Posty

Wyświetlam posty z etykietą refleksja

Zaburzona tożsamość

Obraz
Widzę dziesiątki, setki ludzi, którzy funkcjonują on-line. Nie piętnuję tego, rozumiem to. Tylko jest mały problem…no dobra, nie taki mały… Prywatność Z niej rezygnujemy. Świadomie lub nieświadomie. I wchodzimy w taki dziwny układ, że odsłaniamy się coraz bardziej, tylko dlatego, żeby utrzymać stan normalny. O co chodzi? Udostępniamy on-line mnóstwo prywatnych informacji. W normalnym świecie, za takie informacje ludzie płacą grube pieniądze. Tymczasem on-line, oddajemy to za darmo i ten, kto takie dane pozyska – bierze za to grube pieniądze. Co dostajemy w zamian? Przeważnie iluzję, często miejsce wyplucia z siebie wszystkiego, co nas gryzie i trapi, bardzo często – uzależnienie! Bo działa tutaj kilka typowych dla uzależnień mechanizmów…między innymi zasada utraconych kosztów. Inwestujemy prywatnością w medium i oczekujemy czegoś. Dostajemy to i nam się to podoba. Poprzeczka rośnie i żeby wejść na kolejny poziom, musimy inwestować dalej. W pewnym momencie zainwestowaliśmy tyle, że rodz...

Wulkan emocji

Obraz
Wkurzył Was ktoś ostatnio? Pewnie tak…i co zrobiliście? Komu daliście w pysk? Zachwycił Was widok w parku? Poza tym, że w duchu się uśmiechnęliście czy uroniliście łzę – jak to okazaliście? I nie mówię o pykaniu fotek smartfonem… Wszystkie uwarunkowania społeczne powodują, że z jednej strony nie uczymy się okazywać emocji, z drugiej boimy się to robić. I jest to poważny problem. Zamiast powiedzieć kumplowi, który codziennie nas irytuje, że jest kretynem, raz na miesiąc wdajemy się w bójkę bez powodu. Zamiast powiedzieć komuś, do kogo coś czujemy, że go lubimy, zbieramy się miesiącami na jedno wielkie miłosne wyznanie…i kończymy rozczarowani, zdołowani, odrzuceni. Bo emocje nie są czymś, co możemy i powinniśmy kumulować. Nie ważne czy mówimy o negatywnych, czy też pozytywnych emocjach. Sytuacja w przypadku złości, irytacji czy zwykłego wkurzenia jest prosta i oczywista…znaczy tak się wszystkim wydaje. Bo mała złość jest niegroźna i nie trzeba jej okazywać; tylko trochę się zirytowałem –...

Podaj dalej!

Obraz
Co dziś zrobiliście? Dla siebie? Dla innych? Wszędzie wokół ludzi, widoczne są, zwłaszcza przez osoby wrażliwe, takie małe chmurki, jak w komiksach, z powtarzającym się jak mantra tekstem „JA, Ja, ja, Mnie, Mi, moje”. I wiecie co? To jest trochę przykre i trochę smutne. Bo to, że robimy coś dla samych siebie, jest przykrywką, maską…przynajmniej tak to odbieram. Znaczy do jakiegoś czasu, bo żyłem w takim dymku przez dość długi czas. A teraz trochę bardziej pozytywnie! Bo nic nie robimy tylko dla siebie! A im więcej robimy rzeczy o tym pamiętając, tym żyje się nam lepiej, łatwiej, szczęśliwiej. Zapatrzeni we własne tyłki, kompleksy, wydumane potrzeby i problemy zbyt często zapominamy, że nie żyjemy w próżni. Prawie każdy z nas ma kogoś, komu nasze problemy sprawiają ból, komu nasz smutek przysparza łez…i z drugiej strony – na pewno jest ktoś, kto cieszy się naszym szczęściem, śmieje się na widok naszego uśmiechu. Tylko mamy jakoś tak dziwnie ułożone w baniach, że tego nie widzimy, dopóki...

STOP! …a nie można inaczej?

