niedziela, 25 września 2016

Tatuaż i życie - gorzka prawda

Podejrzewam, że obecnie, co druga osoba między osiemnastym a trzydziestym rokiem życia ma tatuaż. Jeden albo kilka. Tatuaże są modne. Wkraczają w przestrzeń publiczną na wiele sposobów. Celebryci gdzieniegdzie nieśmiało je pokazują, w reklamach, aktorzy coraz częściej są wytatuowani, gwiazdy filmowe nie stronią od tej formy ekspresji. Czy to w życiu prywatnym, czy też w kreowanych postaciach. I wszystko, z pozoru, wygląda super. Oswajamy tatuaże, tak jak wcześniej oswajaliśmy wiele innych przejawów ludzkiej kreatywności. Niewiele osób dziś powie, że nie akceptuje tatuaży w ogóle. Często wręcz mówią o tym, że je w pełni akceptują, rozumieją i wspierają. Tylko, że to gówno prawda. Trzeba jednak mieć tatuaż, żeby się o tym przekonać.

Dom rodzinny

Czy wasi rodzice lub dziadkowie akceptują to, że macie tatuaż? Pewnie jak już je zrobiliście, to akceptują albo udają że ich nie widzą. Jednak gdybyście ich zapytali zanim je zrobicie, to wielu z 
waszych najbliższych by wam próbowało wybić to z głowy. O ile u rodziców częściej jest to akceptowalne, to u dziadków, już słabiej. I nie ma się co dziwić. To dwa pokolenia wstecz. Tatuaże mieli wtedy kryminaliści i czasem marynarze. Tyle. Dziś patrzą w telewizję i młodych ludzi na ulicach i po prostu nie rozumieją. Tylko, czy brak zrozumienia upoważnia ich do stygmatyzacji, napiętnowania innych? Jak macie babcię albo dziadka, który patrząc na wasze dziary, nie dostaje zawału serca - to super. Jeśli dodatkowo nie zaczęli was traktować inaczej, gorzej, to po prostu macie fart jakich mało.

Często jednak jest tak, że tatuaże przed dziadkami chowamy, ukrywam, nie chcemy nawet o tym gadać. A oni udają, że nie widzą i status quo zachowane. Ma tej kijaszek jednak dwa końce. Bo taka babcia nie skuma, o co chodzi, obcym nie uwierzy i jak zobaczy kogoś wytatuowanego na ulicy, to swoje pomyśli, a czasem, ciszej lub głośniej wyrazi opinię. 

Z rodzicami jest nieco inaczej. Swoje myślą, ale nie mają czasu na debaty. Trzeba pracować, utrzymać dom. Dlatego często nie wiedzą że dziecko ma tatuaż, tak jak nie bardzo się orientują co ich dzieci oglądają na YouTube. Z resztą co mogą zrobić? Żeby mieć tatuaż trzeba skończyć osiemnaście lat, a jak dzieciak jest pełnoletni, to "starzy mogą mu skoczyć". I ta postać rzeczy ma niebagatelny wpływ na fakt, że dzisiaj z tatuażami nie jest łatwo żyć w Polsce. Zwłaszcza, że to wasi "starzy" są dyrektorami HR w firmach, do których idziemy pracować. Ale do pracy wrócimy za chwilę.

Spacerkiem po parku

Lato, idziemy po parku. Krótkie spodenki, koszulki z krótkimi rękawami. Tatuaże na wierzchu. W parkach w centrum miasta, gdzie tak naprawdę najwięcej jest młodzieży, jest względnie spoko. Najgorzej jak trafisz na park od rana do wieczora obsadzony grupami osiedlowych krok, które z braku innego zajęcia, zajmują się życiem innych. Zwłaszcza obcych, bo w swoje własne gniazdka nie patrzą. Z lęku, że znajdą tam to, co codziennie piętnują czy z innych powodów - nie wiem. Wiem że zawsze mają coś do powiedzenia jak obok przejdzie ktoś, kto się wyróżnia. 

Co ciekawe, faceci mają względny spokój. Pewnie się boją gwałtownej reakcji. Ale wytatuowana kobieta ma przesrane. Jeśli komentarze zostaną wypowiedziane cicho, to pół biedy. Ale w grupie, jak to w grupie. Nawet kwoki są mocne. Więc często komentarz jest wygłoszony na tyle głośno, żeby można było go wychwycić wśród gdakania. 

