czwartek, 31 października 2013

Alko-Pustaki

Ten tekst chodzi mi po głowie już od jakiegoś czasu. Wiąże z nim kilka oczekiwań. Część osób się na mnie za te teksty wkurwi, część mnie skrytykuje - walcie się! Fajnie, że przeczytaliście, ale jak chcecie na mnie wjeżdżać to wypad...
Bardziej jestem zainteresowany drugą grupą, która objawi się gdzieś w okolicach końca tego tekstu.

Z przerażaniem patrzę na poziom otaczających mnie ludzi. Naprawdę. Nie chodzi o to, że śmierdzą, są chamscy i ogólnie nieprzyjemni. Chodzi o to, że mają tępą zawiechę. Olewam starych żuli czy słaniające się po przystankach ciemne persony niezidentyfikowanej płci.
Mówię o młodych ludziach. W moim wieku (Tak! Uważam, że jestem jeszcze młody) i młodszych.

Czy upadliśmy aż tak nisko, że jedynym lekarstwem na nudę i tak zwaną prozę życia jest alkohol ?! Czy, na co dzień rokujący na inteligencję ludzie, zawsze w obliczu wolnego weekendu, muszą snuć plany zawierające "najebanie się jak stodoła" jako centrum aktywności?

Naprawdę doszliśmy do takiego poziomu zidiocenia narodowego? Jeśli tak, to politycy i cała władza już wygrała i niebawem wszyscy będziecie jebanymi lemingami. Tylko nie będą Was napędzać kasą czy gadżetami. Będziecie napędzani wódą!

Mam znajomych, którzy są naprawdę fajnymi, inteligentnymi osobami. Mają jakieś pasje, jakieś zainteresowania. Coś lubią i pewnie chcieliby coś w życiu osiągnąć. Nie widzą jednak jednego. Za każdym razem kiedy sięgają po alkohol to wszystko idzie w pizdu, oddala się od nich. Nie będę zanudzał kwestiami zdrowotnymi, bo to możecie sobie przeczytać wszędzie, ani troską o Wasze portfele, bo mnie to nie boli. Chodzi o inny poziom marnotrawstwa.

Eksperci od edukacji mówią, że żeby opanować coś do perfekcji, być w czymś naprawdę biegłym, należy temu poświęcić 10 tysięcy godzin nauki.

Teraz spójrz na kalkulacje:
Zakładamy, że w każdy piątek wieczorem się najebałem. Piłem do soboty rano, później odsypiałem do wieczora, poprawiam po wstaniu i kończę tak mniej więcej w niedzielę przed południem. Do poniedziałku rano leczę kaca. Ile godzin zmarnowałem? Przynajmniej 50! Ale to ja...przeważnie pijecie mniej ;)
Zaczynamy o 20:00 w piątek, pijemy do świtu i odchorowujemy do niedzieli rano. To, zakładając 16 godzin snu, prawie 20 godzin co tydzień psu w dupę. Gdybyśmy ten czas poświęcili na swoją pasję, to w 10 lat jesteście mistrzami w tym co kochacie! Jak dołożymy do tego codzienne ćwiczenia, to skracamy ten czas o połowę! Czy nie fajnie byłoby w pięć lat stać się autorytetem w tym, co uwielbiamy!
Pomijam oczywiście kwestię, że jeśli jesteś zdrowy i masz kasę (które wyciąga z Ciebie alkohol), to możesz poświęcić więcej czasu na pasję.

Wiem o czym piszę, bo od 18 miesięcy nie ruszyłem alkoholu, a wcześniej wydawało mi się, że żyje tylko od piątku do niedzieli rano...reszta to była chujnia, szarość i nijakość. W piątek jak się najebałem, to odżywałem, byłem kimś i mogłem wszystko. Oczywiście według mnie. Często było tak, że ktoś albo mój organizm uważał inaczej i nie kończyło się to przyjemnie. Jak już wspomniałem, nie piję półtorej roku i powiem jedno - teraz dopiero żyję. Żyję codziennie, uczę się dostrzegać szansę i fascynujące rzeczy w moim otoczeniu i czerpać ze wszystkiego. Codziennie się uczę i przez te 18 miesięcy nauczyłem się więcej niż przez poprzednie lata. Zwłaszcza o sobie samym.

