środa, 28 grudnia 2016

„Ateizm” Wkurwiony

Tak sobie siedzę i się zastanawiam. I ogarnia mnie coraz większa złość. Spokój może mnie uratować, ale muszę to z siebie wyrzucić. Przede wszystkim, dlatego, że jest mi coraz bardziej wstyd mówić o swojej pozycji wobec wiary w Boga. Dlatego też przestaje o tym mówić w ogóle i z ateisty zamieniam się w osobę, która nie gada na tematy nieistotne. Nie jest to fajna droga, ale nieunikniona, jeśli nadal pewne grupy ludzi, będą psuć pojęcie i dolepiać do niego kolejny syf. Bo nie widzę w sieci czy na co dzień, prób robienia z grup niegrających w tenisa szkół ideologicznych, czy też społeczności z osób nieprzepadającymi za Gwiezdnymi Wojnami. Bo po prostu nie robi się tego wobec koncepcji negatywnych! A ateizm jest postawą negatywną wobec propozycji wiary w Boga. Koniec, kurwa, kropka. I po raz tysięczny – ateista to nie jest antyklerykał, lewak, satanista czy cokolwiek innego chcielibyście sobie tam dorzucić. Ateista mówi – nie wierzę w Boga. I jeśli coś dodaje, to jest albo debilem, albo mówi o swoich postawach wobec innych rzeczy. Bo temat boga wyczerpał. Ale z tego, co widzę – przeważnie dodaje, bo jest kretynem. Nie potrafię inaczej nazwać kogoś, kto uważając się za osobę rozsądną, racjonalną i inteligentną, nie potrafi zrozumieć, że nie picie alkoholu nie oznacza, że nie używam narkotyków czy nie palę fajek. Żeby podać prosty przykład.

I co najgorsze w tym wszystkim, że wokół takich zlepków z dupy, budują się grupy fanbojów i groupies, którzy nie kumają, że maja pełną wolność w tym, co robią i w co wierzą. Kupują ciągniętego za brakiem wiary w Boga, gluta. Gluta tak naładowanego wszelkim gównem koncepcyjnym i ideologicznym, że aż nos boli. Bo powiedzmy sobie otwarcie:


  • Ateista może wierzyć w duchy. Nie będzie racjonalny, ale jeśli nie wierzy w Boga – nadal będzie ateistą.
  • Ateista może być antyszczepionkowcem. Będzie biedą intelektualną bez żadnej wiedzy o procesie naukowym. Ale jeśli nie wierzy w Boga – będzie ateistą.
  • Ateista może wierzyć w teorie spiskowe – reptilian, illuminatów, Smoleńsk i milion innych. Będzie łatwowierna osobą z zaburzonym pojmowaniem związków przyczynowo-skutkowych, ale jeśli nie wierzy w Boga – jest ateistą.
  • Ateista może leczyć się homeopatią, wierzyć w chiromancję czy horoskopy. Będzie kretynem i powinien dostać z liścia. Ale jeśli nie wierzy w Boga – jest ateistą.



Dlatego jak widzę czy słyszę zdania – „ateista nie powinien…”, „ateista to, tamto”, to mnie ściska i mam ochotę wziąć jakiś kij i porządnie przetrzepać tępe łby. Przez takich ludzi i takie teksty, mówienie otwarcie o byciu ateista stało się kichą. Bo zawsze trzeba do tego dopowiadać sprostowania, doprecyzowania. Tak zjebaliście te pojęcie. Przypomina mi to, co się stało w ostatnich latach w USA ze środowiskiem. Rosło w siłę, na konwencje i zjazdy przyjeżdżało coraz więcej ludzi, rosło zainteresowanie debatami i sama społecznością, która powoli zaczęła się tam samoistnie formować. Pojawili się liderzy, mówcy. Wszystko wyglądało bardzo dobrze. I nagle pojawiła się grupka, która stwierdziła, z ę sam ateizm to mało, żeby wycisnąć coś więcej z ludzi. I wymyślili ateizm+. Stwierdzili, że ateista musi być feministą/feministką, musi być zaangażowany politycznie w konkretnym kierunku. I wbrew temu, co im się wydawało – ludzie zaczęli uciekać od całego ruchu. I dziś są podzieleni bardziej niż kiedykolwiek od momentu, gdy zaczęto publicznie o ateizmie mówić. Wszystko się jebło, bo jakieś debile (wiadomo, kto to był, ale nie ma potrzeby przywoływać w Polsce tych nazwisk), chcieli powiedzieć innym – kim jest ateista i w co ma wierzyć, poza tym, ze nie wierzy w Boga. I tak jak nasi rządzący, biznesmeni i wielu innych – zamiast patrzeć na zachód, na cywilizacyjnie bardziej rozwinięte społeczeństwa i ich dynamikę, i czerpać wiedzę z ich doświadczeń, od lat próbujemy popełnić te same błędy żeby dojść do takich samych wniosków. Taka Polska cecha – musimy coś sami spierdolić, żeby wyciągnąć wnioski. Inni są gorsi i na bank, jeśli próbowali tego samego i im się nie udało, to po prostu źle to robili.