I możemy się upierać, że opinia innych nas grzeje, nie ma znaczenia. Nie jest to jednak miłe, usłyszeć na spacerze nie wyszukany komentarz, sięgający kilku pokoleń wstecz, lub własnych dzieci. A uwierzcie mi że zdarza się to nader często. 

Pojedynczo jednak kwoki nie są groźne, to parkowe wybiegi, które sprzyjają kumulacji elementu ptasiej, powodują że rośnie odwaga, buta i brak tolerancji.

...a na 9:00 do pracy... 

Jak macie pracę, oczywiście. Bo łatwiej jest komuś, kto ma pracę, sprawdził się i jest dobrym pracownikiem. Taka osoba jak przyjdzie do roboty z nowym tatuażem nie musi się bardzo obawiać. Jeśli jednak szukacie pracy...to jest ciut gorzej. No dobra, nie ciut. Jest przesrane. Jak masz tatuaże w widocznych miejscach - to prawie tak, jakbyś napisał sobie na czole - nie przyjmujcie mnie. I to jest chora sytuacja. 

Co prawda sytuacja się znacznie poprawia, widać to gołym, nieuzbrojonym okiem. Wystarczy przejść się po galerii handlowej, żeby zobaczyć, że wielu ze sprzedawców w sklepach z ubraniami ma tatuaże. Ale to wyjątki, bo tam przeważnie są całe składy młodych ludzi i wszyscy noszą dziary. Gorzej jest w miejscach, gdzie obsada, jest niejednolita. Wyróżnianie się tatuażem działa na naszą niekorzyść. Jeszcze.

Pracodawcy powinni zdać sobie sprawę z kilku faktów.

Przede wszystkim - tatuaż jest formą ekspresji i jeśli akceptują biżuterię, lekką ekstrawagancję w ubiorze czy niecodzienny sposób bycia niektórych pracowników, to dlaczego stawiają tatuaż jako patologiczny i niechciany? To hipokryzja. I jeśli Zosia, z boksu obok, może na spotkanie klienta przyjść w kwiecistej sukience, z wielką broszką w kształcie kupy, to dlaczego ja nie mogę pójść schludnie ubrany, ale lekko wystającym tatuażem na szyi? 

Kolejny fakt, to to, że tatuaże są po prostu drogie. Więc pracownik chcący zrobić sobie kolejny tatuaż, będzie zmotywowany. Od dawna wiadomo, że pracownik z pasją, nawet nie związaną z przedmiotem działalności, bedzie dobrze pracował, bo po prostu na realizację swojej pasji potrzebuje kasy. A tatuaże nie dość, że kosztują, to są uzależniające. Mądry pracodawca powinien to wykorzystać, zamiast piętnować. Przecież pracownik za biurkiem, nawet jeśli okazjonalnie spotyka sie z klientem zewnętrznym, nie jest gorszym pracownikiem tylko dlatego, że ma kolorowa skórę.

Ja osobiście nie mam problemów w pracy. Jednak znam sytuację ludzi posiadających dużo wzorków i ich zmagania na rynku pracy nie napawają optymizmem. Sytuacja, jak wspomniałem, powoli się zmienia, ale to zmiana, która idzie pokoleniowo, wiec nie ma raczej szans na raptowną zmianę na rynku pracy.


Optymizmem napawają jednak strony typu "Jestem za akceptacją tatuaży w miejscu pracy" z blisko 400 tysiącami polubień, czy inne inicjatywy. Popularność tatuaży sprzyja wzrostowi ich akceptacji. I nawet weterani dziarania, utyskujący na fakt, że stały się "modne" i ludzie robią sobie byle co, byle mieć - zyskują w szerokim ujęciu na tym fakcie. 

Trochę jeszcze potrwa zanim tatuaże przestaną być stygmatem. Powoli idziemy w tym kierunku, ale przed nami długa droga. 

A Wy - uważacie, że ocena kogoś przez pryzmat tatuaży to dobre podejście? Czy taka postawa nie nosi znamion specyficznego szowinizmu, czy nowego "rasizmu"? Zapraszam do dyskusji!

PS.
Jutro kolejny wpis. Jeszcze zobaczę po porannej prasówce, co mi wpadnie :)