środa, 8 stycznia 2014

Podręcznik Korpo - Survivalu część I

Pewnie wszyscy na jakimś etapie swojego życia lub kariery zawodowej spotkali sie z opinią, że korporacja morduje osobowość, tworzy lemingi. Na pewno coś w tym jest, bo obserwuję wokół siebie sporo takich przypadków. Sam pracuje w korporacji. Natomiast nie zgodzę sie z twierdzeniem, że to jest jedyny sposób
funkcjonowania w środowisku dużej firmy i na 100% nie zgodzę się, że z czasem wszyscy stają się lemingami i pędzącymi za kasą i statusem, bezmózgimi zombie. które zamiast "Móóózgg" jęczą "Proceduuuraaa".
Można tego uniknąć i nawet pielęgnować swoją osobowość dzięki doświadczeniom w dużej firmie.
Tradycyjnie zrobię jedno małe zastrzeżenie. To zadziałało u mnie. Znaczy mam taką nadzieję, że nikt mnie nie uważa za korpo-czopka. Sam się nim nie czuję i to mi wystarczy. Sram na opinię innych. Niech myślą co chcą.
Sprzedam Wam jak ja od 2008 roku pracując w korporacji nie dość, że pozostałem sobą, to jeszcze chyba dość dobrze zaznaczyłem swoja odrębność i wyjątkowość.
Może ktoś skorzysta na tym w swoim życiu...

Początek

Do startu w korporacji można podejść na dwa sposoby. Albo startujesz z krzykiem, przebojem i szybko się wypalasz, albo startujesz z poziomu "nic nie wiem" i pokornie wszystkiego sie uczysz. Znam kilka osób, które przychodząc z jednej korporacji do drugiej uważały, że są debeściakami. I na tym, że tak uważały, się kończyło.
Ja podszedłem z pokorą i otwartą głową, ale nie pozwoliłem, żeby to kim jestem, zostało przez te pokorę stłumione.
Podstawą jest, niezależnie jak nisko startujesz, nie kotwiczyć się mentalnie na robocie. Jeśli dostajesz do dyspozycji system, to jak najszybciej dowiedz się jakie inne systemy go zasilają, skąd się biorą dane i jak można to wykorzystać dla swojego zysku. Im lepiej i dokładniej wgryziesz się w to, jak hasają elementy układanki, tym szybciej i lepiej zaczniesz robić swoją pracę i co za tym idzie, będziesz miał czas na to, żeby naginać wszystko co Cię otacza do swojego poziomu. Oczywiście jak za szybko i zbyt nachalnie się wychylisz z innowacjami, uproszczeniami i ulepszeniami, to Twoje pomysły zostaną wydojone, a sam szybko poczujesz, jak to jest jak jedynym sposobem żeby nie zwariować to po prostu się zwolnić.

Musisz poprzez to jak wykonujesz swoją pracę pokazać, że masz sposób, żeby robić ją lepiej, szybciej i dokładniej niż inni. Na pewno zostanie to dostrzeżone na wyższym szczebelku drabinki służbowej. Kwestia czasu a czasem odrobiny dyskretnego podszeptu. Tylko ma to dwa końce. Z jednej strony przełożony moze Cię docenić i zacząć traktować inaczej niż zwykłe trybiki w mechanizmie realizacji swoich celów. Z drugiej strony pokazanie, że wszyscy inni robią coś wolniej i gorzej, to najlepszy sposób na zyskanie wrogów. Nie będą za Tobą przepadali i to jest najdelikatniejsze określenie.

Prawda jest jednak taka, że jeśli nie masz układów (które nadal są w Polsce dość żywym sposobem na sukces), to tylko w ten sposób możesz cokolwiek osiągnąć w korpo. Siedząc na tyłku i robiąc nawet bardzo dobrze powierzoną robotę będziesz tylko kółkiem zamachowym w maszynce. Nikim więcej. Jak się zużyjesz albo podpadniesz, to bierze się nowe kółeczko, kształtuje i maszynka znowu rusza. Jeśli po dwóch, trzech miesiącach pracy niczym się nie wyróżnisz na korzyść jednostki w której pracujesz, to im później tym gorzej. Bo pracownik, który wpada na dobry pomysł w trzecim miesiącu pracy, to pracownik kreatywny, wnoszący nową wartość swoją osoba. Jak masz perfekcyjny, pierwszy pomysł po roku pracy, to nie wnosisz świeżości i kreatywności - wyciągasz wnioski z doświadczenia i pomysł nie jest tak naprawdę tylko Twój. Nawet jeśli jest identyczny z pomysłem 'nowego'.

Dlatego warto przez pierwszy miesiąc, dwa, poświecić trochę więcej czasu na początek w korpo. Zostawać trochę dłużej, uczyć się systemów i zaglądać w ich każdy zakamarek. I pytać, pytać, pytać. Warto zaprzyjaźnić się z jedną osobą, nawet tylko powierzchownie. Kim on/ona powinna być? Po pierwszym tygodniu będziesz wiedział. To osoba, która wygląda jakby cały czas się opierdalała, nie robiła nic, a mimo tego wszyscy jak mają problem to idą do niej. Dobra rada - testuj takiego delikwenta. Jak? Wyślij do niego maila. Jeśli w ciągu paru minut pojawi się przy Twoim biurku, żeby Ci pomóc, albo dostaniesz pełną i wyczerpującą odpowiedź, to dobrze trafiłeś. I to niezależnie czy przy jego nazwisku znajdziesz takie albo inne stanowisko. Jeśli Cię oleje, to jest Specjalista Specjalnej Troski (on najpewniej odeśle Cię do kogoś innego) albo Ekspert (on nawet nie uraczy Cię swoją uwagą) Omijaj takich kolesi.

Jak wkleisz się już w swój zespół jako kółko napędzające część mechanizmu, nie jako sprężynka pchająca inne kółko, to możesz wtedy zacząć podnosić swoją pozycję.
Od czego zacząć?

...o tym w następnej części :)