądów i bajek, ale postawi przed teologami i innymi religijnymi pajacami, ciekawą kwestię. Bo odpowiedź jest znana - zabawa w Boga sprowadzi zagładę na ludzkość, to niemoralne i niezgodne z "prawem naturalnym".

Za chwilę wrócę do tematu, ale najpierw chciałbym pochylić się nad tym potworkiem - "prawo naturalne".

Co to jest? Ktoś to widział, zna przepisy i paragrafy? Bo ja nie. Oczywiście w historii filozofii prawa takie pojęcie istnieje i jest w opozycji do prawa pozytywnego (czyli stanowionego prawa ludzi). Jednak gdy wejdziemy głębiej, to okazuje się, że prawo naturalne, lub inaczej - prawo natury, jest niczym innym jak wolą Boga co do określonego stanu rzeczy. Bo nie mozna mylić prawa natury z prawem przyrody (prawidłowości w przyrodzie opisywane naukami przyrodniczymi). I od razu stawiam pytanie - którego Boga? I jak owa wola się przejawia, skoro nie poprzez naturalne procesy biologiczne?

Ale wróćmy, bo na temat "prawa naturalnego" można napisać cały doktorat i gówno z tego wyjdzie.

Mamy więc nie lada dylemat. Z jednej strony mamy matkę i ojca, którzy bardzo chcą mieć dziecko, ale z powodu choroby genetycznej jest to niemożliwe. Religianci powiedzą - taka jest wola boska. Ale ile cierpienia kosztuje ich podejmowanie kolejnych prób. I giną dzieci (według wszelkich norm tych samych religiantów - pełnoprawni ludzie). Nauka wychodzi z rozwiązaniem problemu. Unikamy kolejnego cierpienia, nie dopuszczamy do śmierci kolejnego dziecka. I to będzie niewystarczające usprawiedliwienie dla zelotów. Bo gdyby Bóg chciał żeby oni mieli dziecko, to mimo choroby by im je dał. Tylko skoro ten Bóg, dopuszcza do zapłodnienia i wykształcenia się dziecka, to chyba chciał. Albo się rozmyślał za każdym razem? Nie wiem i nikt nie powie, że wie. Religijne świry i tak będą pomstować o zabawie w Boga, a do poważnej dyskusji z nimi na ten temat nie dojdzie. To pewne.

Mamy też drugą stronę medalu. Jesli jesteśmy w stanie w taki sposób zaimplementować cząstkę DNA, żeby nie tylko spełniło określoną funkcję, ale żeby wręcz wyręczyło, nadpisało DNA matki, to jak daleko jesteśmy od inżynierii genetycznej ludzi? Ja myślę, że tę granice już dawno przekroczyliśmy i tylko kwestie natury moralnej nie pozwalają nam się porwać na pełne projektowanie ludzi. Bo rodzi się pytanie, czy inżynieria taka nie obudzi elitaryzmu i nowej eugeniki? O tym, że być może udałoby się wszczepić DNA innego gatunku, nie wspominając...

To ważne i kluczowe pytania, którymi zapewne zapełnione są głowy ludzi, którzy znają pełny postęp w tej dziedzinie. Tylko czy pełen zakaz takich działań jest lepszy od wypracowania metod i praw, które trzymały by w karbach takie praktyki? Nie wiem. Nie zjadłem wszystkich mózgów. Ale blokowanie jakiegokolwiek rozwoju, tylko ze względu na bajania panów w sukienkach jest chore i zawsze będę temu przeciwny. Tak jak powoływaniu sie na wolę smoka wawelskiego, którego nikt nie widział, nie znał, a tylko ktoś napisał kiedyś opowiastkę. To, nawet przy pełnym odcięciu od polemiki na linii ateiści-wierzący, jest po prostu debilizmem, który zawsze i wszędzie będę piętnował.

W tej konkretnej sprawie - czekam na opinię jakiegoś wyznawcy, któregokolwiek z bogów. Co macie do powiedzenia w imieniu swojego wymyślonego przyjaciela? Czekam...