środa, 7 maja 2014

Watykańskie przyznanie winy? Chyba nie…

Watykan oficjalnie podał statystyki swojej „wykrywalności” przypadków pedofilii (źródło). Według danych ze stolicy światowej pedofilii, w ciągu ostatniej dekady z powodu pedofilii 848 księży zostało usuniętych z kościoła, a 2572 dano lżejsze kary. Co oznacza, że Watykan od 2004 roku wiedział o 3420 przypadkach pedofilii wśród swoich funkcjonariuszy i wyciągnął wobec nich jakieś konsekwencje. W tym wszystkim ładnie wypada papieski bombowiec B16, który sam wywalił 384 księży za pedofilię.

I zapewne część ludzi pomyśli – „Super, kościół wychodzi naprzeciw swoim błędom i chce je naprawiać”.

Ja powiem – GÓWNO PRAWDA!

Dlaczego? Już tłumaczę.

Zróbmy na początek kilka założeń. Załóżmy, że Watykan to państwo europejskie według nowoczesnych standardów. I na potrzeby dalszych rozważań, na chwilę nie będziemy brali pod uwagę państw biednych i odległych kulturowo i legislacyjnie od tak zwanej „kultury zachodu”.

Po pierwsze.
Watykan mówi tylko o przypadkach, gdy nałożył na pedofili jakąkolwiek karę. Czyli nadal w domyśle mamy tych wszystkich księży, którzy tej kary uniknęli z braku woli podjęcia tematu przez Watykan. A wszyscy słyszeliśmy o przypadkach wysyłania księży na misje do krajów trzeciego świata czy zwykłego przenoszenia na inną parafię.

Po drugie.
W Europie współczynnik wykrywalności przestępstw seksualnych, czyli także pedofilii, wynosi 30%. Jeśli wziąć to pod uwagę i podążyć za założeniem, że Watykan ma coś wspólnego ze współczesną metodologią wykrywania przestępstw, to liczbę 3,420 trzeba pomnożyć, minimalnie, razy trzy. Czyli dostajemy lekką ręka 10,000 pedofili w kościele katolickim na przestrzeni dziesięciu lat. Policzcie ilu to dziennie…

Jeśli sięgniemy po dane ilości księży w kościele katolickim (TU), to wychodzi nam, że co 25 parafia ma przynajmniej jednego księdza pedofila. Czyli w samej Warszawie mamy prawie dziesięciu do złapania. Oczywiście statystycznie, bez szaleństw…

Oczywiście jak spojrzeć na obecność kościoła katolickiego w krajach mniej rozwiniętych, gdzie zarówno wykrywalność jak i świadomość praw jest bardzo niska lub wręcz zerowa, to ta liczba może urosnąć wykładniczo.


Zatem ja nie byłbym hurra optymistyczny w kwestii danych, które pokazał Watykan. Bo to jest wierzchołek góry lodowej. 

Zwłaszcza, gdy mówimy o funkcji zaufania publicznego, jaką wśród ponad miliarda katolików jest ksiądz.