wtorek, 8 listopada 2016

Antypiracka wojenka

Kolejne serwisy donoszą o kolejnych akcjach policji dotyczących pobrań polskich filmów z Internetu. Najpierw była nagonka na ludzi, którzy ściągnęli film „Wkręceni” z 2013 roku. Teraz, podobno szukają wszystkich którzy ściągnęli „Drogówkę” Smarzowskiego. Dochodzi do rekwirowania komputerów i zorganizowanych akcji policyjnych. Jest w tym wszystkim jeden haczyk.


Otóż zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawach autorskich i pokrewnych, jeżeli dana treść chroniona prawem autorskim miała swoją premierę, to nie jest zabronione ściąganie jej z sieci na użytek własny lub dla udostępnienia jej najbliższym. Czyli, jeśli ściągniesz taki plik do obejrzenia i nikomu go nie udostępnisz – masz spokój. Problemem jest to, że ściągając przy pomocy torrentów czy innych systemów p2p, pobierając, jednocześnie udostępniasz pobraną już zawartość (części pliku/plików) nieokreślonej liczbie anonimowych użytkowników. I w ten sposób łamiesz prawo!
Ustawa wyłącza z tego katalogu programy i gry, więc nie czujcie się zbyt pewnie.

Dlatego, jeśli już pobieracie filmy i seriale z sieci, to nie używajcie torrentów. Lub bądźcie pijawkami. Ja od dłuższego czasu nie ściągam niczego z sieci za pomocą sieci torrent, bo po prostu nie mam takiej potrzeby. Muzy słucham na Tidalu, filmy oglądam na Netflixie, HBO Go i przez VPN na Hulu. Gdy jednak używałem torrentów, to tylko przy pomocy zmodyfikowanych klientów, w taki sposób, żeby nie wysyłać nawet jednego bita do sieci. Zasysałem najszybciej jak się da i wywalałem pozycję z programu. Ale nie polecam, bo dziś jest tyle opcji dostępu do wszystkich treści, że to po prostu bez sensu.

Poza tym, poza pojedynczymi przypadkami, polskie kino to gówno, więc nie wiem, po co to ściągać. Rozumiem natomiast twórców i producentów, którzy wydają kupę kasy na takie filmy i potem ogłaszają ujebanie całości, bo nikt nie chodzi do kina i nie kupuje DVD. Wiec szukają kasy gdzie się da, żeby zrekompensować wydatki.

Gdyby jednak zdarzyło się, że zapuka do mnie policja z oskarżeniem, że nielegalnie pobrałem jakiś film, to ja do domu nikogo nie wpuszczę. Poproszę o nakaz sądowy, poproszę o jednoznaczne dowody, że ja pobrałem dany film i złamałem przy tym prawo. Nie będę też gadał z żadnymi papugami, rzekomo reprezentującymi producentów czy dystrybutorów. Najpierw muszę zobaczyć jednoznaczne dowody – IP komputera, dane właściciela, daty i pliki, które rzekomo udostępniłem. Jeśli dajesz wejść do domu policji i pozwalasz na zabranie komputera…to sorki, ale sam się podkładasz. W Polsce funkcjonuje domniemanie niewinności (Artykuł 5 Kodeksu Postępowania Karnego). Przynajmniej w przepisach.

Drugą stroną medalu jest to, że policja szybko się zorientowała, że te sytuacje to dobra okazja do poreperowania lub podniesienia statystyk. Bo wylękniony internauta podda się dobrowolnie karze grzywny lub dogada się z prawnikami, żeby uniknąć kłopotów. Policja odznacza kolejne wykryte i ukarane przestępstwo i premie gotowe. Mają uzasadnione lub nie, podejrzenie popełnienia przestępstwa. Mogą w granicach prawa, za przyzwoleniem potencjalnego oskarżonego, dokonać przeszukania, czy sprawdzenia sprzętu służącego do dokonania rzekomego przestępstwa. Z resztą niewiele osób zdecyduje się na dyskusję ze smutnymi panami w mundurach, gdy staną u drzwi domu, a za plecami gorączkowo nóżkami przebiera mamusia z babcią i pytają – „co znowu zrobiłeś degeneracie”. Byle się szybciej pozbyć kłopotu, podpiszą wszystko i zgodzą się na wszystko. I w to celują kancelarie prawnicze i idąca ich tropem policja. Szybkie rozwiązanie sprawy. Zwłaszcza, że czekają kilka lat na uruchomienie procesu. Co przy dzisiejszym tempie konsumpcji mediów, jest absurdalne, bo ja czasem nie pamiętam co oglądałem miesiąc temu, a co dopiero 3 czy 4 lata wstecz. Nie wierzę, że nie da się takich danych znaleźć i wykorzystać wcześniej. Po prostu czekają z premedytacją kilka lat, żeby uśpić internautów, a potem atakują i zgarniają kasę od niepewnych tego, że zrobili coś złego ludzi. To jest metoda skuteczna, bo ludzie nie wiedzą, że wspominany artykuł 5 KPK mówi o tym, że nie dające się usunąć wątpliwości co do zarzucanego czynu, rozpatruje się na korzyść oskarżonego. I płacą kilka stówek dla świętego spokoju. Ich kwity lądują we właściwej szufladce i jak przyjdzie pora na ściganie za kolejny film – pierwsze kroki są kierowane do tych płacących. Bo już się przyznali…

Oczywiście to moje przypuszczenia, głośne rozważania i dywagacje. Jednak wiem, że sporo osób po prostu będzie wolało zapłacić, niż stracić komputer, chodzić po sądach i walczyć o swoje prawa. I na tym żerują prawnicy trolle. A Wy się łapiecie, bo nie znacie swoich praw, nie znacie przepisów i jak widzicie znaczek „§” w piśmie, to dostajecie gorączki. I słusznie. Bo za głupotę, lenistwo i zwykłą ignorancję trzeba płacić. Prędzej czy później.