Jestem wszechmocny...JUPIII!
Biblię wrzucę wieczorkiem, bo trafiłem na nieco ciekawszy temat :) Zapewne wielu z Was zna dogmat o wszechmocy Boga i osadzony na nim paradoks. Jeśli nie to szybko to przedstawię. Otóż definicyjnie, wszechmoc, omnipotencja, to atrybut, mówiący o tym, że obdarzony nim byt może wszystko. I za tym od razu jak glut z nosa ciągnie się paradoks zakamuflowany pod prostym pytaniem – Czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie może podnieść? Oczywiście to rozwala nam całą koncepcję wszechmocy. Co zatem robią apologeci? Redefiniują omnipotencję. Teraz, według nich, omnipotencja to możliwość zrobienia wszystkiego, co jest logicznie możliwe. Pominę kwestię, że nakładanie na wszechmoc ograniczenia jest zaprzeczeniem wszechmocy. Zamiast tego posłużę się przykładem z kamieniem i pokażę, że redefinicja nie likwiduje bzdurności tej cechy nieistniejącego Boga. Otóż, jeśli działanie z pytania do paradoksu - Czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie może podnieść? , rozbijemy na pojedyncze czynności, ...