wtorek, 3 stycznia 2017

Musilmy i cebulaki – krwawy sport

Nie wiem czy mamy do czynienia z apogeum, czy ze wstępem do wojny kulturowej. Faktem jest jedno – wszyscy przenoszą cała akcję w Ełku na niewłaściwy poziom i przez to cała zadyma.

Po pierwsze – mówimy o czynie, który był czynem nagannym. Był brakiem poszanowania dla własności, biznesu. Bo jeśli te ortalionowy Seba wszedłby do baru prowadzonego przez Polaków i odstałby kosę za kradzież, podejrzewam, że nie byłoby takiego szumu. Na tym powinna cała dyskusja się skończyć. Seba popełnił kradzież, pracownik baru przesadził w obronie mienia i Seba umarł. Sprawą zajmie się policja i prokuratura i osądzi sprawców zgodnie z polskim prawem. Niestety to nie kończy sprawy, bo…

Po drugie – mamy do czynienia z lokalem prowadzonym przez obcokrajowców. I tutaj jest pies pogrzebany. Jakby to był bar ukraiński, zapewne poszłoby o banderowców i zadyma byłaby podobna. Jeśli bar prowadziliby ludzie z jeszcze innego kraju – coś by się znalazło, żeby ze zwykłego przestępstwa nakręcić awanturkę. Padło na Semitów (tak głąby, Arabowie są semitami, więc jak ktoś nie lubi Arabów to jest antysemitą!). Nie słyszałem, żeby sprawca podczas dźgania nożem krzyczał „Allahu Akbar!”, więc przeniesienie tego na poziom religii czy kultury arabskiej jest nadużyciem.

I barany o nacjonalistycznych preferencjach weszły w tę retorykę. Z typowym dla siebie argumentem kija i kamienia. I te nastroje są podsycane, pielęgnowane i wykorzystywane. Zwłaszcza przez prawicę. Na razie konflikt ma miejsce w jednym mieście, ale nie zdziwię się, jak w ruch pójdą regionalne bojówki ONR i kretyńska zemsta obejmie cały kraj. A że ONR i jemu podobne organizacje mają ciche wsparcie Kaczora i jego świty, to może być z tego tragedia na skalę całego kraju. Bo dziś dla uchodźców czy islamistów jesteśmy wygodnym krajem tranzytowym. Do faktycznych celów – zachodu Europy. A przez taką politykę i brak jednoznacznej postawy potępiającej ze strony władz, może się to zmienić. Bo jeśli muzułmanie, jako społeczność, obecna w naszym kraju, poczują się zagrożeni, to nie uciekną. Tylko ściągną pomoc. Na zachodzie Europy są miliony muzułmanów z paszportami krajów europejskich, którzy mogą na samo ID przyjechać do nas i pomóc braciom i siostrom w wierze. I przestaną być zasadne porównania spokojnych obrazków świąt w Polsce do zdjęć ataków w Niemczech. Przez to, że nie potrafimy spojrzeć ponad to, kim jesteśmy. Skupić się na tym, co zrobiliśmy.


Tak jak nie chciałbym, żeby uczciwie pracujący i respektujący polskie prawo obywatele Algierii czy Tunezji byli malowani jedną kredką, tak też nie chciałbym, żeby ktoś zaczął malować Polaków. Bo obrazek nie będzie ładny. Do tej pory, raczej pasywnie agresywny na tle rasy i religii naród, zmienia się w agresywny tłum ksenofobów z kijami i kamieniami. I to zostaje wyzwolone przez przypadkowe zabójstwo, wypadek. Nie zamach na tle religijnym czy rasowym. I tutaj widzę problem. Największy. Że nie widzimy w drugiej osobie człowieka. Z krwi i kości. Widzimy jego poglądy, religię, ideologię. Zapominamy o całej reszcie. I w odpowiedzi na to, zamiast dyskutować, sięgamy po przemoc. Bo się nie zgadzamy ze sobą, bo wyglądamy inaczej, bo myślimy innymi kategoriami. Tutaj przejawia się polskie cebulactwo. Polskie Janusze i Grażyny. Kwintesencja polskości. Kombinatoryka, szowinizm i zaprzaństwo. I wieczne jęczenie jak to jest źle, bo wszystko powinno być dobrze. Tylko nic nie robimy, olewamy wybory, dajemy się prowadzić jak barany za flagami z nośnymi hasłami. Dziel i rządź. Podczas gdy zachód i świat wyrasta z tej zasady sprawowania władzy, my się w nią wkopujemy. Coraz bardziej. I ciągle potrzebny jest wróg. Wewnętrzny, zewnętrzny, jakikolwiek. Teraz padło na muzułmanów. I przy całej niechęci do ideologii i religii Islamu, musze powiedzieć jedno – odpierdolcie się od nich w tej sprawie. Koleś zajebał kolesia. Tyle. Koniec tematu. I jak ktoś to przenosi na inny poziom, to jest kretynem, idiotą i to on powoduje, że cebula to nasz narodowy symbol. Orzeł nie przystoi.