niedziela, 12 lutego 2017

Rozpaczliwe wołanie o Boga

Dziś rano gruchnął mnie w twarz artykuł – „Naukowiec twierdzi, że znalazł definitywny dowód na istnienie Boga…”.

Artykuł traktuje (zdawkowo, ale o tym później), o tym, że istnieją tachiony, które potrafią odlepić materie od wpływów zewnętrznych, fizycznych. Wszystkich. Dalsza teza głosi, zatem, że skoro są cząsteczki, które robią taką dziwną rzecz, oznacza to, że muszą to robić w jakimś celu i na to wskazuje naukowiec, który to wypowiedział.

Naukowcem tym jest Micho Kaku, jeden z najbardziej prominentnych i znanych fizyków teoretycznych. Jest jednym ze współtwórców teorii strun.

Co to wszystko oznacza? Dla teoretyków – wszystko. Dla apologetów – nic.

Po pierwsze - tachiony to cząsteczki TEORETYCZNE.

Po drugie - jeśli tachiony potrafią odkleić materię od jakiegokolwiek wpływu, to nie znaczy, że robi to jakiś kosmiczny tatuś, bo ma plana. Oznacza to tyle, że takie działanie pełni jakaś funkcję i jeszcze ją odkryjemy...albo nie, bo to fizyka teoretyczna i wiele hipotez równie szybko jak się pojawiały, (bo matematyka się zgadzała) upadało i upada.

Zatem dla mnie, tytuł jest wkurwiająco dezinformujący, a wnioski wysuwane w treści redaktorskiej są kretyńskie. Artykuł nie linkuje do niczego, nie podaje źródła. Dodatkowo artykuł jest obrazowany filmem Micho Kaku, w którym mówi on o tym, że jeśli Bóg jest matematykiem, to jego umysł to 11 wymiarowa funkcja strun.


Oczywiście religijni debile powiedzą, że Kaku wierzy w Boga, tylko go inaczej definiuje. Tylko, że to, co mówi Micho nie oznacza, ze Bóg istnieje, tylko, że jeśli mielibyśmy go zdefiniować, to byłby matematycznym wzorem, który znaleźliśmy w otaczającej nas rzeczywistości.


I takie tytuły, artykuły, pokazują ważna rzecz. Teiści rozpaczliwie wołają o dowód na istnienie Boga. Czy wiara już im nie wystarcza? Czy koncepcje teologiczne, filozoficzne czy apologetyka przestały wystarczać? Nie wiem. Wiem jedno – kłamią i oszukują, żeby potwierdzić swoje głupie tezy o Bogu przy pomocy nauki. Nauki, której nie rozumieją i której nie zrozumieją. Bo nie chcą jej zrozumieć. Chcą ją wykorzystać jak swoją książeczkę. I to upadnie, tylko musimy zadbać, żeby ludzie zamiast żyć nagłówkami, zaczęli czytać, szukać wiedzy, sprawdzać źródła i samodzielnie myśleć…a z tym jest coraz większy problem…