czwartek, 12 stycznia 2017

Jełopy sterowane dupkami

Zastanawiam się jak jeszcze długo polski obywatel, będzie patrzył biernie na ten cyrk. Zasrany PiS robi, co chce. W proteście przeciwko temu, kretyni z opozycji siedzą na dupach w Sejmie i udają, że im to nie sprawia radości. Tymczasem barany z KOD, co i rusz wzywają ludzi do stania gdzieś na ulicach i marszów chuj wie, po co i za czym. Wolski zjebał szopkę noworoczną w TVP, ale miał konkurować z czymś takim?

Dal mnie sytuacja jest prosta. PiS Rządzi i dzieli. W dupie ma protesty, skamlanie opozycji czy ulicy. Robią swoje, idą do celu. Bo jeśli Naczelnik mówi – wszystko jest git, budżet mamy uchwalony, nie ma, o czym gadać z nikim, to sprawa jest jasna. Albo zostanie użyta siła albo po prostu będą obradować sami, gdzie zechcą. I Marszałek ma taką możliwość i skwapliwie na życzenie prezesa to wykorzysta.

Opozycja markuje, że coś robi. Bo do kurwy nędzy – jeśli jedynym narzędziem opozycji w demokratycznym kraju jest okupacja Sali plenarnej parlamentu, to chyba coś się komuś pojebało. Gdzie merytoryka, gdzie konstruktywna krytyka, gdzie rozmowy, negocjacje i działanie. Siedzą tymczasem na dupach, udają, że się sprzeciwiają. Dla mnie to mogą zacząć strajk głodowy lub przykuć się łańcuchami do laski marszałkowskiej. Nie zmieni to faktu, że tak się polityki nie robi…no chyba, że w Afryce.

W tle mamy dwa tłumy baranów. Narodowo-kibicowską tłuszczę i święcie demokratyczny KOD.
KOD to porażka. Od Kijowskiego po Komorowskiego. Ci ludzie nawet już nie wiedzą, po co wychodzą na ulicę. Ktoś, kilka miesięcy temu, powiedział im, ze będą bronić demokracji i tak łażą za tymi pajacami w te i na zad. I nikt nie wytyka, że poparcie dla okupacji sali plenarnej to działanie wspierające coś zupełnie odwrotnego niż standardy demokratyczne. Bo w demokracji liczy się dialog i kompromis. Demokracja jest kompromisem. Jest kompromisem mniejszości na rzecz większości lub odwrotnie. Zależy jak spojrzeć. Tymczasem nikt nie chce kompromisu. I jak mówisz – „bronię demokracji”, a jednocześnie klaszczesz jak jełopy tupią – „żadnych kompromisów, albo po naszemu albo w ogóle”, to jesteś zasranym hipokrytą.

Kibole-narodowcy to ekipa, która liczy na zadymę. Tylko i wyłącznie. Chcą lać kijami lewaków, Żydów, imigrantów, wszystkich, których jakiś reżyser pokaże palcem. Jak trzeba będzie to się będą tłuc między sobą. Chodzi o bitkę. A jak mają do tego polityczny mandat, milczące przyzwolenie Naczelnika, to dla nich lepiej.  Mówią o wartościach narodowych, a są zasranymi analfabetami, niedouczonymi dresiarzami z ogolonymi łbami i kijami w rękach.  Większość z nich nie miałaby obywatelstwa, gdyby jego warunkiem było ukończenie jakiejkolwiek szkoły. Jednak są potrzebni Rządowi. Bo kretynami się steruje najlepiej przy pomocy ostrych i radykalnych haseł i definicji. Czarno-biało, bij albo lub. Dziś tych, jutro kogoś innego. I trzeba trzymać ciągle napięcie, bo jak się te Sebastiany rozlezą i rozleniwia, to zaczną ćpieć i pić i chuj nie bojówki będą. Zadymy ich dyscyplinują na chwilę, więc musza być, co chwilę. Często wystarczy raz w miesiącu (miesiączka naczelnikowska), ale czasem trzeba wrzucić coś pomiędzy, żeby podtrzymać gotowość bojową.

W tym wszystkim jednak najgorszy jest niezaangażowany Polak-leniwiec. Nie ten idący za stadłem, tylko ten z pilotem, browarem i petem w zasuszonych ustach. Bo problemem tego kraju nie są ani koalicja, ani opozycja, ani kibole czy KODziarze. Problemem jest Wasza zasrana bierność. To, że w Waszych pojebanych głowach, ktoś zaszczepił informację, że „wasz głos nic nie zmieni”, „nie odzywaj się i nie angażuj, bo to i tak już poustawiane”. I siedzą te Janusze i Grażyny w domach i narzekają. Bo PiS, bo PO, bo zadymy, bo protesty, do ziemniaki nie obrodziły, bo zimno. To ich zaangażowanie – narzekają zawodowo. Na wszystko i o wszystko. Ale dupy raz na cztery lat nie ruszą. Po co, skoro nie robią tego, na co dzień. Bo mają ważniejsze sprawy – zarabianie kasy, wychowanie dzieci, spanie, jedzenie, sranie. I konsumpcja. Nie produkcja, nie wkład, tylko zarabianie, żeby wydawać. Branie, żeby oddać.

Więc powiem tak – za całą sytuację w kraju przestałem obarczać polityków, którzy są motłochem i zawsze nim byli. Obarczam za to tych właśnie, którzy wolą żeby za nich dokonano wyborów. Tylko, dlatego, że nie chce im się dup z domu ruszyć raz na kilka lat. To jest chore. Wybory powinny być obowiązkowe, albo wypierdalaj z tego kraju. Bo ryj rozpuścić to każdy potrafi, ale podjąć akcję, choćby minimalną, żeby poprawić to, na co narzekają – po co, ktoś inny to zrobi, bo przecież jest tylu, co myśli jak ja. I wszyscy tak myślą. I w dzień darmowej komunikacji, nie spodziewają się korków, bo wszyscy wsiądą w autobusy i tramwaje, więc jadę samochodem. I stoję w pizdu dwa razy dłużej…bo wszyscy myślą tak samo, ale nikt nic nie robi…i ci „myślący”, że ktoś to poprawi, są tymi chujami w korkach. Spodziewają się zrobienia roboty, gdy sami są odpowiedzialni za wkład w jej efekt.


Drogie Janusze i Grażyny – nieparlamentarnie – chuj wam w dupska.