niedziela, 19 stycznia 2014

Lenistwo z kwitem

Obejrzałem właśnie zajebisty fragment 18 Ryjka, gdzie kabaret Czesuaf w bardzo fajny i dosadny sposób rozprawia się z zakałą edukacji. Mówię o tak zwanych dysleksjach, dysgrafiach i dyskalkuliach. Skecz wkleję na koniec, a teraz opowiem Wam co na ten temat sądzę...

Drzewiej bywało...

Za moich czasów, a edukacje obowiązkową odbywałem w latach 80-90-tych, zaczęły się pojawiać te cuda, ale nie były powszechne. Raczej powodowały powszechny śmiech i stygmatyzację głąbów.
Jak robiłeś błędy to musiałeś wkuwać bo inaczej kibel. Jak nie potrafiłeś liczyć, to siedziałeś i uczyłeś się więcej. Żadne papierki czy opinie psychologów nie zwalniały Cię z tego, że masz kurwa umieć i tyle.
I Ci, którzy mieli problemy musieli sie uczyć więcej, brać korepetycje i nadrabiać tematy, w których byli opóźnieni.

Dysleksja

Czyli trudności w nauce czytania i pisania. Ma wpływ na naukę rysowania, języków obcych, geometrii i geografii, a także wychowaniu fizycznym. Opinia wydawana powinna być po wyeliminowaniu przyczyn środowiskowych (leń), neurologicznych (kretyn), przy normie intelektualnej (więcej niż zwykły debil). Opinia jest wiążąca przy zachowaniu odpowiedniej diagnostyki polegającej na kilkumiesięcznych intensywnych ćwiczeniach korekcyjno-kompensacyjnych.


Jak to wygląda w praktyce? Chyba wszyscy wiemy. Jebany leń ma problemy z nauką - idziemy do psychologa, płacimy parę złotych i mamy świstek o dysleksji. Co to powoduje? Że szkoła powinna dostosować swoje wymagania do indywidualnych potrzeb takiego ucznia. Czyli bzdura na kiju. Bo nie ma ani nauczycieli, ani kasy na takie fanaberie. Więc zwalnia się takiego delikwenta z pewnych wymogów formalnych i prześlizguje się przez szkołę jak ciepły nóż przez ostkę masła.


Dysortografia

Do tego, zęby zdiagnozować te zaburzenie należy przede wszystkim sprawdzić czy buraczany leniwiec zna zasady ortografii na blachę, a mimo to popełnia błędy. Jak ktoś ma kwitek na tę 'chorobę' to zapytajcie go kiedy się stawia przecinki albo jakie są reguły pisania "Ż" i "RZ". Jak nie wie, to jest po prostu głąbem i załatwił sobie kwitek, żeby się nie przemęczać.





Dyskalkulia

Marzenie matematycznych idiotów i leni oczywiście. Jest to zaburzenie genetyczne w tylnej części mózgu. Wynikają z nieprawidłowego dojrzewania zdolności matematycznych. Niektórzy naukowcy wsadzają to zaburzenie do teczki "Bzdura", ale zaświadczenia są wystawiane i honorowane.
Jeśli nie potrafi wykonać prostych podstawowych działań, ma problemy z logicznym myśleniem, odczytywaniem map i jak dostaje zadanie matematyczne to poci mu się dupa, to znaczy, że może mieć dyskalkulię. Ale jak potrafi policzyć o ile go ojebała barmanka w knajpie na rachunku, to znaczy, że jest tylko wyspecjalizowanym w unikaniu odpowiedzialności za swoje lenistwo kretynem.

Dysgrafia

Jak ktoś ma dysgrafię na papierku, to ma uszkodzony ośrodkowy układ nerwowy, zaburzenia funkcji wzrokowych i słuchowych. Objawia się w utrata zdolności produkowania mowy zrozumiałej dla innych.
Czyli jak trafimy na dysgrafika, który w czytelny sposób potrafi napisac sprayem "HWDP" albo "CHUJ", a nie umie w zeszycie napisać poprawnie zdania ze słuchu, to jest po prostu głupkiem, nie "wymagającym specjalnego traktowania dzieckiem z zaburzeniami"




Nie twierdzę, że te zaburzenia nie występują i są wymyślone. Twierdzę, że w Polsce zapewne więcej niż połowa "zdiagnozowanych" przypadków to po prostu oszustwa. I to bardzo szkodliwe. Bo jeśli ktoś papierkiem załatwia sobie ulge w nauczaniu to jest to chore. Taki papierek powinien powodować, że dzieciak musi zapierdalać więcej, nie mniej. Niestety nasz system edukacji ma wyjebane na potrzeby pojedynczych uczniów, bo celem jest masowa produkcja baranów płacących podatki i glosujących jak premier albo proboszcz każą. No i łatwiej jest załatwić dzieciakowi papierek niż poświęcić mu czas i uwagę. Rodzice mają problemy dzieciaka z bani.

Czekam na propozycje od Was. 

Instrukcję co zrobić, żebym napisał coś na temat, który Was interesuje znajdziecie TUTAJ.