Nie dziwcie się, zatem, że uciekam od pojęcia a nie mogę uciec od tematu.  Bo głupota nie zna granic, jak mawiał Einstein. Jeśli miałbym wierzyć w coś ponadnaturalnego, to będzie właśnie to – nieskończoność ludzkiej głupoty. Bo ludzka głupota jest gorsza niż czarna dziura – jest groźniejsza, bo wciąga nie tylko tych najbliżej, ale dzięki technologii zatacza kręgi coraz szersze. I jest w tym przewrotność, że coś, co powstaje i rozwija się dzięki nauce, wspólnemu wysiłkowi milionów mózgów, służy do propagowania myśli idei i pomysłów, które stoją w całkowitej sprzeczności z jakimkolwiek rozsądkiem, logiką czy wiedzą, jaką kumulujemy od pokoleń. I niestety dotyczy to też ateistów. Nie tych, którzy maja poglądy i się nimi dzielą, chcą dyskutować i pomagać innym. Chodzi mi o tych, co to mają wiedzę o tym, kim jest ateista i jak ktoś nie spełnia ich kryteriów, to nie jest „prawdziwy”, „słuszny” i niszczą ludzi przy pomocy metod, które sami krytykują i wyśmiewają. I powstają kolejne grupy, fora dyskusyjne, gdzie tylko Ci prawidłowo pojmujący rzeczywistość są akceptowani. Reszta to trolle, giboateuchy i pełni konformizmu neofici albo oszuści szukający uwagi. Jedyne słuszne opcje wiedzą lepiej i mają rację w krytyce innych jedynie słusznych opcji. Zasrani hipokryci i koncepcyjni naziści. Srał Was pies.

I mam tylko jedna prośbę. Jak mówicie o ateizmie, to odcinajcie go od innych waszych poglądów, albo nawet nie zaczynajcie dyskusji. I nigdy nie przywołujcie „społeczności ateistycznej” czy ateistów. Nie mówicie i nie będziecie mówić w imieniu jakiejkolwiek grupy niewierzących w Boga ( w tym najszerszym ujęciu definicyjnym), bo jeśli jedna osoba mająca taki pogląd na wiarę powie, ze się nie zgadza z Wasza opinią – to oznacza, że uzurpujecie sobie prawo do wypowiedzi w imieniu kogoś, kto ma Wasza prywatną opinię w dupie. I nawet, jeśli mówicie w imieniu stowarzyszenia, fundacji czy partii – to mówicie w imieniu tych instytucji. Nie w imieniu ateistów. Wbijcie to sobie do tych obsranych ideologiami łbów. Chociaż nie wierzę, żeby ktokolwiek na tym etapie zrezygnował z tego pojęcia, niezależnie od jego zbędnego ładunku. Więc nie płaczcie, jeśli ktoś podniesie głowę i powie – kłamiecie – ja jestem ateistą i nie zgadzam się z Wami w 100%, jesteście debilami. Taka jest cena jak uzurpujecie bycie głosem kogoś, kogo nawet nie znacie i co ważniejsze – nie szanujecie. Bo nie wierzę, że taki rzecznik czy członek jakiejś instytucji nie ma w głowie – powiem coś w imieniu ateistów, ale są tam pewnie niewierzący, którzy się nie zgadzają z tym, co mówię…a srał ich pies. Odpowiedzcie sobie sami na pytanie – czy jak ktoś nie szanuje waszego prawa do indywidualizmu i wkłada Wam na siłę czapkę koncepcyjną – czy zasługuje na coś więcej niż tylko pogarda? Nie podpowiem Wam jak powinna brzmieć odpowiedź. To Wasza decyzja i wasze zdanie. Tylko nie mówicie do mnie, że jestem ateistą, bo sobie rzygnę… J