środa, 5 listopada 2014

Bidulki chrześcijanie...tacy prześladowani...

Dziś zajrzałem na frondę i oczywiście od razu, poza bólem brzucha ze śmiechu, trafiłem na istną perełkę w Chrystus znienawidzony. Liberalizm, komunizm, islam: oto Jego wrogowie. RAPORT” Pawła Chmielewskiego to wręcz obrazowy przykład, jak podciągnąć fakty pod swoją, wyssaną z palca tezę.
koronie wiktymizacji chrześcijan. Artykuł „

Artykuł traktuje o prześladowaniach chrześcijan w krajach gdzie są oni mniejszościami. Afganistan, Arabia Saudyjska, Egipt, Iran, Irak, Jemen, Libia, Malediwy, Nigeria, Pakistan, Republika Środkowoafrykańska, Syria, Somalia, Sudan – to kraje zdominowane przez islam i jeśli wiemy cokolwiek na temat wiary Allaha, fakt prześladowań nie dziwi i jest naturalny. Naturalny w sensie, że jest konsekwencją wiary w Koran i przesłania Mahometa i jego następców. Następnie, jednym tchem wymieniane są państwa, w których chrześcijanie są prześladowani nie przez inne religie, ale przez autorytarne rządy - Azerbejdżan, Birma (Mjanma), Chiny, Erytrea, Korea Północna i Uzbekistan.

Potem zaczyna się festiwal domysłów i spekulacji ciągnący w stronę tego jak to najbardziej poszkodowani są chrześcijanie – „Oczywiście – w globalnych prześladowaniach najbardziej cierpią chrześcijanie. To właśnie wyznawcy Chrystusa pozostają tymi, którzy – jako mniejszości religijne – są otaczani największą pogardą i nienawiścią na świecie.”. Autor nie wspomina o tym, że w konfrontacji z islamem wszystkie religie dostają po uszach. Zapomniał o mordowanych i prześladowanych Tybetańczykach w Chinach. Nie zwraca uwagi, że reżimy komunistyczne, na równi gnębią wszelką religię. Nie. To chrześcijanie są najbardziej poszkodowani! I gdyby rzetelnie podejść do wyników tego raportu, to mogłoby się okazać, że chrześcijanie nie są najbardziej prześladowaną grupą. Biorąc pod uwagę ich liczbę, może są największa liczebnie, ale na pewno relacyjnie do populacji wierzących – nie najbardziej!

To skupienie na chrześcijaństwie jest poniekąd zrozumiałe, bo autor zapewne sam uważa się za chrześcijanina i adresuje swój tekst do katolickiej publiczności.

Ale w kolejnym akapicie po prostu przekracza wszelkie granice. To jest wiktymizacja na poziomie znanym chyba tylko z propagandy feministycznych radykałów.

„(…)w Polsce. Państwo odrzucając Boży porządek i prawo naturalne siłą tego faktu przeradza się w państwo niemoralne, o skłonnościach totalitarnych. Liberalizm, który niepodzielnie panuje w rządzących Polską elitach, nie chce zaakceptować innej wykładni rzeczywistości niż ta, która jest zatrutym owocem szaleństwa ślepego w istocie rozumu.”

Bo według autora i innych „bojownikom” o zachowanie wiary – wszystko, co nie jest katolickie, chrześcijańskie – jest totalitarne. Tylko religie nie są totalitarne. Jasne! Podporządkowanie się sztywnemu kodeksowi postępowania, zarówno w życiu prywatnym jak i publicznym, władza hierarchii, kontrola sumień i myśli – to nie są przejawy totalitaryzmu – to jest miłość kościoła do wiernych. Taka dziwna, zbudowana na przymusie i strachu miłość, ale jednak…

No i tekst – „(…)cofniemy się w mroki barbarzyństwa, które nie znało jeszcze naszego Pana Jezusa Chrystusa”. Wiedza lub celowe zgniatanie rzeczywistości przez autora tego tekstu, jest powalająca. Bo przecież nigdzie na świecie nie było żadnego postępu zanim nie pojawił się mityczny mesjasz chrześcijaństwa, okres panowania kościoła to najbardziej postępowy okres w dziejach ludzkości i to właśnie kościołowi zawdzięczamy dzisiejsze osiągnięcia nauki i technologii. Gdyby nie Dżizas i kościół katolicki to dziś nadal mieszkalibyśmy w jaskiniach i zastanawialibyśmy się jak przebłagać boga piorunów, żeby zapalił ognisko, bo nam zimno…wszystko dzięki kościołowi…


Oczywiście, jak to na frondzie – nie podaje się żadnego linku do samego raportu, nie podaje się żadnych cząstkowych wyników. Ba! Autor nawet nie podaje w stopce swojego tekstu żadnego źródła…pewnie wszystko pochodzi z osobistego objawienia. Jak większość tekstów na tym portalu.