poniedziałek, 14 października 2013

Referendum w Warszawie

Dwie trzecie Warszawiaków olało referendum i jego wyniki nie będą ważne. Oznacza to wyrzucone w błoto 6 milionów złotych. Zastanawiałem się od dłuższego czasu jakie są logiczne przesłanki do tego całego cyrku...nie znalazłem.
Postaram się wyjaśnić dlaczego.

Od razu zastrzegam, że nie jestem zwolennikiem HGW czy też w jakikolwiek sposób politycznie ukierunkowany.

Pierwszym zarzutem przeciwko bufetowej jest zwiększenie się długu w Warszawie.
Po pierwsze - jak się chce inwestować w miasto i jego infrastrukturę, trzeba mieć kasę. Jeżeli miasto samo nie generuje przychodu gwarantującego pokrycie kosztów takich inwestycji, to trzeba te pieniądze pożyczyć. Jeśli nie widzisz problemu w braniu pożyczki na remont swojego domu, ale masz problem z tym, że miasto pożycza na remonty dróg - to jesteś zwykłym hipokrytą.

Drugim zarzutem jest zatkanie Warszawy.
Jak remontujesz mieszkanie, to nie spodziewasz się, że Twoja żona, dziewczyna czy dzieci będą miały do Ciebie pretensje, że nie mają dostępu do łazienki jak hydraulik pracuje, albo do jednego z pokoi, gdy wejdą malarze lub kładą posadzkę.

Wyobraź sobie, że robisz generalny remont, bo Twoja żona suszyła Ci głowę, że tego potrzebuje. Bierzesz pożyczkę na remont i zaczynasz działać.W tym momencie żona zakłada Ci rozwód, bo nie może wejść do łazienki kiedy chce i narobiłeś długu. Tak się zachowują ludzie, którzy podnoszą argumenty o długu i zakorkowaniu miasta. Czysta hipokryzja!

Kolejnym są wysokie premie dla urzędników i rozrośnięcie się urzędów.
12 baniek na nagrody to rzeczywiście dużo i nie powinno to tak wyglądać. W ogóle kwestie dochodów urzędników są dyskusyjne. Jeżeli pozwalamy urzędnikom na dorabianie (co ma dziś miejsce), to z miasta powinni dostawać tylko minimalne pensje, bez prawa do premii i benefitów. Jeżeli ratusz to ich jedyne miejsce zatrudnienia, wtedy można się zastanowić na innym umocowaniu finansów tych kwestiach. To jest, według mnie, problem systemowy, z którego wszyscy prezydenci korzystali i będą korzystać (w tym opiewany jako prezydent Lech Kaczyński  który dla Warszawy nie zrobił nic i traktował ją jako odskocznie do roli prezydenta kraju), żeby motywować i nagradzać swoich podwładnych.

I całą ta awantura wokół referendum.
Dlaczego politycy grają frekwencją? To wskazuje nie na apatię polityczną Polaków, tylko na poziom polityki w tym kraju. Dlaczego w normalnych krajach wszystkie partie potrafią się zjednoczyć  żeby zachęcić wyborców do głosowania? Chodzi o wybór, nie o jego brak. Zarówno PO jak i PiS upadło bardzo nisko w kulturze politycznej i w zrozumieniu demokracji w momencie gdy zaczęli grać na frekwencji. Postawili warszawiaków w sytuacji, że osoba idąca na referendum jest za PiS, nie idąca za PO. To nie jest demokracja. To jeden niewielki krok od zaganiania wyborców do urn przy pomocy pałek policyjnych.

Ogólnie jednak oceniam samo referendum jako dość pozytywne wydarzenie. Urzędnicy Warszawy wzięli się do roboty. Zapadło kilka dobrych dla mieszkańców decyzji. Tylko dlaczego to nie jest standard. Dlaczego nie mamy tanich i prostych narzędzi demokratycznych, które pozwolą mieszkańcom na wyrażenie swojej opinii, zawetowaniu decyzji czy wniesienia  projektu do miasta... może i są takie narzędzia. Jednak dopóki nie będziemy mieli swoich ludzi w ratuszach, co mogłyby zagwarantować jednomandatowe okręgi wyborcze, dopóty to co się dzieje na poziomie samorządu, będzie jedynie echem polityki krajowej. Razem z jej patologiami, nepotyzmem i wszystkim na co narzekamy jak widzimy rządzących w TV.

Jako konkluzję chcę napisać jedno ważne zdanie: Każdy system, który nie ewoluuje, wcześniej czy później się zapadnie, zdewaluuje i zniknie. Tak jest też z demokracją....