środa, 26 października 2016

Mały Wkurw #3


Kolejna porcja utyskiwań i zwykłej złości na debilizm i patologie naszych współobywateli.

6. Śmierdziele



No nie zdzierżę. Jeżdżę codziennie do pracy komunikacją miejską. I izoluję sie zmysłowo jak mogę od współpasażerów. Ograniczam kontakt wzrokowy i nie chcę ich słuchać. Przeważnie oglądam coś na telefonie (Netflixa albo YT). Nie patrzę na rzesze obdartusów i osoby, ktore powinny płacić mandaty karne za szmaty jakie na siebie wkładają. Nie słucham też ich głupiego pierdolenia na cały autobus. Ale nie ma jeszcze urządzenia, ktore mógłbym wetknąć w nos i zniwelować wszechobecny smród, jaki za sobą ciągną, i którym obdarzają swoje otoczenie. Polacy po prostu śmierdzą! I to strasznie! W marketach są całe działy, które oferują w każdym przedziale cenowym i jakościowym - mydła, żele pod prysznic, szampony, pasty do zębów czy perfumy.  Tylko dla kogo one są? Zlikwidować! Postawić nowe półki z wódą, browarem, kawą, petami i kiełbasą. To perfumy i kosmetyki naszego społeczeństwa. I ja rozumiem, że jadę popołudniu do domu, wracają po całym dniu pracy robotnicy z budowy nowego biurowca czy metra, ludzie rozkładający od świtu towar w marketach...ale o szóstej rano? Jak wychodzisz o 6:00 i śmierdzisz jak cap, to ile tego syfu wtarłeś przez noc w pościel? Ile miałeś tego na sobie wieczorem? Kurwa! I taki cap narzeka, że żona mu dupy nie daje, a jak idzie do speluny popić, to nie chcą z nim gadać normalni ludzie. Co najgorsze - będzie tylko gorzej, bo Ci zasrani esteci, powyciągali z szaf zimowe ciuchy. Pralni nie znają, o pralce zapomnieli, a o odświeżaczach do tkanin (minimum chociaż), nawet nie słyszeli. I do zapoconych szmat z poprzednich sezonów dokładają świeży swąd. I muszą sie nim podzielić ze wszystkimi dookoła.

Powiem tylko tyle - zasługujecie na wpierdol i przymusową kąpiel wężem strażackim. Ciuchy do spalenia. Nie mam do Was szacunku, bo sami do siebie go nie macie. Więc jak opluję jakiegoś obsranego, zapoconego i zionącego gównem draba - nie miejcie mi za złe. I tak dobrze, że go opluję, bo mógłbym od razu na niego rzygnąć.

7. Koszmar drzwi


Zostanę przy komunikacji. Czy wy jesteście pojebani? Czy aż tak się boicie, że nie zdążycie wysiąść z autobusu czy tramwaju, że jedyne bezpieczne miejsce w jakim możecie stać, to przyklejenie się do drzwi w pojeździe? I nie ważne czy jadą jeden czy dwanaście przystanków. Niebezpieczeństwo jest równie duże. Bo przejście trzech metrów do drzwi to wyprawa równa wejściu na Kilimandżaro i lepiej nie ryzykować. Zajmuje to około dwóch do trzech tygodni, żeby ze środkowej części autobusu dojść do najbliższych drzwi. A jedziemy autobusami nieprzygotowani - nie mamy prowiantu, napojów czy ubrań na zmianę. Więc stoimy w drzwiach, żeby nie kusić losu i nie skończyć na konieczności konsumowania współpasażerów z powodu narastającego głodu i wpadnięcia w pułapkę na pokładzie tego śmiercionośnego środka transportu publicznego.
Ech...ten temat będzie wracał, bo ludzie sie nie nauczą, że jak zablokujesz drzwi swoją leniwą dupą, to autobus DŁUŻEJ musi stać na przystanku i to, że szybciej wysiądziesz na swoim, nie zmieni faktu, że i tak przyjechał do celu dziesięć minut po czasie. Ale do tego trzeba używać mózgu, który trzeba mieć...

8. Plecakowe bękarty


Czy nikt nie uczy już dzieci, że jak się wchodzi do autobusu albo tramwaju to wypada zdjąć plecak! Że przez to, że takiemu szczylowi nie chce się ruszyć ręką i dupą, powstaje tłok! Nie będę litościwy. Biorę ze sobą nóż i będę przecinał ramiączka tych tobołów. Może się nauczą, że nie jest fajnie wpierdolić sie komuś plecakiem w twarz z powodu zwykłego egoizmu i zasranego lenistwa. Tak zmęczeni wracają ze szkół, że dwa ruchy ręką to zbyt duży wysiłek...więc będą dźwigać plecaki w garściach. Jak mnie spotkają...

Para z gwizdka. Już jest lepiej. Do następnego!