piątek, 14 października 2016

Mały Wkurw #2


Kolejny odcinek nieregularnego utyskiwania na otaczający nas debilizm. Jedziemy!

4. Helloween już się zbliża... ♫♪

I coraz więcej, znowu się o tym mówi. Znaczy - piszczy, jęczy i złorzeczy. Bo przecież nie można powiedzieć - jest okazja do imprezy, bawimy się i srać na całe te magiczne mambo-jumbo. Ale nie, trzeba dopisywać do tej okazji milion rzeczy, które wszyscy mają w dupie. Jest okazja do picia, przebrania się i po świrowania. Kogo obchodzą jakies Dziady, Samhein czy święto Kościoła Szatana. 
I dlatego wkurwia mnie, to całe zamieszanie, bo jest niepotrzebne w ogóle! Wytwórcy gadżetów zarobią parę złotych; hodowcy dyń - zarobią parę złotych; knajpy i kluby - zarobią parę złotych. Tylko jełopy krzyczą o magii, pogaństwie i reszcie rzeczy, które podobno nie istnieją i są fałszem, ale dotykają ich wrażliwych, katolickich duszyczek. I deprawują, zarażają młodych ludzi, którzy i tak maja wyjebane w kościół, Dżizasa i cały ten cyrk. Dajcie młodym się pobawić, a sami prasujcie kreacje na cmentarną rewię mody. Tyle!

5. Trupy, lampki, skórki pańskie

Tak za ciosem. Nie chodzę od kilku lat na cmentarze. Zwłaszcza w święto zmarłych. Tymczasem już niebawem zacznie się pucowanie granitów, umawianie obiadków i planowanie spacerków. I oczywiscie - wybieranie kreacji. W tym wszystkim jest dużo przesady. Mnie jednak wkurwia coś innego...
Od lat kościół i środowiska katolickie krzyczą o zakazie handlu w niedzielę i święta. Jednak handelek lampkami pod cmentarzami, w święto zmarłych, nikomu z nich nie przeszkadza. Bo robią na tym zajebisty hajs. Tyle. Bo przecież tereny przyległe są często własnością cmentarzy, a tymi, niepodzielnie rządzą klecho-gangsterzy. I biorą sowite haracze za stolik z lampkami. O stolikach na samych cmentarzach nie wspomnę, bo te są od lat obstawione tymi samymi dzieciakami pracującymi dla jakiegoś dobrze ulokowanego skurwysyna, który głęboko siedzi w kleszej kieszeni i mizia jądra proboszcza. Nie mam nic przeciwko, żeby dzieciaki sobie zarobiły. Ale jak widzę dwunastolatki, stojące w pluchę, deszcz, a czasem mróz i sprzedające za złotówkę, cukrowe ohydztwo lub obwarzanki, to mi się mail do Inspekcji Pracy otwiera. Postawcie sowich kleryków i sami stańcie co dziesięć metrów ze stoliczkiem wśród tłumu i stójcie po 12-16 godzin za parę złotych za godzinę, albo za darmo. 

Na dziś więcej nie mam nerwic i pełnych pasji złości. Zobaczymy się wkrótce! Papulki!