poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Zgoda na buzi – ochrona czy absurd?

Część z was zapewne już słyszała o uchwale SB-967. Nasze ukochane, żądne sensacji media już rozszerzyły ten przepis na całą Kalifornię i ciągną dyskusję wokół takiej wersji. Ja swoim zwyczajem sięgnąłem do źródła J

Przepis


Sama uchwała została zaproponowana 10 lutego tego roku. 14 sierpnia została przepuszczona do drugiego czytania w komisji edukacji stanu Kalifornia. Tka – komisji edukacji. Bo przepis dotyczy bezpośrednio tylko uczelni zarządzanych przez władze stanowe.

Zatem po pierwsze – prawo jeszcze nie działa. Po drugie – dotyczy tylko kampusów uczelni stanowych.

Co zawiera sam przepis? W dużym skrócie. (Całość możecie przeczytać TUTAJ.)

Chodzi o potwierdzenie zgody na kontakt seksualny. „Potwierdzająca zgoda” jak ją definiuje ustawa, to potwierdzająca, świadoma i dobrowolna zgoda na udział w aktywności seksualnej. I cały przepis kręci się wokół właśnie tego.
Nie znalazłem niestety w tekście ustawy definicji aktywności seksualnej…a szkoda, bo bez takiej granicy ten przepis staje się potworkiem i absurdem.
Oczywiście – wszyscy mają prawo do odmowy czy ustalenia, że do kontaktu seksualnego muszą wyrazić zgodę, tylko czy wprowadzenie tego w postaci prawa, ze wszystkimi konsekwencjami, jest potrzebne.

Moim okiem


Dla mnie takie prawo jest leczeniem objawowym i niczego nie zmieni. W moim odczuciu należy skupić się na przyczynach powstawania takich zjawisk jak gwałty, przemoc w rodzinie czy molestowania seksualnego. Bo wstawianie między intencje, a wykonanie tych intencji prawa, powoduje jedynie, że ludzie znajdują sposób na obejście takiego muru. Nie wprowadza to żadnej zmiany w mentalności. To jest próba leczenia objawowego i to dość nieudolna.

Bo jeśli spojrzymy na ten przepis od strony czysto pragmatycznej, to mamy milion dziur.
Jak taka zgoda miałaby zostać udzielona? Pisemnie? Bo jeśli ja zgodzę się na seks poprzez wypowiedzenie akceptacji, to mogę temu zaprzeczyć. Uzyskiwanie za każdym razem pisemnej zgody jest głupie i całkowicie bez sensu. Bo czy naprawdę potrzebuję pisemnej lub ustnej zgody, żeby ukraść koleżance całusa w policzek? Czy muszę czekać, aż dziewczyna powie „zgadzam się na seks z Tobą” mimo tego, że właśnie zdarliśmy z siebie wzajemnie ubrania?

Gdzie jest granica między niewinnym flirtem, przyjacielskim dotykiem czy pocałunkiem a kontaktem seksualnym? Czy nasze wzajemne relacje nie powinny tego normalizować? Czy dorośli ludzie musza mieć prawo, żeby powiedzieć kolesiowi, albo panience – spierdalaj. Ten przepis robi z ludzi ofiary, pierdoły i nieświadomych własnej seksualności kretynów.

I na 100% nie powstrzyma seksualnych drapieżników. Bo oni się nie boją kary za gwałt. Dlaczego mają się bać, że jak nie uzyskają zgody na seks to czeka ich kara? To głupota! I może spowodować jedynie zwiększenie się ilości oskarżeń o gwałty i molestowania. Nie tylko z zemsty…

Dlaczego nikt nie skupia się na edukacji, wyplenieniu patriarchalnego modelu, który, nie oszukujmy się, jest głęboko osadzony w naszej świadomości społecznej. Powinniśmy od najmłodszych lat wpajać naszym dzieciom że wszyscy ludzie mają niezbywalne prawa do prywatności i odrębności fizycznej; że seks jest naturalny ale może być środkiem opresji i przymusu.

W moim odczuciu przyczynami występowania zachowań, którym próbuje przeciwdziałać ta legislacja jest brak edukacji i świadomości, głównie spowodowany bigoterią w kwestiach seksu. Zamiast racjonalizować seksualność, nadawać jej sens, zaczynamy ją penalizować; zamiast edukować seksualnie młodzież – izolujemy ją przy pomocy religijnie inspirowanych przepisów; zamiast mówić o seksie prawdę w kategoriach naukowych – nazywamy go grzechem i obrzydlistwem.



Jedynym pożytkiem z takiego przepisu jest to, że prowokuje do dyskusji na ten temat. Tylko ważne jest, żebyśmy, znowu, sięgali do źródeł, nie czytali głupot, jakie w tej sprawie wypisuje GW czy inne dążące do poziomu bruku szmatławce…