czwartek, 24 listopada 2016

Nadpapież Terlikowski uczy seksu

Idol środowisk ultrakatolickich, Tomasz Terlikowski, zabrał głos w sprawie ciąży i urodzenia dziecka przez 13-latkę z Chojnic. Według niego, za całą sytuację odpowiada "wytrwała propaganda medialna, wedle, której, każdy ma prawo do orgazmu, a seks nastolatków to ich święte prawo". 


Pozwolę sobie też wkleić dłuższy komentarz tego świętego obywatela Polskiej Wielkiej Katolickiej:

„- Jeśli uznaje się, że 15-latki mogą bez recepty kupować pigułki wczesnoporonne, to w istocie uznaje się, że mogą współżyć… A jedynym, co się im proponuje jest późniejsza aborcja. Ci, zatem, którzy teraz rwą włosy z głowy i ubolewają, że dziecko urodziło dziecko, powinni zadać sobie pytanie, czy nie jest to efekt ich działania… … efekt rzecz jasna niepełny, bo im zależałoby na tym, aby dziewczynka swoje dziecko zabiła. Na szczęście nie wszystko zależy jeszcze od proaborcyjnych propagandzistów i tym razem udało się uratować zarówno dziewczynkę przed działaniem, które mogło zniszczyć całe jej życie (a tym jest aborcja), jak i życie maleństwa, które nie jest winne skandalicznego zachowania 20-latka, ani błędów swojej mamy”

Widzicie problem, jaki ma Tomaszek? Bo ja widzę kilka. Oczywiście poza życiem w urojonym świecie, gdzie jak coś nie jest czarno-białe i katolickie, to zapewne jest spiskiem i atakiem na najświętsze wartości.

Po pierwsze – nikt nie wmusza w nastolatki „prawa do orgazmu”. Mówienie o propagandzie seksualności jest wyolbrzymieniem, które oczywiście pasuje do retoryki Terlikowskiego, ale jest nadużyciem. Liberalizacja kwestii seksualnych jest potrzebna i postępuje. TO są fakty i tego nie zmieni żaden świętoszek. Co robią takie „uduchowione” osoby, to nie pozwalają na to, żeby za medialną seksualizacją treści, szła właściwa i odpowiadająca temu trendowi edukacja seksualna. Bo jeśli w telewizji oglądamy sceny erotyczne, reportaże, filmy dokumentalne czy zwykły rozrywkowy shit, który epatuje seksem, to musimy na to odpowiadać uczeniem o tym seksie młodych. Nie uciekniemy od tego. Zabraniając jednak zgodnej z wiedza naukową nauki o seksie, wpychamy nastolatki w ślepą uliczkę uprzedmiotowienia seksu. Ale to nie może mieć miejsca w katolickiej Polsce. To się nie mieści w głowach tych geniuszy religijnej propagandy.

Po drugie – dostępność środków wczesnoporonnych nie ma nic wspólnego z tym, ze dziewczynka w wieku 12-13 lat uprawia seks i zachodzi w ciąże. Dzieje się tak, bo nie ma ona wiedzy na temat tego, jakie konsekwencje niesie za sobą seks. Kto miałby ją tego nauczyć? Ksiądz, wsadzając swoje lepkie palce za jej majtki? Czy zdewociała zakonnica ucząca w szkole „przystosowania do życia w rodzinie”, jak szumnie nazywa się polski program edukacji seksualnej, którym nie jest. Takie dziecko może swobodnie zostać zmanipulowane przez dwudziestolatka do seksu, bo ma nikłe albo żadne pojęcie o tych sprawach i łatwo można jej wmówić wszystko. I czuje, ze to miało miejsce w tej sytuacji. Niedouczona, nieświadoma konsekwencji małolatka, daje się podejść kłamstwami przez dorosłego faceta do uprawiania seksu…i się komuś omskło i problem gotowy. Nie wiem czy dokładnie to miało miejsce, ale nie sądzę, żeby świadoma konsekwencji 12 latka, podjęła decyzję o pójściu na całość. Aż taki naiwny nie jestem.

