wtorek, 22 listopada 2016

Czy Francja ma Downa?

Internet z szybkością błyskawicy obiegła informacja o podtrzymaniu wyroku, na zakaz emisji filmu, z kampanii społecznej, dotyczącej osób z zespołem Downa. News sensacyjny, uzasadnienie wyroku kretyńskie jak na wymiar sprawiedliwości. Krzywdzące też samych chorych. Zastanawiam się tylko czy ktokolwiek sięgnął do źródeł i wie skąd cała afera.

Wszystko zaczęło się od zaskarżenia tego filmu do CSA (francuska KRRiT). Pierwszym zarzutem był fakt, że film wyemitowano, jako reklamę, czego zabrania francuskie prawo. Według francuskiego prawa reklama musi mieć charakter komercyjny, ekonomiczny lub promować interes publiczny. Jeżeli taka emisja jednak nie promuje interesu publicznego w sensie ogółu obywateli, to nie powinna mieć miejsca jej emisja. I to było podstawą wyroku. Według tego przepisu, jeśli emisja w ramach kampanii społecznej może naruszać publiczny interes jakiejkolwiek grupy społecznej, to jej emisji zabrania prawo. Możemy dyskutować czy takie przepisy są w porządku i czy to moralnie poprawne, ale prawo jest prawem i jeśli chcemy dyskutować z tego typu decyzjami, to musimy wejść w polemikę z regulacjami normującymi takie decyzje. I tutaj powinna rozpocząć się dyskusja. Tymczasem wszędzie widzę krzyk oburzenia na ten konkretny wyrok.

Z jednej strony rozumiem oburzenie. Bo zakaz pokazywania filmu, który mówi o tym, że ludzie dotknięci ta chorobą to normalni członkowie społeczeństwa jest decyzją budzącą kontrowersję.

Z drugiej strony mamy osoby, które wiedząc o ryzyku narodzin dziecka z ta chorobą, zdecydowały się na aborcję i taki film może nie być najlepszym materiałem. Aborcja nie po wszystkich spływa jak po kaczkach i często jest podyktowana złożonymi przyczynami. Bo potrafię sobie wyobrazić rodzinę, która bardzo chciałaby mieć dziecko, ale wiedząc, że urodzi się chore, podejmuje ze względów finansowych decyzję o aborcji. I dla nich, ta przeszkoda (ekonomiczna) może być powodem ogromnej traumy. Zwłaszcza, jeśli mieli spore trudności z zapłodnieniem. Ich postulaty także rozumiem.

Tymczasem w polskich mediach maluje się jednostronny obrazek. Może media to na wyrost, bo przoduje Gość Niedzielny, zwłaszcza, jeśli chodzi o nierzetelność i stronniczość artykułu. Wymowny jest też artykuł, który „idzie za ciosem” – „Jeśli syndrom postaborcyjny nie istnieje, to skąd strach przed widokiem uśmiechniętych dzieci z zespołem Downa?”. Bo jeśli poruszając kwestie osobistych wyborów, decyzji, wchodzi się w kwestie eliminacji osób chorych ze społeczeństwa, eugeniki, to chyba komuś się troszkę pomyliło.

Przy całym oburzeniu i złości, jakie może budzić decyzja francuskiego sądu, to, że są środowiska, które wokół tego robią religijno-polityczny teatr, jest żenujące. Zwłaszcza, że mówią o emocjach, traumach. A sami używają ich, jako oręża.

Żeby była jasność – nie popieram decyzji francuskiego sądu. Jest błędna, ale wynika z nieprecyzyjnego i wadliwego prawa francuskiego, do którego muszą się stosować wszyscy Francuzi. Więc nie dajcie sobie wmówić, że to decyzja polityczna czy akcja środowisk pro choice. Bo nią nie jest. Mimo tego, że w Polsce jest już, jako taka malowana.


Wyobraźmy sobie sytuację, że prawo to jest zmienione i każdy może wykupić blok reklamowy i zaprezentować swój przekaz w ramach reklam. Czy nie mielibyśmy problemu z tym, że posiadająca pieniądze organizacja faszystowska zrobiłaby i wyemitowała film potępiający Żydów. Pewnie byśmy mieli i wołalibyśmy o wyrok, zakaz emisji i kary dla nadawców. Dlatego przepis, który broni szeroko ujętego interesu publicznego, nie może być ot tak uchylony, bo niesie za sobą zbyt duże ryzyka. 

Wchodzimy oczywiście w kwestie swobody wypowiedzi, ekspresji i wolności słowa, ale celowość takiego przepisu jest raczej jasna. A że każdy kij ma dwa końce, i z pozoru pozytywny i prospołeczny przekaz, może znaleźć się w takiej sytuacji jak rzeczony film…broni można użyć do obrony jak i do ataku, słowem można załagodzić konflikt i go rozpocząć. Świat musi pracować nad rozwiązaniami swoich problemów na różne sposoby i czasem narzędzia chroniące ludzi okazują się ich troszkę prać po tyłkach. Takie jest życie.