piątek, 2 grudnia 2016

Wyskrobać Terlika

I jak tutaj się odpiąć od związanych z religią tematów, skoro to wylęgarnia największych kretynizmów, jakie świat słyszał, czytał i oglądał. Nie da się. Po prostu się nie da. Bo fanatycy i religijni idioci tworzą takie teksty, że się włos jeży na każdej wypełnionej mózgiem głowie. Zwłaszcza, gdy czytamy o takim poziomie hipokryzji i orwellowskiego dwumyślenia.

Otóż w artykule z 1 grudnia, nadredaktor Terlikowski atakuje francuski wymiar sprawiedliwości i tamtejszą legislaturę, o to, że planują wprowadzenie przepisów, które mają penalizować działania, które mogą „wywierać psychiczną lub moralną presję przeciw usunięciu ciąży”. I oczywiście w obliczu takiego sformułowania, święty Tomaszek idzie w czarną dziurę logicznego błędu – fałszywej dychotomii. Błąd ten polega, że zestawia się ze sobą dwie opcje jakiegoś zagadnienia i przedstawia, jako jedyne możliwe (więcej, o innych błędach logicznych poczytacie TU). W tym przypadku mamy sytuację, gdy głos przeciwko wpływaniu na decyzję o aborcji jest uznany, jako głos popierający jej stosowanie.

Podstawowym problemem takiego stawiania sytuacji jest to, że nadpapież nie bierze pod uwagę tego, że tak sformułowany przepis, ma na celu obiektywizację zjawiska i ochronę przed naciskami którejkolwiek ze stron debaty. Nie możemy namawiać nikogo do aborcji, nie możemy też jej zabraniać (zgodnie z francuskim prawem); nie możemy wywierać w żaden sposób presji, pozytywnej czy negatywnej na decyzję w tym zakresie, bo jest to osobista i suwerenna decyzja obywatela. To ma zapewnić ten przepis. Dramatyzowanie, zestawianie przepisu gwarantującego autonomię osoby decydującej się na usunięcie ciąży, z obrazkiem uśmiechniętych dzieci z upośledzeniami jest nadużyciem i chamskim manipulowaniem przekazem. Ale w tym akurat Terlikowski jest dość dobry.

To oczywiście nie pasuje do terlikowej wizji świata i musi być atakowane. I nachodzi mnie taka refleksja. Bo katolicy i przeróżnej maści konserwatyści mówią o budowaniu cywilizacji śmierci, o tym, ze pozwalając na aborcje czy eutanazję, budujemy kulturę oparta na prawie do decydowania o własnym i cudzym życiu. W moim odczuciu, danie prawa do decyzji o własnym życiu jest czymś odwrotnym do cywilizacji śmierci. To kult męczenników, kult zmarłych, jest kultem śmierci. To katolicy i inni wierzący stawiają śmierć na piedestale, jako wejście w nowe życie, w lepszy świat i w „chwałę Pana”. Przeniesienie ciężaru kultu śmierci z domeny kościelnej do prób zagwarantowania ludziom godnego życia, jest zabiegiem obrzydliwie zakłamanym.

A powiecie – no dobra, eutanazja jest próbą złagodzenia ostatnich chwil w sytuacjach wyjątkowych, krytycznych, bolesnych. A aborcja? Przecież zabijamy dzieci. Więc ja odpowiem tak – dopóki nie zdefiniujemy jednoznacznie, definitywnie i maksymalnie obiektywnie gdzie leżą granice pomiędzy zarodkiem, etapami rozwoju a człowiekiem „gotowym”, dopóty nie znajdziemy rozwiązania tego dylematu. Bo niezależnie od tego, w którą stronę pójdziemy – znajdujemy argumenty. Czasem ważne i rzeczowe, czasem kreteńskie i prowadzące do absurdalnych wniosków. Tylko, że…my znamy dokładnie i w detalach cykle rozwoju człowieka. Wiemy, kiedy zarodek staje się człowiekiem. I nie nazywamy gąsienicy, motylem, a kijanki żabą. Tylko jakoś nam ciężko przenieść powszechnie akceptowane definiowanie cykli rozwojowych na człowieka. Bo przecież religianci nie mogą pozwolić, żeby facio spadł z pomnika, na którym napisano, że jest koroną stworzenia. Nie mieści się im w głowach, że człowiek jest częścią natury, jej elementem, nie jej zwierzchnikiem. I tutaj jest problem. Uczepienie się zasranego i błędnego dualizmu kartezjańskiego, który mówi, że te mityczne dusze stawiają nas wyżej niż inne organizmy na ziemi. Nie zapominajmy, że Terlikowski jest nad nami wszystkimi, wie najlepiej i ma monopol na prawdę. Te najprawdziwszą i najświętszą…cokolwiek to znaczy…

PS. Dziś odpokutuję wczorajszy brak wpisów i wieczorkiem znowu was uraczę swoimi mądrościami. A weekend kolejny odcinek serii na YT, więc będzie coś do konsumpcji 😃