Po trzecie – Tomaszek pisze o tym, że aborcja zniszczyłaby jej życie. A może trzeba spojrzeć na to z innej strony? Może to, że urodziła w równym stopniu zniszczy jej życie? Zabierze jej dzieciństwo, zabierze jej młodość. Obarczy wiele osób wokół niej odpowiedzialnością za dziecko, którego z przyczyn oczywistych nie będzie w stanie sama wychować i utrzymać? Ja się zastanawiam, kiedy przeciwnicy aborcji, w takich sytuacjach zaczną od razu otwierać konta takim małoletnim matkom i wpłacać pieniądze na ich wsparcie. Bo biją polityczny i medialny kapitał na tym, że ktoś nie „zabił dziecka”, ale dalej dupa nie widzi. Nie widzi, że taka osoba nie będzie w stanie zapewnić samodzielnie bytu takiemu dziecku. Dlaczego Terlikowski nie skwitował swojej wypowiedzi deklaracją (chociaż) wsparcia finansowego młodej matki? Bo to wykracza poza kompetencje, które sam sobie nadał. On jest zatroskany o dzieci, które się nie urodziły jeszcze. Jak się urodzą, to kamień z serca i następna sprawa. Reszta go chuj obchodzi. Dokonasz aborcji – Terlikowski się cieszy, bo ma kolejny powód do spektaklu, ale udaje zatroskanego. Urodzisz dziecko powstałe w wyniku gwałtu czy innych, niecodziennych okoliczności – Terlikowski się cieszy, bo znowu scena się otwiera, ale dociąga tylko do pierwszego antraktu, bo jak za daleko się zapędzi, to ktoś go zapyta o kasę na to dziecko. I kręci się teatrzyk obwoźny.

Z resztą ta kwestia to główny zarzut, jaki zawsze stawiam przeciwnikom aborcji – zawsze pytam – dasz na to dziecko kasę, na jego wychowanie, kształcenie, wyprawkę, pieluchy i cały ten szajs, który jest niezbędny. I zawsze spotykam się z milczeniem albo stwierdzeniem, że nie o to chodzi. A chodzi właśnie o to. Bo jeśli żyjemy w klimacie społecznym, gdzie aborcja jest piętnowana i zakazywana (w większości przypadków), ale nikt nie myśli o tym, co się dzieje z dzieckiem po narodzinach, to gdzieś, komuś się coś pojebało. Według danych z czerwca 2015, wychowanie dziecka do 19 roku życia, kosztuje miedzy 176 a 190 tysięcy złotych. Jak masz fart i załapiesz się na 500+ to państwo da ci może połowę tej kwoty. Jak starczy kasy, której już brakuje. Gdzie reszta? Skąd wziąć pozostałą kwotę? I nawet, jeśli te wyliczenia z Centrum im. Adama Smitha są przeszacowane, to każdy rodzic wie, że 500 złotych na dziecko to mało. Lepsze to niż nic, ale nie pokrywa to wszystkich wydatków. A jeśli mówimy o dzieciach niepełnosprawnych – nawet nie zbliża się do tych kwot.


Mam, więc postulat – ktoś, kto otwarcie sprzeciwia się aborcji, powinien zostać obciążony podatkiem "pępkowym", na pokrycie kosztów wychowania i utrzymania dzieci „niechcianych”. Ja z radością zapłacę kilka złotych ze swojej pensji w postaci podatku „traumatycznego” na opiekę psychologiczną w przypadku traumy powstałej w wyniku aborcji. Opracujemy metody walidacji tych przypadków (badania psychiatryczne, wywiady itd.) i będziemy wiedzieli ile matek ma traumę, a ile dzieci, urodziło się wbrew woli rodziców. I niech Ci wymuszający rodzenie dzieci na nie łożą ze swoich pieniędzy. Ja mogę opłacać opiekę psychologiczną kobiet traumatycznie dotkniętych po aborcji, jeśli rzeczywiście taki przypadek zostanie zdiagnozowany i potwierdzony. Zobaczymy wtedy jak bardzo będą cisnęli na zakaz aborcji wszyscy krzykacze, co piętnują kobiety, każą im rodzić niechciane dzieci, ale nie myślą nawet o tym, żeby takim kobietom pomóc po narodzinach. Z Terlikowskim na czele.