Zatem mi nasuwają się wnioski:

I. Jak pijesz alkohol to jesteś, po prostu, debilem! Nie ma żadnych obiektywnych i pozytywnych przesłanek, które mówią "Alkohol w tym pomaga". Wszystko, co ma w sobie zlepek, albo zaczyna się od słów "Alkohol pomaga..." i nie dotyczy zabijania bakterii w medycynie, czyszczenia smarów i olejów czy innych kwestii gospodarczo-przemysłowych, jest tłumaczeniem się idioty dlaczego jest alkoholikiem.
Tak! Jeśli wyjeżdżasz z tekstem - "Alkohol pomaga mi nawiązać kontakty", albo "Alkohol pozwala i pomaga mi się zrelaksować" to jesteś ćpunem alkoholowej wróżki. I jesteś po prostu głupi! Bo alkoholizm to nie tylko bycie pijakiem i picie systematyczne, regularne. Alkoholizm może dotyczyć konieczności spożycia w określonym miejscu, z określonymi osobami albo w określonej sytuacji psychofizycznej. Jak masz miejsce, stan albo osoby, gdzie po prostu nie możesz nie wypić, to jesteś alkoholikiem; a jak jestes alkoholikiem i nic z tym nie robisz, usprawiedliwiasz się i szukasz wymówek, żeby się najebać - to jesteś debilem!

II. Jak pijesz alkohol to jesteś pustakiem! Nie chodzi o to, że nie masz inteligencji, mądrości czy zmysłu twórczego. Sięgnij do swojego mózgu, swojej wyobraźni i pamięci. Kiedy miałeś najlepsze pomysły, kiedy podejmowałeś naprawdę dobre decyzje dla samego siebie? Gwarantuję, że nie było to po pijaku. Jeśli podjąłeś jakąś decyzję po pijaku i finalnie okazała się dobra, to zastanów się czy jej nie rewidowałeś na trzeźwo. Żadna decyzja po pijaku nie ma mocy i siły, żeby zmienić Twoje życie. Pijąc, nawet sporadycznie zabijasz swoją decyzyjność. Mordujesz swoją wyobraźnię i zalewasz kwasem kreatywność. Wszyscy, którzy pierdolą o tym, że alkohol wspiera ich procesy twórcze, albo że alkohol pomaga im podejmować trudne decyzje są alkoholikami. Jeśli nuda wywołuje u Ciebie chęć zalania pały - to jesteś alkoholikiem. Jeżeli nuda Cię męczy i nie potrafisz po prostu wziąć się za robienie czegoś z nudów, to jesteś pustakiem. I może jest dla Ciebie za późno, żeby z powrotem zapełnić swoje życie pasją i poświęcić swój czas i zasoby na to, co rzeczywiście ma wartość i wnosi coś do Twojego istnienia. Nie przekonasz się jednak o tym zalewając po raz tysięczny swój mózg litrami browara, czy wódki. Zachęciłem do kolejnego kieliszeczka? Na zdrowie, niedługo będziesz potrzebował kolejnego

III. Jak pijesz alkohol to jesteś dziwką! Nie przeczytałeś tego źle się. Jesteś zwykłą szmatą, która nie dość, że oddaje swoje ciało, to jeszcze za to płaci. Wiesz jak to jest. Normalna prostytutka rozkłada nogi, ktoś ją rucha i zostawia kasę obok zużytej prezerwatywy. Ty pijąc nie dość, że wpuszczasz klienta do swojego gardła. Pozwalasz mu buszować po swoim mózgu i na koniec jeszcze wciskasz mu pieniądze do kieszeni. Dziękujesz mu za dobrze spędzony czas. Ty dziwko!

Myślisz, że jakikolwiek rząd biorąc pod kontrolę sprzedaż alkoholu i ją legalizując miał na celu dobro obywateli? Nic bardziej mylnego! Alkohol powoduje otępienie mózgu, apatię i ogólny stan 'mamnatowyjebane'. Przecież tak łatwiej rządzić. Zwłaszcza jak narzędzia ma się w ręku. Postaw pełny kieliszek przed pijakami, to nie ważne czego chcesz - podpiszą, poprą, byle się napić...

Nie mam nic do pijaków i alkoholików. Dopóki nie krzywdzisz innych swoim nałogiem, to sobie pij, ćpaj czy co tam akurat Cię uzależnia. Jeśli jednak Twój nałóg ma negatywny wpływ na ludzi, którzy Cie otaczają to zastanów się, bo mi to akurat może wisieć, ale stracisz więcej niż zyskujesz.

Liczę na to, że chociaż przez chwilę coś Cię ukłuło podczas czytania tego tekstu. Jak wkurwiłeś się na mnie, to twoja sprawa. Jak wkurwiłeś się też na siebie, to osiągnąłem swój cel. Jak tylko poczułeś uszczypnięcie rozsądku, to też nieźle.

Nie słuchajcie jednak mnie, nie bierzcie moich wniosków i przesłanek jako prawdę objawioną. Nie pomogę nikomu w odejściu od alkoholu i nie to jest moim celem. Każdy z nas ma w sobie siłę, żeby zrobić wszystko. Czasem potrzebujemy jedynie, żeby ktoś nas kopnął w dupę i pchnął, mówiąc "Weź się, kurwa ogarnij".

Ja się ogarnąłem i czerpię z tego zajebiste zyski. Bilans rzucenia alkoholu zawsze wyjdzie na plus - to obiecuję.