sobota, 21 września 2013

Kibice - ewolucja i polityka


Naszła mnie refleksja, bo byłem dziś na Żoliborzu i koło Dw. Gdańskiego było mnóstwo policji. Oczywiście miał miejsce mecz na Konwiktorskiej.
Na wstępie zaznaczę, że osobiście nie jestem kibicem, ani nie interesuję się w ogóle piłką nożną. W związku z tym, ktoś mógłby powiedzieć, że gówno wiem i żebym się nie odzywał...sram na nich. Niech się pieklą, bo to, co powiem jest bolesne, ale prawdziwe!

Dla mnie kibicowanie to jeden z ostatnich przejawów cofania ewolucyjnego. Zwłaszcza w wydaniu polskim, czy innych krajów, gdzie antagonizmy przeradzają się w przemoc.

Chciałbym zapytać wszystkich kibiców: Co Wam przeszkadza, że ktoś kibicuje innej drużynie niż Wy? Czy z tego powodu Wasze dzieci chorują, ktoś Wam nie wypłaca pensji albo macie paskudną wysypkę? Bo to byłyby ważne powody. Jeśli tak nie jest to chyba przyczyny są inne.

Dlaczego fakt kibicowania innej drużynie sportowej jest dla Was aż takim bólem dupy, że musicie napierdalać, szykanować i pluć na drugiego człowieka?

Ja tego nie rozumiem. Podobno jesteśmy cywilizowanymi ludźmi. Podobno wyszliśmy już dawno z jaskiń i pozbyliśmy się plemiennej mentalności. Kibice pokazują, że to nie prawda.
On jest z innej drużyny więc za samo to należy się wpierdol; on jest gorszy, bo jego drużyna nie jest drużyną, która my popieramy.
Przecież to zwykły faszyzm i to nawet bez żadnych politycznych, rasowych czy ideologicznych podstaw.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że ma to niewiele wspólnego ze sportem. No chyba, że ganianie się po mieście i mordobicia nazwiemy sportową rywalizacją.

Dlaczego nie wspieramy swoich drużyn, a po meczu nie idziemy razem na browara pogadać o meczu albo o dupie przysłowiowej Maryny. Politycy w tym zakresie są o klasę wyżej, bo publicznie mogą na siebie pluć i najeżdżać, a po posiedzeniu parlamentu razem wódkę piją i śmieją się z głupoty wyborców.

Dopóki kibice nie nauczą się, że poza stadionem wszyscy jesteśmy ludźmi zasługującymi na normalne traktowanie; że po wyjściu ze stadionu, wracamy do rzeczywistości i wszyscy jesteśmy po prostu Polakami i są ważniejsze rzeczy niż kolor szalika. Dopóki to się nie stanie, kibice będą w Polsce piętnowani jako bydło i wykorzystywani do gier politycznych. A politycy chętnie wpisują się w kibicowską retorykę i plują kibolom w twarz śmiejąc się, bo oni myślą, że to pluje im kibic drugiej drużyny albo że pada deszcz. 

Sorki, ale muszę to napisać. Polityk dziś wsadza głęboko kutasa w kibicowskie gardło i robi podjazdy do kibicowskiej dupy. Kibice myślą, że dzięki temu mają władzę, są silni. Gówno prawda. Tak szybko jak polityk doskoczył do wyruchania kibicowskiej braci, tak szybko się ich wyprze, jak tylko osiągnie swoje cele. Ponadto kibice nie są zagrożeniem dla polityki. Dlaczego? Bo NIGDY się nie zjednoczą poza podziałami drużyn. Dlatego są dobrym materiałem na dziwki dla polityków; dlatego politycy biorą ich jak chcą i płacą jedynie iluzoryczną kasą, jaka jest rzekoma siła.

Szczerze martwi mnie to, że tylu młodych ludzi poświęca czas, zasoby, a często zdrowie w imię sztucznych problemów i nieistniejących różnic. Nie atakuje personalnie żadnego kibica, a znam ich trochę i zapewne kilku z nich się strasznie wkurwi na ten tekst. Sorry, ale taka jest prawda. Dopóki dobro kraju, miasta czy wszystkich obywateli nie zacznie być ważniejsze niż kolorowe szmatki na Waszych szyjach, nikt na poważnie nie będzie Was słuchał, ani nie będzie się z Wami liczył, ani politycznie ani społecznie. 

Kibice mogliby być poważną siłą polityczną i społeczną. Naprawdę! Musieliby tylko dorosnąć do tego, żeby barwy szalików nie liczyły się poza stadionami.

Mam nadzieję, że tego doczekam...