sobota, 31 grudnia 2016

Nie strzelać do zwierząt


Jak co roku, w okolicy Sylwestra pojawiaj się apele o zaprzestanie strzelania z petard i fajerwerków. Bo się zwierzęta boją. I te apele trafiają w pustkę. I uwierzcie mi – to uzasadnione.

Osoby, które wydają kilkaset złotych na owinięty w papierki i karton proch, maja w dupie zwierzęta, bo przecież wydali kasę i chcą mieć radochę.  Nie wybijemy z głów podniecenia błyskiem i hukiem, apelami „bo Burek się boi”. Oni mają to w dupie. Liczy się zamiana najbliższej okolicy w protezę strefy wojny. W dużym obrazie, wszystkie miasta się w takie strefy zamieniają.  A przykład idzie z góry, bo gminy i samorządy same wydają resztki budżetu na dany rok, kupując małe arsenały, wyrzygiwane w eter o północy. I nie słychać, żeby ktoś protestował. Apele są raczej kierowane do Kowalskiego, żeby nie strzelał w konkretny dzień. Nikt nie atakuje radnych, nikt nie atakuje WOŚP, że strzela w finał orkiestry. Tutaj widzę pewne dwumyślenie, ale co ja tam wiem.

Chcecie wywrzeć wpływ na neardertali walących petardami w Sylwka? Uderzcie tam gdzie boli. Nie w krzywdę zwierząt. W kieszeń. Bo dla mnie osobiście, wydawanie kasy na petardy jest kretynizmem. Napiszcie – Debilu, za te parę stów, które wydałeś na chujowe petardy i fajerwerki, mógłbyś kupić we chuj wódki i do tego kilka gramów dopalaczy. Najeb się, naćpaj. Za imprezuj. Odpuść strzelanie, bo to radocha na sekundę, a prochy trzymają kilka godzin. Nie zachęcam do ćpania, co to, to nie. Ale jak chcecie mieć na nich haka, zminimalizować napierdalanie? Naciśnijcie w portfel, bo empatia nie działa na tych prostaków.

I jak widzę takich jełopów, nawalających pod nogi petardy, strzelających w dupu rakietami, a potem, już następnego dnia, stoją pod sklepem, bo brakuje im na piwo, to mam ochotę podejść i liścia wypłacić. Mocno. Żeby może, chociaż trochę odmulić zajebany łeb.

Więc przestańcie apelować o zdrowie zwierząt. Ci, co myślą racjonalnie i tak nie strzelają, bo szkoda im kasy na tą sekundową radochę. Ci, którzy mają dzieci, pewnie wydadzą kilkadziesiąt złotych, żeby wyjść na kwadrans o północy z pociechami i wrócić do domu, ułożyć je spać. Zorganizowane imprezy w klubach czy knajpach – to tez kwestia minut. I jest to robione w kontrolowanych warunkach, z zachowaniem przepisów, bo kary są ogromne. Problemem jest ten motłoch strzelający bez opamiętania. I niekiedy nie koniecznie w niebo.

Dlatego ja się śmieję i kpię z apeli o dobro zwierząt. Ci aktywiści powinni pojechać do krajów objętych konfliktem wojennym. Tam niech spróbują powiedzieć – nie róbcie huku i błysków, bo zwierzątka cierpią i się boją. Na pewno wiele zdziałają. Ale łudzą się, że te same instynkty zostaną tutaj ugaszone takimi pojękiwaniami. Nic tylko się śmiać.


Wiec jak widzicie prostaków z siatami petard, to nie ma skamlania o zwierzątka. Puknijcie debila w głowę i powiedzcie mu ile za te kasę mógłby kupić jedzenia, alkoholu czy czegokolwiek innego. To zadziała. Bo nikt nie podpala kilku stówek, bo chce zobaczyć ogień.