Bajanie o seksie
Dziś trochę, o czym innym niż zwykle. Bo ciągle gdzieś tam w środku czuję poważny dyskomfort i potrzebę poruszania tego tematu. To jest tak, jak podczas choroby czujesz, że musisz splunąć, ale wiesz, że teraz nie możesz, to ogólnie nie jest eleganckie…ale musisz. I jak w końcu spluniesz, to czujesz taką wewnętrzną ulgę. Nie zawsze fizyczną, ale ulgę. Chodzi oczywiście o seks! Bo czemu by nie J Obserwuję pewną zmianę, ale wynika ona pewnie z tego, że widzę, realnie dość blisko, znajomych, przyjaciół, bliskich. Nie wykluczam, więc tego, że głośno mówiąc o moim podejściu do tematu, wpływam trochę na to, w jaki sposób, przynajmniej przy mnie, mówią o tym. Czy to rzeczywista zmiana w myśleniu – nie wiem…liczę, że tak, ale to tylko domysły. O co chodzi? O to, że ciągle traktujemy seks jak coś specjalnego, wyjątkowego. Coś, na co trzeba zapracować i coś, na co trzeba zasłużyć. Coś nienaturalnego, naddanego i wstydliwego. I zastrzegam. Piszę z męskiej perspektywy i spójrzcie na to z przymrużen...