środa, 18 grudnia 2013

BLOG Q&A: Głębiej, głębiej, właśnie tu! ...cudownie...mam objawienie

Wojtek zadał mi w sumie cztery pytania i na początku myślałem, że będą cztery posty. Jednak po zastanowieniu wyszło mi, że kwestie są ze sobą powiązane i bez zbytniego lania wody mogę to zamknąć w jednym wpisie.

Oto pytania:
Zastanawia mnie co to jest głębokość wiary ? Czym się mierzy głębokość czy płytkość?
Tak zwane cuda - jeśli są to osobiście wydają mi się bardzo niesprawiedliwe, nie etyczne i krzywdzące innych którzy nie mogą ich doświadczyć.
Rozmieszczenie Boga też wydaje mi się zastanawiające - według wierzących Bóg występuje wszędzie ale w różnym natężeniu np. w kościele i miejscach sakralnych jest zagęszczenie Boga ale już w śmierdzącej toalecie i na wysypisku śmieci to już nie bo to bluźnierstwo.
Objawienia, - wszystkie są w miejscach odosobniony i mają najczęściej charakter prywatny u osób bez autorytetu (przygrzawszy pastuszek) - niestety nie zdarzają się wcale na sympozjach naukowych! dlaczego pytam się?

Fajne nie? Zatem zaczynamy.

Otchłań wiary


Otóż w mojej opinii bardzo ładną analogią do pojęcia głębokości ludzkiej wiary jest porównanie do nurkowania.

Im głębiej się zanurzasz, tym bardziej się oddalasz od powierzchni i tym trudniej wrócić, zabiera to więcej czasu.
Zatem jeżeli przyjmiemy, że powierzchnia to granica między wiedzą i rzeczywistością a wiarą, to im bardziej wejdziemy w tę otchłań, tym bardziej się oddalamy od realnego życia.

Jak można to zmierzyć. Weźmy na przykład hierarchę kościoła katolickiego lub osobę blisko związaną z kościołem. Im bardziej oderwane od rzeczywistości są jego odpowiedzi na zwykłe pytania, tym głębiej jest zanurzony w tę otchłań.

Im bardziej odjechana odpowiedź, tym głębiej w mule siedzi ten osobnik.

Przykładowe pytanie:
Co to jest masturbacja?

Wszyscy wiemy, że masturbacja to naturalny sposób na rozładowanie napięcia seksualnego poprzez akt auto-erotyczny.

Zatem jak mozemy zakwalifikować różne odpowiedzi?
Jeżeli ktoś odpowiada, że to niemoralne i nienaturalne zboczenie, to możemy uznać, że jeszcze widzi słońce przez taflę wody, ale jest już w pełni zanurzony.
Odpowiedź, że to grzech wobec Boga, to wiemy, że nie dość, że ten osobnik stracił już kontakt wzrokowy z powierzchnią, to jeszcze zdążył dość nasiąknąć wodą. Mózg mu nasiąkł w dość znacznym stopniu.
Jeśli natomiast usłyszymy, że to zwyrodnialcze morderstwo nienarodzonych dzieci, to mamy do czynienia z kimś, kto co prawda jeszcze nie dosięgnął mułu, ale jest już bardzo blisko jebnięcia głową o jakiś spory kamień leżący na dnie.

To oczywiście przykład pierwszy z brzegu. Być może nie jest najtrafniejszy, ale chyba oddaje naturę tego, co chcę przekazać.

Im głębsza wiara tym bardziej oderwane od rzeczywistości odpowiedzi na proste pytania. Oczywiście to moje spojrzenie na temat, bo za chwilę usłyszę, że dzięki wierze do niektórych odpowiedzi możemy się zbliżyć lepiej niż poprzez rozum. Tylko czy odpowiedzi oparte na wierze w coś nie są przypadkiem argumentem z ignorancji? Bo z prawdą pewnie zbyt wiele nie mają wspólnego.

Zatem głębokość wiary mierzymy stopniem oderwania od racjonalnej rzeczywistości.

Łamiemy zasady...bo możemy


Tak zwane cuda na kiju. Z założenia bóg (z małej, bo nie wyróżniam konkretnego bytu wymyślonego), gdy tworzył wszechświat i wszystko, co się w nim znajduje, nadał temu wszystkiemu pewien porządek, prawa i zasady. Tak, żeby nie musiał już więcej nic robić. Nadał wszystkiemu bieg, siedzi i obserwuje.

Pomijając jego absolutne lenistwo, czasem jednak się wtrąci i zrobi coś, co zaprzecza zasadom, które sam ustanowił.
Zatem jest hipokrytą.
Jeżeli jest bytem posiadającym monopol na absolutną moralność, etyczność, wszechwiedzę i wszechmoc to łamiąc własne zasady narusza integralność swojej istoty.
Poza tym, jeżeli potrafi wyleczyć jedną osobę z jakiejś choroby, to czemu nie wyeliminuje po prostu patogenu.