Obraz
Przyszedł czas na samokrytykę i rachunek wykonanych prac. Na wszystkich on przychodzi i chyba najlepiej, jak sami go zrobimy, niż inni nas ocenią, wycenią, zważą i sprzedadzą. I dlatego postanowiłem spojrzeć na swoje teksty i to, co robię krytycznym okiem. Wymaga to pewnego wysiłku…ale wnioski mam nietęgie… Negatyw Od prawie samego początku, w znakomitej większości swoich tekstów, jadę po negatywach. Powód jest prosty – postawa ateistyczna nie niesie za sobą żadnych konkretnych propozycji ideowych czy światopoglądowych. Dlatego też, nie za bardzo jest, jak wnosić pozytywną treść na samym ateizmie. I to jest pierwsze przewinienie, nie tylko moje. Ludzie, którzy nazywają siebie ateistami zbyt dużo czasu i energii poświęcają na krytykę tez przeciwnych. Jedziemy po religiach, religiantach, piętnujemy i szydzimy z tradycji religijnych, zabobonów i mitów. I to jest potrzebne…ale…co za dużo, to nie zdrowo. Na wszystkie chyba religie wylano już każdą możliwą ilość pomyj. Zasłużyły sobie na to ...

Mózg w słoiku, w słoiku, w słoiku...

Obraz
Dziś pojedziemy troszkę abstrakcyjnie, ale też refleksyjnie. I chciałbym, żebyście uruchomili trochę wyobraźnię. Wszyscy pamiętacie zapewne koncepcję z Matrixa. To pomysł znany z filozofii, jako eksperyment myślowy „ Mózg w naczyniu ”. Chodzi o to, że zamykamy sam mózg w pojemniku i doprowadzamy do niego aparaturę stymulującą odbieranie wszystkich bodźców. Kompletnie wszystkich. W ten sposób, mózg będzie przekonany o swojej powstającej osobowości, będzie żył w nieustannej stymulacji, nieświadomy swojego rzeczywistego położenia. Oczywiście od razu pojawiają się pytania o to, kto kieruje tą symulacją, jaki jest jej cel. Na potrzeby tego tekstu załóżmy, że ludzie sami to zrobili. W pewnym momencie weszliśmy taki etap rozwoju, że mogliśmy to zrobić. Zostawmy motywy, to nie istotne…może wysłaliśmy potężny statek w celu odnalezienie nowego domu, może nie mieliśmy innego wyjścia z powodu degradacji środowiska…to nieistotne. Stworzyliśmy pętlę przy pomocy technologii, która pozwala nam oddział...

Wybór zawsze należy do Ciebie!

Obraz
Dziś nieco refleksyjnie :) Tak to jest, że życie to sztuka wyboru. Wybieramy czy pójdziemy na spacer, czy spędzimy popołudnie chichrając się, z co poniektórych kretynów na FB. Wybieramy czy zjemy na obiad lekka zupę owocową, czy kebaba, co piecze podwójnie. To są takie małe codzienne wybory, które każdy z nas codziennie popełnia. Pozornie nie są one ważne i nie prowadza do konsekwencji mających wpływ na nasze życie. Pozornie. Bo skumulowane mogą prowadzić nas na pewne drogi, kierować nas na jakiś szlak i kształtować nasze życie. Bezszelestnie i dyskretnie…ale konsekwentnie. Są też wybory duże. Te, które świadomie podejmujemy i wiemy, że prowadzą one do zmian, jasnych i czytelnych konsekwencji w naszym życiu. Wybór studiów, pracy, partnera…to są wybory, które są duże, które mają realny i często bezpośredni wpływ na nasze życie. W przypadku wyborów pierwszego typu – raczej nie towarzyszy nam związany z drugim typem strach przed zmianą, wątpliwości i rozterki. To jest naturalne…inaczej by...

Ja i moje kolorki...

Obraz
Tak sobie człowiek siedzi i się zastanawia…o czym by tutaj napisać? O religii mógłbym, ale napisałem już tyle, że pewnie wyszłaby z tego pokaźna książka. To samo o ateizmie. O związkach, uczuciach, seksie…trochę pisałem…lubię o tym pisać, ale mam powody, by tego teraz nie robić. O polityce? No tak, prezydent podpisał konwencję, trwa walka o in vitro, a Kaczyński i Spółka Smoleńska, po raz kolejny uprawiają polityczną masturbację nad wypadkiem lotniczym…nie…wolę nie tykać… Może, zatem o ideologiach? Może kogoś wkurzę i będzie można pogadać albo się pośmiać…tylko jakoś nie mam ochoty wchodzić w zawiłe dyskusje z ideowcami czy umysłowo zblokowanymi kretynami. To może o kulturze. Trochę się dzieje. Pojawił się Daredevil na Netflixie i już go obejrzałem…Gra o Tron…wyciekły cztery odcinki i mógłbym kogoś wkurzyć wrzucając spojlery. Eeeeee… Nie! Napisze Wam o czymś innym. Temat już poruszałem, ale dla mnie jest ciągle żywy, bo jest częścią mnie…nierozerwalną i ciągle ewoluującą. Tylko jak do ...

