wtorek, 26 listopada 2013

Dominicantes czy domini canes

Kościół po raz kolejny strzela sobie w kolano.

Otóż podczas celebry końca Roku Wiary w diecezji warszawsko-praskiej, abp Hoser powiedział  "jestem wierzący, ale niepraktykujący" już jest w pewnym sensie niewiarą.

Czyli według kościoła, jak wierzysz w Boga ale nie zasuwasz do kościoła, to jesteś atueszem. Jak modlisz się w domu, ale nie zapierdalasz do kaplicy żeby dać datki - jesteś niewierzący i tylko się oszukujesz.
Bo według kościoła wiara = religia i nie ma dyskusji. A że religia w katolicyzmie opiera się na indoktrynacji, goleniu wiernych, ograniczaniu ich wolności sumienia, to jak nie ulegasz, jesteś przeciwnikiem kościoła  Razem z genderowcami, gejami, ateistami i wszelkim diablim pomiotem.

Idą chyba w taktykę - lepszy jeden pewny i posłuszny, niż 100 rozkapryszonych i niepewnych. Tylko, że to prowadzi do radykalizacji postaw i w konsekwencji może stać się zarzewiem ruchu fundamentalistycznego.

Jeśli ludzie ulegną tej retoryce, to zobaczymy za chwile powstające bojówki Chrystusa. Nie będą liczne, bo dane pokazują, że spada liczba wiernych uczestniczących w mszach, czyli spada liczba wierzących (według Hosera)...w tym kontekście bardzo blisko jest określeniu Dominicantes (uczestnicy mszy świętej) do domini canes - czyli psów Boga...i to nie w kategoriach lojalności, ale chyba jedynie jako służalcze kundle...

Co nie oznacza, że taki trend nie jest niebezpieczny...