OK, możemy się zgodzić nawet na to, że jeśli chce leczyć tylko osobę, która głęboko w niego wierzy, to niech uodporni wszystkich o tym poziomie wiary na daną chorobę. To bardzo prosty i szybki sposób na zyskanie wiernych.
Jeśli wiara uodporniałaby na wirusy, to momentalnie zacząłbym wierzyć ;)

Jeżeli natomiast cuda uzdrowień są rzeczywistością w takiej formie, w jakiej rzekomo mają miejsce, to ich autor jest istotą wysoce niemoralną, zakłamaną i ma ograniczoną moc. Zatem albo nie jest bogiem, albo cuda wymyślają ludzie.

Gdzie jesteś Boguś


Podobno Bóg jest wszędzie. Najwięcej jest go w kościołach, ale nie musimy się obawiać, bo obserwuje jak się kochacie, masturbujecie, robicie kupę czy czyścicie buty z psiego gówna.

Jeżeli jednak, zgodnie z twierdzeniem, że tam gdzie jest więcej wiary, jego obecność jest mocniejsza, koncentruje się, to ja mam obawy, co do jego prawdziwej natury. Przy założeniu, że istnieje i że rzeczywiście jest wszędzie, a jego obecność zagęszcza się tam, gdzie ludzie w niego mocniej wierzą, to w moim odczuciu jest on po prostu pasożytem. Wysublimowanym, energetycznym drapieżnikiem.

W tym ujęciu, teza, że w kiblu czy na wysypisku jest go mniej albo w ogóle, się broni. Bo nawet najlepsi myśliwi nie polują na składowiskach odpadów, wszy nie wejdą na brudny łeb, a tasiemiec raczej szybko zdycha przy diecie z macdonalda...

Pokaż to wieśniaku, bo się nie znasz


Z objawieniami też mam pewien problem. Bo z jednej strony na prostych rozumach najlepiej się ćwiczy skomplikowane problemy. Jeśli będziesz coś w stanie wytłumaczyć wioskowemu głupkowi, to profesor z uniwersytetu na pewno to zrozumie. Ale takie rzeczy się raczej robi w sytuacji gdy chcesz przełożyć coś skomplikowanego na prosty język.

W sytuacji objawień mamy akcję następującą. Wszechmogący, albo przynajmniej mocą przewyższający człowieka byt, wybiera odizolowaną lokalizację. Wybiera też jakiegoś prostaka, głupka albo po prostu niewykształconą osobę by przekazać jej coś, co ma mieć znaczenie dla wszystkich ludzi. Mówi mu o tym, po czym znika. Dlaczego tak?

Po pierwsze, osoba niewykształcona nie zada pytań, tylko padnie na ryj i przyjmie to jako dogmat. Jako pierwsze o tym fakcie dowiedzą się osoby z jej najbliższego kręgu, czyli zapewne na podobnym poziomie intelektualnym. Ich reakcja będzie podobna. Gdy odpowiednio duża ilość ludzi przyjmie to jako prawdę, wtedy może zostać to powszechnie uznane za fakt. To prosty mechanizm manipulacyjny.

Teraz załóżmy, że jestem w danej społeczności autorytetem, mędrcem i chcę przemycić pewną koncepcję społeczną. Na przykład, że możesz zamordować swojego sąsiada jeśli zesra Ci się na korzeń jabłoni. Do czegoś jest mi to potrzebne, mam w tym cel. Mam też czas. Co robię? Czekam na właściwy moment. Przychodzi do mnie jakiś wieśniak i mówi, że śniło mu się coś dziwnego i nie może przez to spać. Opowiada mi swój sen. Interpretuję ten sen dla niego, wmawiając mu, że to Bóg przez niego przemówił i że ten sen ma rozumieć jako nakaz zabicia sąsiada który sra pod jabłoń. Teraz czekam aż ten to rozpowie. Zrobi to na pewno, bo przecież Bóg go odwiedził. Mija jakiś czas i TADAM!!! Wszyscy we wsi wierzą, że został natchniony przez bóstwo, że to co głosi to wola Boga i wymuszają na władzy we wsi wprowadzenia mojej koncepcji społecznej jako prawa nadanego przez Boga.

Czy coś takiego by przeszło gdyby 'objawienie' miało miejsce u wykształconego człowieka? Nie sądzę.
Czy coś takiego by przeszło gdyby 'objawienie' zdarzyło się większej liczbie ludzi? Mnogość interpretacji bez silnego aparatu propagandowego by to rozmyła.
Dlatego wszystkie religie bazują na objawieniach u prostaków i cudach w nizinach społecznych.

O ile wiara nie uodparnia na wirusy, to wiedza i rozum uodparniają na cudy i objawienia.

***

Mam nadzieję, że w jakimś stopniu odpowiedziałem na postawione pytania.
No i mam nadzieję, że bawiliście się dobrze czytając moje odpowiedzi, bo ja miałem mnóstwo zabawy je pisząc :)

Pamiętajcie, że czekam na propozycje od Was. 

Instrukcję jak zabić mi ćwieka, żebym napisał coś na temat, który Was interesuje znajdziecie TUTAJ.