poniedziałek, 28 listopada 2016

Rozmodleni rodzice pierwszego Syna

Powiem szczerze. Jak przeczytałem wypowiedzi rodziców naszego (p)osadzonego Prezydenta Andrzeja Dudy, to zacząłem się zastanawiać, kto powala im nosić nadal tytuły naukowe. Przecież ich bełkot, to antynaukowe, antyrozsądkowe i antyfaktyczne brednie. Urojenia i religijny rynsztok. I to z kategorii tych najbardziej śmierdzących, bo bezkrytycznych.


Mamy, więc pana Jana Tadeusza Dudę, informatyka, elektrotechnika. I panią Janinę Milewską-Dudę, chemiczkę. Oboje są profesorami na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Tylko nie wiem, dlaczego. I możemy się spierać, że wiara w Boga nie musi kolidować z wiedzą naukową i praca akademicka. Ja jednak uważam, ze koliduje i to bardzo! Ktoś, kto twierdzi, że zjednoczenie społeczeństwa po zaborach to był cud i że dlateg

o trzeba postawić zniszczony pomnik zmarłemu ponad 2000 lat temu Żydowi, nie powinien brać się za edukację pokoleń w jakiejkolwiek dziedzinie naukowej.

Ale zobaczmy, co takiego rodzice naszego Andrzejka bredzą.

(…)Akt oddania się Chrystusowi Królowi powinien być w Polsce przyjęty. Przecież były Śluby Jasnogórskie, oddaliśmy się w opiekę Maryi. Dlaczego więc mamy nie uznać Chrystusa za Króla?”

Przede wszystkim, dlatego, że Konstytucja mówi – art. 25.2 – „Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.”. Poza tym nie mamy w Polsce monarchii, wiec to po prostu kretyńskie. I owszem, może sobie pan „profesor” pieprzyć jakieś tam bzdury o religii. Ale popierać rządowe akty, mające na celu postawienie religijnej postaci w pozycji zwierzchnika państwa polskiego? To nawet nie jest debilizm, to jest choroba psychiczna.

To jest otwarta wojna z naszą religią, prowadzona przez religię, którą można nazwać antyreligią. Jeśli oni domagają się od nas, żebyśmy nie eksponowali swojej wiary, to, dlaczego eksponują swoją? Dla mnie to jest chory objaw. (...) Musimy zatrzymać ten trend rugowania Chrystusa z przestrzeni publicznej. To jest nasz obowiązek, jako Narodu.”

Tak, to są słowa profesora, informatyka, który powinien znać zasady logiki, przecież jest informatykiem! Ale, po co czerpać wiedzę z pola naukowego do postrzegania rzeczywistości, skoro można wypluć z siebie takiego potworka i udawać, że ma się rację. Po pierwsze drogi panie Janie kochany, o czym pan mówi? Bo widzę „antyreligię”, co sygnalizuje przeciwieństwo religii (brak obrzędów, zgromadzeń, kościołów, hierarchii, dogmatów itd.), a następnie czytam o eksponowaniu tej „religii”. Jak można eksponować coś, czego się nie ma i nadal nazywać to religią. Bo tego nie kumam. Bo widzę tutaj typową, kretyńską, fałszywą dychotomię, która zakłada „nas”, tych dobrych i prawych, i „ich”, tych zepsutych i niedobrych. Ktoś, kto od 39 lat ma tytuł doktorski, a od 24 habilitację, powinien chyba wiedzieć lepiej, ze świat nie jest czarno-biały. NO chyba, ze ogląda go spod sutanny, wtedy to zrozumiałe.

I druga kwestia – „trend rugowania Chrystusa z przestrzeni publicznej”. To, ze Chrystus, jako postać religijna pojawia się w przestrzeni publicznej, jest zależny od tego czy osoby w niej przebywające sobie tego życzą czy nie. Nie ma jeszcze systemowego niszczenia wizerunków i palenia krzyży, obrazów czy kościołów (a szkoda J). Po raz kolejny widzimy inny trend. Dominujący w Polsce katolicy, chrześcijanie, którzy mają ogromny wpływ na politykę, stawiają się w postaci ofiar prześladowań. To znamienne dla systemów, które wiedzą, ze w starciu z rzeczywistością, z faktami, nie mają szans i czują jak im się dupy palą, bo społeczeństwo zaczyna przeglądać na oczy. Czemu nie słychać od tych świętojebliwych oszołomów zdań w stylu – „młodzież z powodu nieograniczonego dostępu do wiedzy, nie chce wierzyć w nasze bajki”, albo – „te fantazje były dobre kilkaset lat temu, dziś wiemy zbyt dużo żeby kupować te opowieści i dlatego nie potrafimy utrzymać pozycji kościoła w tym samym miejscu.”. Ciągle słyszymy o atakach „na górze”. Ktoś, nieokreślona siła polityczna, kulturowa atakuje kościół i niszczy go. I nie nazywa się tego agresora, bo od razu wyszłoby, że jest to bujda. Kościół rozpada się od dołu, od ludzi, którzy maja dość kłamstw, okradania z podatków, pedofilii i oszustw ze strony kościoła katolickiego. Nie ma żadnych tajemnych sił rugujących religie z przestrzeni publicznej. To wspominany przez „profesora” Naród, ma dość wpierdalania się klechów w każdy zakamarek życia obywateli, tylko, dlatego, ze politycy liżą opasłe tyłki w nadziei na kampanię z ambon.

