środa, 29 stycznia 2014

Mówcie jak jest!

Dziś jadąc do pracy dopadła mnie refleksja. Od dnia gdy Pani minister powiedziała jak jest, nie słyszę jęków i narzekań na PKP. Ode mnie z pracy kilka osób dojeżdża pociągami i zawsze były jęki. Że zimno, że spóźnione, że to, że tamto. Odkąd Pani Bieńkowska wypowiedziała słowa prawdy zamiast pokrętnych tłumaczeń i usprawiedliwień, przestaliśmy narzekać?

Co zrobiła pani minister?
Powiedziała prawdę. Nie tłumaczyła się z niewydolności infrastruktury, nieudolności zarządu PKP czy bezpodstawnym jęczeniem pasażerów. I co się stało? Oczywiście kolej nie zaczęła być najlepszą i najsprawniejszą instytucją w kraju. Nadal jej wiele brakuje. Ale takie postawienie sprawy zrobiło dwie rzeczy:


  • Ludzie przestali jęczeć na zimę i kolej. Przypomnieli sobie ze szkoły, że pod wpływem temperatury niektóre substancje się rozszerzają, niektóre wyciągają i może to powodować problemy. Poza tym w ziemie musi być zimno. I jęki na coś na co nie mamy wpływu nie daje rezultatów jak tylko siedzisz i sapiesz.
  • Jeśli wiesz, że masz szefa, który Cię nie będzie krył i pokazuje to przy pierwszej okazji to co robisz? Zaczynasz robić "więcej niż możesz" żeby nie pokazać na siebie palcem w razie wpadki.


Zastanówmy się dlaczego wszystko w Polsce się pierdoli na podstawowym poziomie? Bo osoby odpowiedzialne, przeważnie zamiast moderować i nadzorować swoje tematy są głównie odpowiedzialne za tłumaczenia wpadek. Przynajmniej tak wygląda to z zewnątrz.

Jeśli wiesz, że jak dasz ciała to Twój szef będzie Cię musiał kryć, bo od tego zależy też jego być albo nie być, to czy robisz swoją robotę dobrze? Taki chuj!
Dlatego stratyfikacja odpowiedzialności nie jest w Polsce zbyt dobrym pomysłem. Piszę o Polsce, bo nie wiem jak to działa w innych krajach, ale mogę podejrzewać, że jest podobnie.
Jeśli dzielisz jakąkolwiek odpowiedzialność z kimś, kto ma wyższe stanowisko, większą kasę i więcej do stracenia, to masz tę robotę w dupie, robisz minimum i na ostatnią chwilę. Bo to on się będzie musiał tłumaczyć przed swoim szefem, Ty przecież robisz "wszystko co możesz".

Gdy masz szefa który oczywiście ochroni Cię, jeśli na Twój fuck-up ma wpływ czynnik zewnętrzny, niezależny. Ale jak dasz ciała to masz świadomość, że tylko Ty bekniesz za nie dowiezienie tematu do końca, to spinasz pośladki i zaczynasz zapierdalać.

Dlatego moim zdaniem to jest dobra postawa. Mówcie "jak jest". Wolę szefa, który powie: "Projekt idzie do przodu, ale IT opóźnia nam implementację", niż miałby powiedzieć "Zrobimy wszystko żeby zmieścić się w terminie, ale nie mamy wpływu na wszystkie czynniki w projekcie". Bo to drugie zdanie to czysty bullshit!