wtorek, 25 listopada 2014

Wielki Inkwizytor o rodzinie...śmiech i żenada...

Wiedziałem, że długo szukać nie trzeba będzie, ale nie myślałem, że 30 sekund na frondzie wystarczy, żeby znaleźć tekst tak idiotyczny, że szkoda go zostawić w tej formie. Zwłaszcza, że jak większość tego typu tekstów, dociera do znacznej liczby ludzi i po prostu sieje kłamstwa i propagandę.

W tekście "Stoimy nad przepaścią, ludzkości grozi samobójstwo", czytamy wypowiedzi kardynała Gerharda Müllera, prefekta Kongregacji Nauki Wiary, czyli następcy Wielkiego Inkwizytora. I to nie jest przesada, bo nowa nazwa funkcjonuje od 1965 roku, gdy zmieniono ją z nazwy Kongregacja Rzymskiej i Powszechnej Inkwizycji, na Świętą Kongregację Nauki Wiary, a w 1983 odcięto słówko „świętą”. Ale przejdźmy do słów „szanownego” kardynała.

„Małżeństwo jako komplementarny związek kobiety i mężczyzny jest zagrożone i deprecjonowane. Jesteśmy świadkami swoistego samobójstwa ludzkości”

Pytanie za tysiąc punktów premiowych – w jaki sposób legalizacja związków homoseksualnych zagraża małżeństwu? Bo to pytanie zadaję od lat i nie dostałem żadnej merytorycznej odpowiedzi. Wszystko, co słyszę, to szlochanie religiantów i jęki homofobów. Legalizacja takich związków nie wpływa na to czy pary heteroseksualne będą istnieć czy nie. Nikt nie będzie zmuszał heteryka do ślubu homoseksualnego. Nikt tez nie mówi,. Nigdzie o tym, że małżeństwo tradycyjne powinno zniknąć! Pieprzycie bez sensu panie kardynale.

„dziś jest wiele szumu wokół rodziny. Można by odnieść wrażenie, że mówi się o niej bardzo dużo. W rzeczywistości jednak cały ten zgiełk dotyczy spraw marginalnych, problematycznych czy wręcz wrogich rodzinie, jak dążenie do redefinicji małżeństwa.”

Hmmm…czyli zmiana nazwy Twojej własnej instytucji, redefinicja z Inkwizycji na Naukę Wiary jest ok, natomiast rozszerzenie definicji małżeństwa nie pasuje, jest fe! Może zblokujmy całkowicie ewolucje i rozwój języka? Nie pozwólmy żeby słowa nabierały innych znaczeń, bo to powoduje…no właśnie…Co?
Powiem szczerze, z drugiej strony, gdzie są postulaty dotyczące redefinicji małżeństwa? Bo ja takich nie znam. Wszyscy zwolennicy mówią o legalizacji ZWIĄZKÓW PARTNERSKICH. To przeciwnicy krzyczą o ataku na małżeństwo…

„Mówi się też dużo o seksie albo o nieudanych relacjach, ale nie o tym, jak mężczyzna i kobieta nawzajem się potrzebują i uzupełniają.”

Czyli we wzajemnym uzupełnianiu i się i wzajemnym potrzebowaniu się nie jest ważne to, jaki jest seks i czy relacja jest udana…srać na to! Seks nie jest czynnikiem wzmacniającym związek! Po co o nim mówić. Wystarczy się uzupełniać, nie trzeba mieć dobrych relacji, rozmawiać ze sobą i się wzajemnie rozumieć.

„tym właśnie jest zainteresowana zdecydowana większość ludzi. Chce wiedzieć, co zrobić by małżeństwo było lepsze i silniejsze.”

A dowodem na to jest popularność pornografii, mediów i kultury popularnej. Ale nie, trzeba zaprzeczać rzeczywistości. Ludzie nie są zainteresowani seksem i wzajemnymi relacjami. Interesuje ich tylko to jak kościół definiuje małżeństwo i co nieżonaci konioklepacze sądzą na ten temat.

„milcząca większość nie pojmuje tego, co się dzieje, albo została wyciszona oskarżeniami o dyskryminację, które stosuje się względem tych, którzy bronią tradycyjnej rodziny.”

Oj bidulki. Dyskryminowana większość. Kolejny wielki kamień milowy katolickiej propagandy. Skoro jesteście większością, to, dlaczego tego nie wykorzystacie? Gdzie jest ta „milcząca większość”? Bo coś tak czuje, że to nic więcej jak retoryka.

Zresztą nie dziwię się, że czujecie się zagrożeni. Jeśli mówicie o swoich wiernych, że są głupi (nie pojmują tego), bierni (zostali wyciszeni) i traktujecie ich jak ofiary – nic dziwnego, że jakikolwiek myślący katolik nie pójdzie za Wami. Chcecie traktować swoich wyznawców jak bezmózgie stado baranów? Róbcie tak dalej, nie wróżę Wam przyszłości, bo ludzie wiedzą coraz więcej…tak! Także o Was, zakłamane, kłamliwe szuje.

„My jednak nie możemy zgodzić się na to, że małżeństwo traktuje się jako wytwór kultury czy społeczeństwa. Nie, jest to prawdziwy fundament ludzkości”

Małżeństwo jest wytworem kultury i społeczeństwa! Istniało na długo przed pojawieniem się Waszej głupiej religii i będzie istniał długo po Waszym upadku. I piszecie o ryzyku redefinicji małżeństwa. Więc dlaczego sami to zrobiliście? W Waszej ukochanej książce małżeństwo to związek mężczyzny z wieloma kobietami. Co się stało, że zmiana na monogamię nie stanowiła dla Was zagrożenia? Hipokryci.

Fundamentem ludzkości jest rozwój, ewolucja, nie instytucje, które powstają wokół tych zjawisk. Więc nie chrzańcie, że jak zmienimy definicję małżeństwa to ludzie przestana się rozmnażać. To bzdura. Wam oczywiście chodzi o kontrolę nad pożyciem dwojga ludzi, nad ich emocjami i seksualnością. Sracie na ludzkość, jako dobro wspólne, bo ważne jest dla Was nie to, czego chcą ludzie, tylko to, co mówi Wasz podręcznik do propagandy i uciskania mas!


Dziwię się i to bardzo, że ktoś na świecie jeszcze słucha bełkotu facetów, którzy nigdy nie stworzyli rodziny, nie mieli dzieci i nie mieli zdrowego związku z kobietą, a mianują się ekspertami od seksualności, relacji damsko-męskich, rodziny i wychowania. Może w końcu nadejdzie czas, gdy w końcu ktoś powie – gówno na ten temat wiecie – zamknąć ryje. Nie jesteście żadnymi autorytetami w tych sprawach! Zabierzcie swoje pastorały, komże, stuły, koloratki i opasłe paluchy z biskupimi pierścieniami z dala od naszych łóżek, dzieci, rodzin i naszych potrzeb i marzeń.
Jestem optymistą i wierzę w to, że nadejdzie taka chwila…a na pewno zrobię wszystko, żeby ją swoimi skromnymi środkami przyspieszyć.


Jeśli chcesz wesprzeć mojego bloga, wejdź na mojego PATREONa !!!