środa, 7 grudnia 2016

Odyseja za kasą – dezubekizacja

Nasi ciągle szukający kasy na swoje rosnące wydatki rządziciele z PiS, biorą się za PRL. Nie widzą, że postępując w ten sposób coraz bardziej się do niego upodabniają, ale to inna inszość. Mowa o tak zwanej „ustawie dezubekizacyjnej”, która zakłada zniesienie przywilejów emerytalnych funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa pełniących służbę w latach 1944-1990. Jako, że wścibska ze mnie bestia i lubię pogrzebać, znalazłem tekst ustawy wraz z uzasadnieniem.

Zacznijmy od końca, czyli od kasy, jaka dzięki tej ustawie „zostanie” w budżecie. Mówimy o kwocie 11 milionów złotych miesięcznie, czyli jak wyliczają geniusze od legislacji – prawie 1,3 miliarda w skali lat dziesięciu. Zadziwiające jest jednak coś, co mnie ruszyło. Wyliczenia zakładają stałe kwoty oszczędności, tak jakby zakładano, że liczba obdartych ze skóry emerytów się nie zmniejszał. Czyżby służba w milicji czy UB dawała nadzwyczajną żywotność, czy znowu mamy do czynienia z ekonomicznym i matematycznym bublem, który nie uwzględnia umieralności w tej grupie społecznej. Nie wiem. Wiem, że mi się to nie klei.

Ustawa ma objąć blisko 33 tysiące ludzi. W tym także członków rodzin byłych funkcjonariuszy, który odziedziczyli świadczenia po zmarłych oficerach i pracownikach służb bezpieczeństwa. Ja się zastanawiam, jak członkowie rodzin zawinili, że zmarły milicjant wybrał akurat taką drogę kariery? Czemu ich karać za to, że maż, żona czy inny spowinowacony, pracował w instytucji, która dziś jest na cenzurowanym. Ale może rzeczywiście współodpowiadają, jako rodzina za wszystko, co robił lub nie robił ktoś wykonując swoją pracę. Zwłaszcza, że zapewne spora część dowiedziała się o fakcie pracy w UB czy SB, dopiero po przejściu na emeryturę lub po śmierci. To nie jest ważne, ważne jest, że ukarzemy tych dziadków za to, że służyli krajowi.

I to jest kolejny punkt – Ci ludzie, lepiej lub gorzej, bardziej lub mniej moralnie (jak na obecne standardy i okoliczności) pełnili służbę w rzeczywistości prawnej i politycznej PRL-u. Zapewne w znakomitej większości nie złamali prawa, nie dopuszczali się okrucieństw i nie brali udziału w represjach czy tłumieniu protestów. Ale to także nie jest istotne. Liczy się jeden worek i to, że da się z niego wycisnąć trochę kasy. Z takim uporem walczono o wolność i demokrację, żeby teraz uskuteczniać odpowiedzialność zbiorową bez brania pod uwagę postaw indywidualnych. Za dużo pracy, czy za mało osób musieliby wtedy ukarać. Dziel i rządź. Chcą traktować ludzi tak jak sami byli traktowani.

Tylko jest jeszcze jeden haczyk – chcą rozliczyć ludzi wykonujący polityczne polecenia. Jednocześnie z uporem maniaka, nie pozwalając na dotknięcie „swoich” ludzi. Jeśli Pis (czy jakakolwiek inna partia) zabiera się za rozliczanie PRL-u, to powinna zacząć od własnych szeregów, a nie pozwalać, żeby były PRL-owski prokurator siedział w jednych ławach z obrońcami wolności.

Dołóżmy jeszcze jedno – za co te kary po 26 latach? Za które przestępstwa? Bo wszystkie się chyba przedawniły (poza zabójstwami). Czemu nikt nie zrobił tego w latach 90-tych? Niech specjaliści od ustawowej matematyki obliczą, ile wtedy PiS miałby kasy do rozdania, gdyby to działało od 20 lat…i od razu niech ukręci konopny sznurek. Bo na banknotach ciężko się powiesić.

Dla mnie ta ustawa to niepotrzebna obecnie zasłona dymna. Bo można by ją skonstruować tak, że przywileje zostałyby zabrane każdemu funkcjonariuszowi służb bezpieczeństwa z lat 1944-1990 jeżeli ponad wszelką wątpliwość udowodniono by mu udział w represjach, torturach, zabójstwach czy innych formach duszenia opozycji PZPR. Ilu z tych ludzi to zwykłe pismaki w biurach SB? Ilu z nich na terminy wydarzeń społecznych i protestów brało zwolnienia czy urlopy, żeby nie uczestniczyć w tłumieniach niepokojów niehumanitarnymi metodami. Tego nikt nie sprawdzi, bo worek zacząłby się pruć, a nie o to chodzi – im większy i cięższy worek – tym kasy więcej cieknie z powrotem do budżetu. Więc może niech PiS powie otwarcie – potrzebujemy kasy i jest ona tutaj. Zamiast pierdolić o rozwiązaniu kontrowersji czy sprawiedliwości społecznej.