środa, 19 listopada 2014

Bajanie o seksie


Dziś trochę, o czym innym niż zwykle. Bo ciągle gdzieś tam w środku czuję poważny dyskomfort i potrzebę poruszania tego tematu. To jest tak, jak podczas choroby czujesz, że musisz splunąć, ale wiesz, że teraz nie możesz, to ogólnie nie jest eleganckie…ale musisz. I jak w końcu spluniesz, to czujesz taką wewnętrzną ulgę. Nie zawsze fizyczną, ale ulgę.
Chodzi oczywiście o seks!
Bo czemu by nie
J

Obserwuję pewną zmianę, ale wynika ona pewnie z tego, że widzę, realnie dość blisko, znajomych, przyjaciół, bliskich. Nie wykluczam, więc tego, że głośno mówiąc o moim podejściu do tematu, wpływam trochę na to, w jaki sposób, przynajmniej przy mnie, mówią o tym. Czy to rzeczywista zmiana w myśleniu – nie wiem…liczę, że tak, ale to tylko domysły.
O co chodzi?
O to, że ciągle traktujemy seks jak coś specjalnego, wyjątkowego. Coś, na co trzeba zapracować i coś, na co trzeba zasłużyć. Coś nienaturalnego, naddanego i wstydliwego.
I zastrzegam. Piszę z męskiej perspektywy i spójrzcie na to z przymrużeniem oka, ale nie w stu procentach, jako żart, bo według mnie jest w tym sporo prawdy.

Jeśli będziecie traktować seks, jako nagrodę, to tym się staniecie. Pucharem, wstęgą, medalem. Niczym więcej! Staniecie się ozdoba na ścianie. I zwycięzca czasem na Was spojrzy, otrze z kurzu, ale to tyle!
Jeśli będziecie stawiać seks jak szczyt do zdobycia, to staniecie się jednorazowa wyprawą. Jak wielu alpinistów wchodzi, co miesiąc na ten sam szczyt? Raczej niewielu. Raz go zdobyli. Spróbują podejść od innych stron, ale nie będą tego robić całe życie. W końcu stwierdzą – są inne szczyty!
Jeśli seks będzie wynikiem planowej pracy, to stanie się premią za wysiłek. I poprzeczka będzie się musiała podnosić, aż do wyczerpania pracownika! Jedyne, co zyskacie to zmęczonego ciągłą harówka robola, który w końcu, wypalony, pizgnie wszystko i zmieni robotę!
Jeśli potraktujecie seks jak swój atut, to nim się stanie. Atuty jednak mają jedna specyficzną cechę – raz użyte tracą swoją moc. Nigdy już nie są tak samo silne.
Jeśli będziecie traktować seks jak cos magicznego, to pamiętajcie, ze czary mają swój okres działania. Zwłaszcza, jeśli nie są magią, tylko czymś naturalnym. Taki czar szybko pryśnie, bo jest tylko iluzją, nie magia z książek fantasy. No i jest łatwy do rozgryzienia, jako zwykła jarmarczna sztuczka.
Seks, jako dodatek nie jest dobrym przyjacielem. Do dodatek to coś, bez czego można się obyć, coś ekstra. Z czasem ktoś niedający bonusa, ale oferujący dobrą jakość, was przebije.
Jeśli seks potraktujecie jak tajemnicę, to może lepiej od razu niech nią zostanie. To tak jak z magią. Ujawniona traci całą swoją siłę i przestaje być istotna.
I nie próbujcie konkurować! Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie lepszy albo będzie się lepiej reklamował.
I ponad wszystko – nie wstydźcie się seksu! To coś normalnego, naturalnego, zwyczajnego. Jeśli nadacie temu zbyt dużą wartość, a przy tym dacie ponieść się propagandzie różnych ideologii, czy to świeckich czy religijnych, to zmarnujecie bardzo dużo czasu i pieniędzy w pogoni za kotem w worku.

Czy wiem jak traktować seks, żeby nie dać się mu z jednej strony opanować, a z drugiej czerpać z niego radość? Trochę tak, ale mogę się mylić…mimo to odważę się Wam o tym opowiedzieć.
Seks nie jest magiczny, nie jest tajemniczy. Mylimy księżyc z jego odbiciem w kałuży. Jeśli kogoś kochamy, czytanie książki telefonicznej może wydawać się romantyczne i magiczne! Nie chce obdzierać seksu ze sfery emocjonalnej, ale moim zdaniem zbyt dużo emocji wkładamy w doświadczanie seksualności. To trochę tak, jakbym za każdym razem na kiblu płakał, że zostawiam coś za sobą, że coś tracę…może to bardzo obrazowe, ale tak to traktuję.
Seks, traktowany jak coś naturalnego, zwykłego, nie traci nic ze swojej siły spajającej dwoje ludzi. Powiedziałbym, że zyskuje. Bo seks traktowany jak coś unikalnego zawsze bardziej dzieli partnerów niż ich łączy. Kiedy robimy wobec najbliższych coś wyjątkowego? Na specjalną okazję, bo chcemy się odwdzięczyć, albo potrzebujemy pomocy, przysługi. Nie oszukujmy się, jeśli tak postawimy seks, to stanie się on prezentem na specjalne okazje, nie cegiełką moście nas łączącym. Łączą nas zwykłe, codzienne rzeczy, które robimy razem.
Seks powinien być grą miedzy dwojgiem ludzi, w której oboje wygrywają. Gra, dlatego, że musimy ustalić reguły. A to jest coś, co mnie najbardziej wnerwia! Nie potrafimy rozmawiać ze sobą o seksie! Traktujemy to jak coś super-intymnego, wstydliwego i ekskluzywnego. Srać na to! Jeśli chcecie zagrać w grę, w której reguły ustawiamy tak, że wszyscy mają wygrać – karty na stół! Rozmawiajmy o tym, co lubimy a za czym nie przepadamy; co nas kręci, a co odrzuca; gdzie są nasze granice i czego byśmy chcieli spróbować.
I chyba najważniejsze – nie czaimy się! Widzisz kogoś, kto Cię pociąga? Masz możliwość? Od razu marsz do łóżka. Jak będzie fajnie – pogadajcie, zbudujcie coś więcej. Będzie kijowo…obiecajcie sobie, ze się do siebie odezwiecie później…
Nie czekajcie na „właściwy moment”, bo gdy on przyjdzie i oboje zainwestujecie czas, kasę i emocje i się okaże, że nie pasujecie do siebie, to jedyne, co zostanie to wzajemna niechęć. Wiem, bo to przećwiczyłem na własnej skórze
J

I nie słuchajcie mnie. Przejedźcie się sami na tym. Zróbcie sobie bilans, popatrzcie na znajomych, pogadajcie z ludźmi. Ja wynoszę jeden wniosek, bo to zrobiłem – im szybciej i im bardziej otwarcie tym lepiej. Bo budowanie relacji wokół systemu kar i nagród z seksem, jako języczkiem u wagi jest bardzo złym pomysłem na fajny związek.