Jedna sztuka, kilka sztuk...

Obraz
Sam nie uważam się za artystę. Po prostu nie lubię konotacji związanych z tą nazwą. I tyle. Jednak tworzę. Coś tam zawsze się tworzy. I jak zdamy sobie sprawę z tego, że coś tworzymy, to ciśnie się na usta i myśli pytanie pomocnicze – czy to, co tworzę to sztuka czy nie sztuka? I chyba warto na nie sobie odpowiedzieć, chociażby po to, żeby nie czuć urazy jak nas ktoś właduje w artyzm. Bo nie wiemy czy żartuje, wbija komplement czy kpi. Nie będę Wam robił wykładu z teorii sztuki, nie będę wrzucał jedynej właściwej wykładni czy próbował przekonać do swoich definicji artysty czy sztuki. Spróbuję pokazać Wam jak można odbierać te pojęcia. Po mojemu. Na mój ograniczony rozum J Sztuka - odbiór …albo dwie. Taki sucharek na początek. A na poważnie. Czym dla mnie jest sztuka? I jeśli miałbym odpowiedzieć szybko i spod dużego palucha, to jest jedna odpowiedź – wszystkim! Serio! Bo tak naprawdę, sztuką, jako odbiorcy, nazywamy coś, co nas skłania do refleksji, budzi w nas emocje i/lub daje pole d...

Śmierć złudzeń

Obraz
Wczoraj obejrzałem film The Unbelievers . W Polsce go raczej szybko nie zobaczymy, ale jak chcecie, to możecie go w sieci znaleźć (nie podam gdzie, żeby mnie ktoś o piractwo nie posądził). Film jest naprawdę warty uwagi, dość pokrzepiający i w moim odczuciu ważny. Pod koniec filmu padła jedna kwestia, która pchnęła mnie do przemyśleń odnośnie wiary. A właściwe tego czy ludzie deklarujący wiarę, tak naprawdę wierzą w to, co głoszą, czy tylko wierzą w wierzenie.  Ostrzegam, że tekst nie będzie głaskaniem nikogo po główce, czy klepaniem po ramieniu. Wprost przeciwnie. Jeśli wierzysz w życie pozagrobowe, albo daje Ci ono komfort, zamknij tę stronę i nie czytaj dalej… Konkretnie, chodzi właśnie o śmierć. Jeżeli wierzysz w życie pozagrobowe, niebo, raj, i cały ten cyrk, to, dlaczego tak bardzo rozpaczasz na pogrzebie? Nikt nie wpada w taką rozpacz, gdy żegna kogoś na lotnisku czy na dworcu! Wiesz, że się spotkacie! Wiec rozpacz rozstania nie jest silna, nie jest rozpaczą ostateczną. A je...

Głos Ateisty: Trolle

Obraz
Trochę się na tym blogu rozprawiałem z trollami, gdy pisałem Trollowisko .  Jak ktoś nie kojarzy to zachęcam… Jednak jak wszyscy wiemy, nie zawsze da się wyciągnąć trolla z jego naturalnego środowiska na swoje podwórko. Czasami sami wchodzą w nasze progi, czasem po prostu są. Jak sobie z nimi radzić? Ja mam trzy metody. Ignorowanie Metoda najskuteczniejsza, bezinwazyjna i chyba najtrudniejsza. Nie mówię tutaj o blokowaniu, banowaniu czy zabieraniu trollowi dostępu do treści. Bo to go tylko nakręci. Troll wyczuje, że trafił na czuły punkt i wróci…pod innym pseudonimem, z innego IP…ale wróci. Bo będzie wiedział, że znalazł podatną ofiarę. Musimy zrozumieć, że trolle to wampiry uwagi. Oni szukają okazji by znaleźć się w centrum zainteresowania. I jeśli pod jakąkolwiek postacią to dostarczycie – to rzucacie mu cukierka, karmicie go. A nie jest łatwo ignorować trolla, bo przeważnie strzela w miękkie podbrzusze. Sztampowo i byle, jak, ale czasem trafia. I wtedy właśnie trzeba zachować zi...