I wezmę jeszcze jeden cytat z tej dwójki geniuszy polskiej nauki. A właściwie z niego, bo przecież kobiety zgodnie z pismem świętym niech lepiej się nie odzywają.

Jeśli ktoś mi tłumaczy, że nie ma różnicy między kobietą a mężczyzną poza różnicami kulturowymi, to jest ewidentne wciskanie ciemnoty. Oczywiście cel jest jasny: depopulacja Europejczyków(…). Pan Lukas (ideolog nowej lewicy) wymyślił, że wystarczy obrzydzić kobiecie mężczyznę, a mężczyźnie kobietę i jeszcze cały czas mówić, jakie to są problemy z dziećmi, że rodzina to przemoc, patologia. Bzdury, kompletne bzdury. To są ewidentnie przemyślane sposoby niszczenia rodziny i depopulacji. I o to właśnie im chodzi. (…)to lewackie i libertyńskie wstecznictwo niesie tylko rozkład, szczególnie moralny. (…) Jestem radnym w sejmiku, mówię cały czas: Ludzie, czy będą ścieżki rowerowe, czy nie będą, to jest kompletnie nieważne, chodzi o to, żeby ratować rodziny
Chcę otrzymać odpowiedź, z jakimi kretynami Janeczek rozmawiał, że usłyszał, ze nie ma różnic pozakulturowych miedzy płciami. Bo dla mnie to kolejny błąd logiczny, który po angielsku nazywa się „straw man”, a po polsku - sofizmat rozszerzenia. I ten brylant w koronie polskiej nauki wciska nam ciemne, mówiąc o tym, ze ktoś jemu wciska ciemnotę. Wstyd profesorku! A już to, że rzekomo politycy i teoretycy dążą w jakimś nieokreślonym i sobie tylko znanym celu do depopulacji Europy, jest po prostu śmieszne. Komu depopulacja miałaby służyć? Czemu miałaby służyć? Nie ma ludzi – nie ma, kim rządzić, nie ma, komu płacić podatków, bronić tych polityków i terytorium, na którym chcą rządzić. Co to za brednie, aż się ciśnie na usta. Europa jest w kryzysie demograficznym. Społeczeństwa się starzeją i powoduje to wiele problemów – upadek systemów emerytalnych opartych na umowach miedzy pokoleniowych, brak siły roboczej do podtrzymania stabilnej sytuacji gospodarczej i wielu innych kłopotów. I według pana Jerzego – celem obecnej polityki „lewaków i libertynów” jest dalsza depopulacja. Brawo!

I ten tekst, że rodzina jest ważniejsza od ścieżek rowerowych, bo jest zagrożona. Przez kogo? Kto chce niszczyć rodziny? Niech pan mi powie – gdzie są atakowane rodziny? Ktoś wchodzi do domów i nakazuje ojcom odchodzić od matek z dziećmi; ktoś chodzi i nas siłę homoseksualizuje młodych ludzi; ktoś Polakom każe czekać z założeniem rodziny do osiągnięcia stabilizacji zawodowej. Tylko znowu – kto? Gdzie jest ta siła, która to robi. Bo opór jej stawić może tylko Twój Jezusik z kościółkiem, to wiemy. ALE KOMU!? Jesteś radnym do kurwy nędzy, nie widzisz, dlaczego tak się dzieje? Jak nie widzisz, to naprawdę…tytuły naukowe są w Polsce chuja warte, skoro takie pustaki je noszą.

Wstań jutro z żoną o 5:00 rano i się pomódl (tak powiedziała Janina), bo gdybym mógł, za taki bełkot, wróciłbyś do podstawówki na powtórkę edukacji. I gwarantuję – w obecnej rzeczywistości, nawet być do gimnazjum nie zdał.